Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

sobota, 24 maja 2014

Czerwona gorączka – Andrzej Pilipiuk

Wydawnictwo: Fabryka słów
Lublin 2013
Oprawa: miękka
Liczba stron: 427
Ilustracje: Grzegorz i Krzysztof Domaradzcy
ISBN: 978-83-7574-762-1






Kolejne spotkanie z Andrzejem Pilipiukiem i jego magicznymi światami. To już ostatni (choć chronologicznie wcześniejszy od "Szewca z Lichtenrade", czy "Carskiej manierki") tom opowiadań, które nie są związane z najbardziej znaną postacią wykreowaną przez tego Autora, czyli z Jakubem Wędrowyczem. Ostatni więc dla mnie, ponieważ postać Wędrowycza zdecydowanie nie przypadła mi do gustu i nie zamierzam po książki z tej serii sięgać, mimo mojej fascynacji pomysłowością Wielkiego Grafomana.
W tym zbiorze aż 11 opowiadań i aż 427 stron. Niektóre z tekstów są, jak to bywa, lepsze, inne trochę słabsze. Jeden nieszczególnie mi się spodobał, choć to trochę dziwne. Po kolei jednak. Jak zwykle przy zbiorach – najpierw kilka zdań o każdym opowiadaniu, a dopiero później ogólne podsumowanie zbioru jako całości.
Na dzień dobry mamy opowiadanie tytułowe, czyli "Czerwoną gorączkę", a w nim naszego drogiego i szanownego doktora Skórzewskiego. Tym razem doktor Paweł spotka się z samym Dzierżyńskim. Do tego po Moskwie grasuje podejrzany typek, który obcina głowy komunistom. Jaki związek ma to z rozprzestrzeniającą się chorobą zakaźną i dlaczego właściwie doktor Skórzewski miałby pomóc Rosjanom? Dowiecie się wszystkiego i zapewniam Was – jest to opowiadanie iście Pilipiukowe. Wielki Grafoman w najlepszym wydaniu!
"Grucha" to najkrótszy tekst w tym zbiorze i muszę przyznać, że jeden z lepszych. Aż szkoda, że nie doczekał się jeszcze jakiejś ciekawej kontynuacji. Prowadzona w pierwszej osobie narracja sprawia, że czujemy się jakbyśmy byli uczestnikami szkolnych wydarzeń. Wydarzeń jak z nocnego koszmaru dotyczącego czasów szkolnych, który chyba każdy co jakiś czas miewa. Ten jest jednak znacznie poważniejszy, nauczycielka to wyjątkowa zołza, a konsekwencje jej znęcania się nad członkiem rodu Neborak okażą się nader dotkliwe.... dla tytułowej Gruchy, oczywiście.
Opowiadanie "Błękitny trąd" przedstawia nam świat, który można zakwalifikować jako fantasy. Nieczęste to u Pilipiuka – budowanie świata zupełnie od podstaw. Choć wychodzi mu to całkiem dobrze i jest to tekst dobry psychologicznie i trzymający w napięciu, wolę jednak te, w których bazuje na naszej historii i ewentualnie "bawi się" z alternatywami. Mimo wszystko jednak – uważam, że warto "Błękitny trąd" przeczytać.
"Silnik z Łomży" to jedno z najlepszych opowiadań tego zbioru. Genialne, zabawne, zagmatwane. Pełne historycznych nowinek, przekrętów iście diabelskich. To wspaniała i przewrotna postać głównego bohatera-dziennikarza, fantastyczna drugoplanowa rola jego przyjaciela. Po prostu opowiadanie prima sort. Nie można się przy nim nudzić. Trzyma w napięciu do ostatniego zdania i z pewnością będziecie się przy nim świetnie bawić, nie mówiąc już o tym, ile się dowiecie.
"Zeppelin l-59/2"... Kocham zeppeliny, jestem nimi całkowicie zauroczona, marzę o tym, by kiedyś mieć okazję wejść na pokład. Marzenia ściętej głowy, powiecie? Cóż, główny bohater tego opowiadania też raczej nie spodziewał się takiej przygody, kiedy znalazł resztki zniszczonego zeppelina w jednym z polskich jezior. Na dodatek nie byle jakiej maszyny – służył na niej m.in. jego własny przodek. Cóż więc za zdziwienie przeżył, gdy dowiedział się, że zeppelin nie tylko został odrestaurowany, ale wybiera się w podróż... do Afryki! A to jedynie początek niesamowitych, magicznych wręcz przygód, które wywołują dreszczyk emocji i gęsią skórkę na plecach. Pilipiuk pokazał klasę!
"Wujaszek Igor" to, moim zdaniem, najsłabsze opowiadanie w "Czerwonej gorączce". Czytałam je na raty, przez dwa, czy trzy dni (reszta zbioru zajęła mi dosłownie chwilę). zupełnie się nie wciągnęłam, choć t trochę dziwne. Zamysł całkiem ciekawy, przebłyski wielkiej historii, Piłsudski, pociąg widmo, duchy, strachy, komuniści... Czego zabrakło? Moim zdaniem główny bohater, czyli tytułowy wujaszek Igor, był po prostu... Nie poczułam do niego takiej sympatii, jak przykładowo do doktora Skórzewskiego. Zupełnie papierowa postać. Miałam wrażenie, że jest, bo ktoś przecież być musi, ale jakby go nie było, to opowiadane też by wiele nie straciło. Cóż, jeden jedyny minus całego zbioru.
"Po drugiej stronie" to historia zagmatwana, niczym kłębek włóczki, którym właśnie zabawiał się mały kotek. Pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji, niewytłumaczalnych zdarzeń, zawirowań historii. Zagadka do rozstrzygnięcia, stara broszka ze smokiem, targ staroci i dwoje małżonków, których szczęście wisi na włosku z powodu jednego antyku. Przypominało mi to najlepsze teksty o moim ukochanym Robercie Stormie (w czasie lektury dwóch pierwszych stron myślałam nawet, że to może być  nim). Bardzo dobry tekst, który do ostatniej chwili trzyma w napięciu  i zmusza do zastanowienia, co będzie dalej i czy się powiedzie...
"Gdzie diabeł mówi dobranoc" to fantastyczne opowiadanie o trochę innej Polsce. Cóż, straszą nas co jakiś czas zalewem muzułmańskim, talibanem w Polsce... Pilipiuk świetnie ten motyw wykorzystał i pokazał nam jedną z takich wersji świata przyszłości, w której nasza dzisiejsza III RP leży we Wschodniej Eurabii i jest jednym z najbardziej zacofanych państw na świecie. Zapraszamy do Lechistanu! Świetnie poprowadzona narracja trzecioosobowa, przeplatana fragmentami pamiętnika, spisek, złoża węgla, a w to wszystko wplatany jest jeszcze papież z Arizony. Czeka Was wiele niespodzianek, a do tego kilka ciekawych uwag na temat tego, co by się rzeczywiście mogło stać, gdyby Taliban wygrał wojnę z chrześcijańską Europą.
"Piórko w żywopłocie" z kolei to trochę sentymentalny powrót do czasów PRLu. Choć nie brak tu elementu kosmicznego, sekretów władzy, bananowców rosnących przy Okęciu i znikających sadów owocowych. Do tego agent CIA, który nie tylko chce rozwikłać zagadkę z dzieciństwa, ale również pomścić szkolnego kolegę, który za bardzo wychylał się przed szereg.
"Operacja «szynka»" to połączenie propagandy rodem z PRL z serialem "Terranova". Jak poprawić jakość mięsa w tytułowej szynce, skoro mięsa brak? Cóż, najlepiej cofnąć się w czasie i zapolować na... mamuty. Będzie się działo, uwierzcie mi. A zakończenie zwali Was z nóg!
"Samolot Ribbentropa" to zagmatwana historia o tym, jak to Polacy szybko i zwycięsko zakończyli niemiecko-radziecką inwazję na Europę. Poplątana opowieść o planach w planach i odkrywaniu tajemnic sprzed lat. Nie zabraknie tu ważnych dla historii nazwisk i głównego bohatera, który dla odkrycia prawdy jest gotów na naprawdę sporo poświęceń. Bardzo udany test.
Podsumowując całość... Zbiór (poza jednym opowiadaniem, które nie przypadło mi zupełnie do gustu) trzyma najwyższy poziom. Pilipiuk pokazuje wiele swych twarzy, ponieważ spotkamy tu opowiadania  kwalifikujące się jako historie alternatywne, opowieści grozy, a nawet fantasy. Wszystko, co Wielki Grafoman ma w sobie najlepszego: poczucie humoru, duża dawka wiedzy historycznej, ciekawi bohaterowie. Pięknie napisane, dobrze przemyślane historie bazujące na intrygujących i fascynujących pomysłach, spisane językiem specyficznym dla tego Autora (więc jeśli ktoś go lubi...).
Wydanie, jak to Fabryka słów. Nie kojarzę literówek, korekta i redakcja spisała się bardzo dobrze. Szata graficzna zasługuje na zachwyt. Ilustracje autorstwa Grzegorza i Krzysztofa Domaradzkich są przepiękne i bardzo ładnie oddają klimat Pilipiukowych opowiadań. Do tego dochodzi ciekawa czcionka tytułów, stylizowana na cyrylicę oraz kończące teksty pieczęcie. Czuje się klimat świata, w którym życie Autor "Czerwonej gorączki". Jak zwykle – gorąco polecam, sama zaś czekam na kolejne pozycje, nad którymi Wielki Grafoman podobno pracuje.





1 komentarz: