Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

sobota, 15 listopada 2014

Architekci kultury śmierci – Donald de Marco, Benjamin D. Wiker

Wydawnictwo: Fronda
Warszawa 2014
Oprawa: miękka
Liczba stron: 391
Przekład (z angielskiego) Grażyna Waluga
Tytuł oryginału: Architects of the Culture of Death
ISBN: 978-83-64095-45-0
 
 
 
 
 
 
 
Lektura tej książki nie jest ani łatwa, ani przyjemna. Nie dlatego, że książka napisana jest źle. Tego z całą pewnością napisać o niej nie można. Porusza jednak tematy co najmniej kontrowersyjne i trudne. Autorzy podejmują zaś polemikę nie tylko ze współczesnymi "filozofami", ale także z uznanymi od dziesięcioleci (a nawet i dłużej) autorytetami, jak choćby Nietzsche, Marks, czy Darwin. Kim więc są ci, którzy odważyli się na napisanie i wydanie tak poważnego dzieła?
Donald de Marco jest Kanadyjczykiem, filozofem, etykiem, profesorem. W swoim dorobku ma kilkadziesiąt artykułów i aż 21 książek dotyczących apologetyki chrześcijańskiej. Benjamin Wilker z kolei to Amerykanin, etyk, autor wielu pozycji z dziedziny etyki chrześcijańskiej. Obaj więc są naukowcami mającymi doświadczenie w pisaniu prac, które wymagają przeprowadzenia badań i głębokiej analizy tematu. Podeszli do sprawy jak zwykle, czyli profesjonalnie.
Prezentowana pozycja przedstawia 23 osobistości, które Autorzy uznali za tytułowych architektów "kultury śmierci". Z prostego matematycznego równania wynika, że każdemu z nich poświęcono około 15 stron. Trudno powiedzieć, że to dużo, wszak o niektórych z nich powstały całe opasłe tomiska. Nie w tym jednak rzecz, nie taki cel przyświecał Autorom. Chcieli bowiem ukazać "kulturę śmierci" jako taką, jako zjawisko, a także powody jej pojawienia się i drogi, jakimi podążała i nadal podąża. Przedstawiając krótkie biogramy, starali się wyjaśnić skąd wynikały takie, a nie inne poglądy omawianych filozofów. Biografie te miały na celu osadzenie postaci na gruncie społecznym, historycznym, politycznym, a także rodzinnym. Nic bowiem nie powstaje z próżni. "Kultura śmierci" również nie pojawiła się znikąd. 
Kto zatem zasłużył sobie, zdaniem de Marco i Wikera, na ten niechlubny tytuł? Wszystkich wymieniać nie ma sensu, zajrzyjcie do książki, a przekonacie się sami. Autorzy dokonali natomiast podziału tych 23 osób na siedem grup. I tak poczynając od czcicieli woli, omówili ewolucyjnych eugeników, świeckich utopistów i ateistycznych egzystencjalistów, by przejść do poszukiwaczy przyjemności i propagatorów seksu, a skończyć na sprzedawcach śmierci. Już same nazwy grup wywołują spore wrażenie, prawda?
W "Architektach..." znajdziecie postaci doskonale znane i takie, o których nie mówi się szerzej. Choć miałam historię filozofii na studiach (i zdawałam egzamin dwukrotnie, więc musiałam spędzić nad podręcznikami naprawdę sporo czasu), niektóre z nazwisk wypisanych na tylnej okładce absolutnie nic mi nie mówiły. Tym chętniej więc sięgnęłam do środka. Okazało się jednak, że nie mniejsze wrażenie robiły na mnie rozdziały o tak znanych osobistościach jak choćby Schopenhauer czy Freud. 
Autorzy sięgnęli do wielu materiałów źródłowych, podeszli do tematu ściśle naukowo, fundując nam całkiem sporo przypisów odsyłających do dzieł zarówno omawianych myślicieli, jak również ich krytyków (w szerokim tego słowa znaczeniu). Nie omieszkali cytować nawet fragmentów dzieł Szekspira!
W swej książce de Marco i Wiker wykazują jednoznacznie, że "kultura śmierci" ma swoje korzenie w odrzuceniu Boga. Świat, w którym dla Boga nie ma miejsca stara się znaleźć sobie filozofię, na której mógłby się oprzeć. Coś, w co mógłby uwierzyć. 
Jednocześnie Autorzy zadają bardzo ważne pytanie: Co sprawia, że omówione filozofie stały się dla ludzi atrakcyjne na tyle, by za nimi podążyć? To chyba najważniejsze przesłanie tej, liczącej niemal 400 stron, pracy. Wszak samo naukowe omówienie myśli nie ma większego sensu, jeśli nie zadać sobie pytania o to, dlaczego ludzie poszli za taką myślą, a nie wybrali innej. Czy bowiem filozofia, która nie ma zwolenników mogłaby okazać się w jakikolwiek sposób niebezpieczna?
Książka jest bardzo dobrze wydana, czego zresztą się spodziewałam. Okładka natomiast robi naprawdę spore wrażenie. Nic dodać, nic ująć. Czytać, choć ostrzegam – zajmuje to sporo czasu i nie jest z pewnością miłą i łatwą lekturą.
 





Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Fronda

Książka przeczytana w ramach Wyzwania:
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz