Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

sobota, 7 czerwca 2014

3. powrót – Bruno Wioska

Liczba stron: 438




Tomiszcze nie będzie cienkie. 438 to już pokaźna powieść. Z pewnością będzie się ładnie prezentować na Waszych półkach, szczególnie gdy wziąć pod uwagę, że Autor jest artystą-plastykiem i zadba także o oprawę graficzną. Projekt okładki, który widzicie obok nie jest końcowy. Ostateczna okładka "3. powrotu" powstanie z połączenia tego zdjęcia ze zdjęciem pani Margot Bakenda i z pewnością będzie przepiękna (widziałam jej prace).
Jednak nie okładka jest w książce najważniejsza, a jej zawartość. Treść tej powieści to prawdziwa uczta dla każdego, kto lubi historię, dobry kryminał, filozofię i ciekawych bohaterów.
Bruno Wioska potrafi przenieść czytelnika do świata, który opisuje. Ani się nie obejrzałam, a już w nim utonęłam i to całkowicie. Zapomniałam o tym, co mnie otacza, o problemach, zadaniach, ogólnie – o wszystkim – i dałam się porwać niesamowitemu wirowi historii Antoina... Czy jednak rzeczywiście Antoina?
Gdy w czasie swej wycieczki do Włoch wspomniany bohater spotkał tajemniczych Gero i Laslo, jego świat wywrócił się do góry nogami. Niemalże dosłownie. Z właściwie nieznanego malarza stał się nagle rozchwytywanym artystą, którego prace chciał mieć niemal każdy. Problem polegał na tym, że w czasie transportu na wystawę miał miejsce wypadek i prace zostały bezpowrotnie utracone. Koniec świata? Niezupełnie. Prawdziwa historią Antoina ma się dopiero zacząć, a zaprowadzi go w miejsca, o których nawet nie śnił i do ludzi, którzy dawno już odeszli z tego świata...
Powieść można podzielić na trzy części, choć oficjalnie podzielono ją na dwie. Nie ma się jednak czemu dziwić, co zrozumiecie w czasie lektury. Trzy narracje: jedna dotyczy Antoina, druga Veneziano, trzecia Brauna zwanego Brunettim. Wszystkie są fascynujące, a każda inna. Choć przecież dotyczą wciąż... Nie, tego nie zdradzę, choć z pewnością szybko się domyślicie, kiedy utoniecie w słowach spisanych przez Autora książki.
Razem z bohaterami przeniesiemy się najpierw do Europy i na Bliski Wschód przełomu VIII i IX wieku. Przyjdzie nam nawet poznać... Karola Wielkiego. I choćby dlatego na zawsze będę miała do "3. powrotu" wielki sentyment. Karol jest jedną z pięciu moich ulubionych postaci historycznych płci męskiej! Te ponad dwieście stron było dla mnie cudowną podróżą, która pozwoliła mi tę postać poznać jeszcze lepiej, bliżej, niemal z nią zaprzyjaźnić. Zresztą samego Veneziano również darzę olbrzymią sympatią i cały czas dopingowałam mu w poszukiwaniu rozwiązania sekretu pewnych zwojów zapisanych w tajemniczym kodzie atbash. I bardzo zdziwiłam się zakończeniem tej historii, a – jak być może już wiecie – niełatwo mnie zdziwić fabułą. 
Podróż przez Harran, Mosul, Bagdad, Como, Akwizgran i Wenecję pokazuje przepiękny obraz ówczesnego świata – tajemniczego, pełnego współistniejącej magii i wiary w zmartwychwstałego Jezusa, koegzystencji wielu kultur i rozwoju nauki. To świat, do którego chciałabym się na chwilę przenieść (choć z pewnością nie chciałabym tam zostać na dobre). Bruno Wioska dał mi tę możliwość, za co serdecznie mu dziękuję.
W drugiej części przenosimy się na chwilę do... Krakowa. Poznajemy kilku tamtejszych żaków, z których dwóch udaje się na dalszą naukę do Florencji, gdzie rozwija się filozofia i nowe prądy, które być może zawędrują kiedyś nawet do Polski. Nowe możliwości, jakie daje wynaleziony niedawno druk, rozkwit nauk i znów... tajemnicze zwoje, które gdzieś zaginęły, a mogą odmienić oblicze świata. Kto się ich obawia i dlaczego tylu ludzi musiało za nie oddać życie? Macie ochotę na spotkanie z samym Leonardo da Vincim i innymi wielkimi twórcami epoki? Nie może się Wam nie spodobać!
Rozwiązanie zagadki nie jest proste i nie udało mi się go domyślić w czasie lektury. Na szczęście poznałam je na ostatnich stronach. Muszę przyznać, że rozstanie, szczególnie z Veneziano, było ciężkie. Dawno już wydawało mi się, że przestałam przywiązywać się do postaci książkowych. okazało się, że do niego się przywiązałam. 
Powieść nie została jeszcze wydana, nie przeszła jeszcze przez korektę i redakcję, w związku z czym nie wypowiadam się na ten temat. Myślę jednak, że dobry redaktor bez większych problemów poradzi sobie z tym nieoszlifowanym diamentem, a wówczas dostaniecie prawdziwy, lśniący i mieniący się kolorami tęczy brylant! I to w pakiecie z podróżą w czasie. Czy może być coś lepszego?

4 komentarze:

  1. Nad książka się zastanowię :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Naprawdę polecam. Kiedy pojawi się wersja do kupienia – dam znać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeżeli znajdzie się wydawca to pewnei potrwa to ponad rok, do tej pory powieść nie znalazła uznania żadnego wydawnictwa. Zmuszony będę szukćś na własną rękę kogoś, kto zrobi korekty, wtedy książka może się ukazać w dwa tygodnie. Bruno Wioska

    OdpowiedzUsuń
  4. Aż trudno mi uwierzyć, że nikt się tym tekstem dotąd nie zainteresował. To smutne. Trzymam jednak kciuki :)

    OdpowiedzUsuń