Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Sukienka ze spadochronu – Monika Białkowska

Wydawnictwo: Hajdasz Production
Poznań 2013
Oprawa: miękka
Liczba stron: 277
ISBN: 978-83-936140-4-2
 
 
 
 
 
Filip jest typowym mieszczuchem. Lubi Warszawę, w której mieszka. Nie dlatego, że jest piękna, nie dlatego, że ma swoje tajemnice. Dlatego, że jest dużą metropolią, w której można robić karierę. Na tym mu właśnie zależy. na karierze reportera. Pracuje w gazecie, dostaje całkiem dobrą wierszówkę, żyje sobie w dobrych, cieplarnianych warunkach. Jest młody, przystojny, kobiety się nim interesują. Raz po raz z jakąś się spotka, czasami któraś zostawi w jego mieszaniu szczoteczkę do zębów... Żadnych stałych związków, po co się wiązać, gdy można po prostu żyć i robić karierę. Przyjazd do Mogilna zdaje się więc nie tyle okazją, co karą za jakieś przewinienia, grzechy, czy cokolwiek, z czego do końca nie zdaje sobie sprawy. W każdym razie z pewnością nie napisze o tym zadupiu trzech fantastycznych tekstów, które pozwolą mu wygrać konkurs reporterski. 
Pada. Szaro, buro. Oskubane kamienice, beznadziejny dworzec kolejowy, ludzie, którzy nie chcą rozmawiać z dziennikarzem ze stolicy. Klapa jednym słowem. Już by wrócił do domu, ale skoro chcą mu opłacać wikt i opierunek przez dwa tygodnie, to przynajmniej odpocznie. Szkoda tylko, że się wynudzi. I wtedy właśnie spotyka ją. Alicję...
Alicja wyszywa makatki. Jakby się urwała z czasów Polski sanacyjnej, czy jeszcze wcześniejszej. Makatki w XXI wieku? Na dodatek w ogóle nie zwraca uwagi na starania Filipa, na jego wielkomiejski podryw. Ba, nawet dotknąć się nie daję! Jest w niej jednak coś, co go przyciąga. Może to właśnie ta niedostępność? 
Zawierają zakład. O co? O to, że ona przekona go, iż Mogilno wcale nie jest nudnym miastem. On będzie codziennie wymyślał hasło, a ona, niczym Szeherezada z "Baśni 1001 nocy", będzie snuła opowieści. Kto zwycięży będzie miał prawo do jednego życzenia. Życzenie Filipa znamy – chce Alicję. Co się stanie, jeśli ona zwycięży?
Rozpoczynamy niesamowitą i jedyną w swoim rodzaju podróż w czasie. W ustach Alicji Mogilno staje się żywe nawet wtedy, gdy przed naszymi oczami stają bracia zakonni z czasów władania króla Jagiełły. Dokładnie – stają nam przed oczami jako żywi. Niezależnie, czy opowieść Alicji dotyczy czasów okupacji niemieckiej, czy średniowiecza, stajemy się niemymi świadkami wszystkich tych wydarzeń. Alicja zaś potrafi opowiedzieć właściwie o wszystkim i przy okazji cały czas wyszywać. Najrzadziej i najmniej chętnie opowiada o sobie, co Filipa trochę irytuje. Chciałby dowiedzieć się czegoś o tej niezwykłej dziewczynie, która całkowicie go urzekła. Tymczasem popełnia błąd za błędem, robiąc z siebie całkowitego idiotę, a nawet pośmiewisko mieszkańców Mogilna. Alicja jednak nie reaguje. Zakład to zakład. Założyła się o konkretne działanie i jest bardzo stanowcza i konsekwentna. Wszak nie umawiała się na zakochanie, ani randkowanie. Snuje więc swoje opowieści o świniach, łabędziach i tańcu. O lodach, szpadlu i prawdziwej miłości. A my, czytelnicy, wciąż czekamy, z wypiekami na policzkach, na historię o sukience zrobionej ze spadochronu. Doczekamy się, choć z pewnością nie tego się spodziewaliśmy.
Alicja zaskakuje nie tylko Filipa, ale i czytelników. Rzeczywiście jest jak Szeherezada, choć nie ratuje swego życia, a... pamięć o Mogilnie. Miłość do miasta, szacunek do jego historii. Ocala też Filipa, który niespodziewanie zaczyna dostrzegać uroki tego niezwykłego miasta, którego centrum stanowi jezioro, a rynek jest gdzieś na poboczach. I przyznać trzeba, że aż chce się wsiąść do pociągu i pojechać. Pojechać i zobaczyć Mogilno, najlepiej takie, jakim widzi go Alicja.
Autorka pisze pięknie, jakby rzeczywiście snuła opowieści przy jakichś przepysznych pierogach i szarlotce, dziergając makatkę z napisem "Dobra żona tym się chlubi, że gotuje, co mąż lubi". Jednocześnie przypomina nam o pięknie lokalnej gwary i przywiązaniu do niej. O lokalnym patriotyzmie. Na stronicach powieści wielkopolanie znajdą wiele słów, które być może nadal używane są w ich domach, albo które zasłyszeli kiedyś od swych dziadków. Dla mnie była to bardzo sentymentalna podróż językowa.
Książka zachwyca w każdym aspekcie. Językowo, fabularnie, wydawniczo. Jest prawdziwą perełką. 




 
 
 

3 komentarze:

  1. Thanks for sharing your thoughts. I truly appreciate your efforts
    and I will be waiting for your next post thank you once again.


    Feel free to visit my site - Buy Green Coffee Bean Extract

    OdpowiedzUsuń
  2. Naprawdę ciekawa recenzja, książki, która - przynajmniej dla mnie - jest białym krukiem. Po drugie - blog. Tu jest tak ładnie i kameralnie, że nawet nie chce się pisać komentarzy, bo ma się wrażenie, że komentarz zaśmieca. Wow. Na pewno będę tu wchodzić częściej :)
    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za przemiłe słowa. Wzruszyłam się, naprawdę. Jest mi niezmiernie milo, ze ktoś potrafi docenić moją prace i wizję i... również kocha książki :) Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do odwiedzania, a także komentowania. Komentarze nie zaśmiecają bloga – wręcz żałuję, ze jest ich tak niewiele. Mam nadzieję, że ludzie chętniej będą chcieli dzielić się uwagami na temat książek.

    OdpowiedzUsuń