Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

środa, 28 maja 2014

Bestia – Marek Świerczek

Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Kraków 2007
Oprawa: miękka
Liczba stron: 319
ISBN: 978-83-7515-019-3






"Bestia" to debiut powieściowy Marka Świerczka, którego drugą powieść ("Dybuk") miałam okazję już wcześniej czytać. Cofam się więc niejako w czasie – zarówno powieść jest starsza, jak i okres, o którym opowiada. "Dybuk" był o okresie powojennym (po II wojnie światowej), natomiast w "Bestii" przenosimy się do czasów powstania styczniowego.
Jest rok 1864 i powstanie chyli się już ku nieuchronnemu upadkowi. Autor nie biadoli jednak nad tym, jak smutno, że kolejny narodowowyzwoleńczy zryw się nie powiódł, a Europa na dobre chyba zapomniała o Rzeczypospolitej. Daleko mu do tego. Jego bohaterom zresztą też. I to właśnie w tych bohaterach, szczególnie w kapitanie Basowskim, tkwi prawdziwy sekret i moc tej powieści. Bo choć to trochę horror, trochę powieść historyczna – to właściwie najbardziej podoba mi się kreacja postaci i dogłębne badanie ich psychiki. Akcja, tło historyczne, a nawet ściganie tytułowej bestii zdaje się być w tej powieści "jedynie" pretekstem do ukazania bardzo ciekawych charakterów.
W powstaniu styczniowym nie ma wiele romantyzmu, zdaje się mówić Autor. Powstanie to walka. Walka to śmierć. Śmierć to krew, spalone wiejskie chaty, cierpienie ludzki, smród i latające wokół ciał muchy. No dobrze, zapędziłam się, jest zima, więc much za wiele nie uraczysz, drogi Czytelniku. Jednak pozostałe cechy charakterystyczne każdej wojny, to już owszem. Romantyzm to były idee, obrazy i  piękne poematy narodowych wieszczy. Ginęli zwykli ludzie. Często Bogu ducha winni. Nie wiem, czy tak właśnie widzi powstanie Marek Świerczek, ale z pewnością tak na nie spogląda kapitan Julian Basowski. A postać to nie byle jaka. Zawadiacki, honorowy, obraźliwy. Oj, uważaj, by go nie urazić, bo świetny z niego wojak. Pojedynki nie są mu obce i niejednego przeciwnika posłał już na ten drugi, lepszy świat. Właśnie kolejny pojedynek sprawił, że popadł w niełaskę na dworze i aby znów wrócić do ukochanego Petersburga musi wykonać niebezpieczną misję na litewskiej ziemi. Zaraz, zaraz! Zastanawiacie się dlaczego Polak zostaje wysłany do gromienia powstania??? Tak, Julek jest Polakiem i wcale się tego nie wstydzi, nie ukrywa się. Wręcz przeciwnie – pojedynek, który sprawił, że teraz jedzie szukać bestii z piekła rodem stoczony został właśnie dlatego, że pewien jegomość postanowił obrazić Polaków. A tego Basowski nie zamierzał odpuścić! Widzicie sami, że złożona to postać, bo przecież tak bardzo marzy o tym, by znów dostać się na carski dwór i dobrze służyć carowi, którego uważa za prawowitego króla Polski...
W misji towarzyszy mu kilku równie skomplikowanych przyjaciół oraz niezbyt skomplikowany, żądny krwi i podły przełożony. Ot, choćby postać Herlinga, który pije na umór, a na dodatek w zależności od stanu upojenia jest Polakiem albo Kurlandczykiem. I, oczywiście, carskim oficerem.
Akcja? Toczy się dość wartko, choć "przecinana" jest co jakiś czas długimi dywagacjami i odczytywaną przez Herlinga i Murata poezją. Bo w "Bestii" wiele poezji znajdziecie i to nie tylko po polsku. Dla wielbicieli to prawdziwa gratka. Ja nie przepadam, więc omijałam (przyznaję z ręką na sercu) te fragmenty, w których wiersze Autor postanowił zaprezentować nam w językach obcych. Dlaczego? O tym za (chyba dłuższą) chwilę.
Rzeczywistość łączy się w tej powieści z sennymi marami, historyczna prawda ze starymi lokalnymi legendami i mitami. Wynik jest świetny. Kiedy w jednej scenie czytamy dokładny opis stroju i wyposażenia carskich oficerów i wysłuchujemy ich rozważań o wilkołakach... Mówiąc językiem reklamy: "bezcenne". Autor bawi się z czytelnikiem i to bardzo subtelnie. Również na poziomie odniesień literackich. Można bowiem w "Bestii" napotkać na bohaterów "Wiernej rzeki" Żeromskiego, czy tak nam dzisiaj znane stwierdzenie o rozdziubaniu przez kruki. Świerczek zresztą przywołuje wielu polskich i zagranicznych autorów – czasami wprost, czasami nie – ot, choćby Puszkina, Mickiewicza czy Poe. Muszę przyznać, że taka "zabawa" bardzo mi się podobała.
Czy dzięki snom, które już nieraz doprowadziły go do rozwikłania zagadek i zbrodni, Julian i tym razem odnajdzie potwora, który rozszarpuje rosyjskich żołnierzy, pozbawiając ich serc i wątrób? Czy wyjaśni sekrety litewskiej szlachty i powróci na carski dwór? Tego Wam nie powiem. Mogę jednak zaręczyć, że historia się Wam spodoba. Choć ma pewien minus. Czy może trzy minusy. Pierwszy i podstawowy to tłumaczenia obcojęzycznych zwrotów. Autor bardzo się postarał, by historia była realistyczna, w związku z czym oficerowie rozmawiają po polsku, po niemiecku i po rosyjsku. Uważam, że to dobrze. Przyczepię się jednak do sposobu tłumaczenia tych wypowiedzi, a jest ich dość dużo. Nie wiem dlaczego wydawnictwo, bo nie sądzę by był to pomysł samego Autora (choć mogę się mylić), postanowiło umieścić je na końcu książki, zamiast na stronie, na której dany fragment się mieści. Takie ciągłe przewracanie kartek w te i z powrotem znacznie obniżyło komfort lektury. I to minus największy. Drugi to właśnie wspomniane sny. Są przytoczone w bardzo ciekawy sposób, od razu widać, co się dzieje w świecie rzeczywistym, a co jedynie śni Julian. Szkoda tylko, że ostatecznie sny te w żaden sposób nie pomogły mu w rozwiązaniu zagadki. Ja przynajmniej takiego wpływu sennych koszmarów nie dostrzegłam. Trzeci i zdecydowanie ostatni minus to samo zakończenie właśnie. Szkoda, bo powieść czyta się z dużym napięciem, a zakończenie jest takie... przewidywalne od pewnej chwili. Miałam nadzieję, że jednak się mylę, że na ostatnich stronach Autor zaskoczy na całego, pozostawiając mnie z przysłowiową "opadniętą koparą", jednak... Nic takiego się nie stało.
Jeśli chodzi o samo wydanie: klimatyczna okładka, dobra korekta i redakcja. Wszystko ładnie i pięknie, ale niestety drażnią te przypisy na końcu, zamiast na bieżąco i tego po prostu nie można przemilczeć.
Czekam na kolejną powieść Marka Świerczka, a Wam polecam zarówno "Bestię", jak i "Dybuka".




Za książkę dziękuję Autorowi


Książka przeczytana w ramach Wyzwania:

Książka przeczytana w ramach Wyzwania:


Marek Świerczek na Dune Fairytales:

1 komentarz: