Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Malowany człowiek. Niech Cię mrok pochłonie... – Peter V. Brett

Wydawnictwo: Fabryka słów
Lublin 2008
Cykl Demoniczny, tom I
Malowany człowiek, Księga I
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron:500
Tytuł oryginału: The Painted Man
Przekład (z angielskiego):  Marcin Mortka
Ilustracje: Dominik Broniek
 ISBN: 978-83-7574-057-8




Nie wiem, od czego zacząć, a na ogół zdarza mi się to wówczas, gdy książka jest naprawdę dobra i mam całe mnóstwo przemyśleń. Tak też jest i tym razem, choć określenie, że pierwsza księga "Malowanego człowieka" jest dobra to zdecydowanie za mało. Powieść jest znakomita, wbijająca w kanapę (fotel, czy na czym tam siedzicie, czy leżycie) i po prostu – fantastyczna w każdym tego słowa znaczeniu. Zaczynając od okładki, która jest graficznie idealna, kończąc na przepięknie zaprojektowanym spisie treści – wszystko w niej jest perfekcyjne. Choć, jak to ja, znalazłam jeden maluśki minus i nie chodzi mi wcale o to, że powieść kończy się po 500 stronach i trzeba sięgać po kolejną książkę. To akurat jest duży plus, ale o wszystkim po kolei (ostrzegam rzetelnie – to nie będzie krótki tekst).
Świat wykreowany przez Bretta jest niesamowity i bardzo złożony. Aż trudno uwierzyć, że został stworzony na potrzeby powieści. Gdzieś tam z tyłu głowy tłucze się myśl, że może to świat alternatywny do naszego, albo jakaś daleka przyszłość, w której nikt nie pamięta o Starej Ziemi, a zamiast rozwoju mamy swego rodzaju uwstecznienie się społeczeństw. Nie ma tu miejsca na żadne przypadki, czy na deus ex machina (przynajmniej w pierwszym tomie). Widać od razu, że wszystko zostało doskonale przemyślane i zaplanowane z dużą dokładnością, można wręcz rzec, że Autor jest perfekcjonistą i ta cecha zdominowała jego pracę nad światem przedstawionym. Światem ponurym i przerażającym, w którym – jak się początkowo zdaje – dla ludzi nie ma nadziei na lepsze jutro. Każdy zmierzch oznacza przerażenie i grozę, każdy ranek witany jest z oddechem pełnym ulgi, że się przeżyło, a czasem, nawet często, ze łzami, że kolejni bliscy odeszli. Nie, właściwie nie odeszli. Zostali zamordowani, z wielkim okrucieństwem, przez różnorakie otchłańce. 
Otchłańców poznajemy kilka rodzajów i każdy z nich ma jakieś specyficzne cechy. Wszystkie jednak charakteryzują się tym, że wychodzą na powierzchnię ziemi po zapadnięciu zmroku i znikają o świcie. W tym czasie sieją śród ludzi i zwierząt prawdziwe spustoszenie. Najgorsze jest to, że wysłańców z Otchłani nie można zabić, można jedynie chronić się przed nimi dzięki stawianiu runów.
Już w tym krótkim opisie świata pojawiają się charakterystyczne dla całej powieści określenia – otchłańce i runy. To na nich Brett buduje fabułę i ludzką społeczność. 
W świecie "Malowanego człowieka" ludzie żyją w niewielkich siołach, albo w Wolnych Miastach. Wszystkie one są od siebie oddalone, na ogół o przynajmniej kilka dni drogi, a wiadomo, że przebycie takiego dystansu oznacza konieczność spotkania się z otchłańcami. Niewielu więc podróżuje, a ci, którzy się na to decydują i z tego żyją, zwani są Posłańcami. Brett ukazuje nam społeczeństwo, w którym, poza książętami, najważniejsze społeczne role pełnią Patroni Runów, Posłańcy i Opiekunowie Świętych Domów, a także – i tu wielki ukłon za olbrzymią rolę, jaką Autor przypisuje kobietom – Zielarki. 
Co się stało, że świat wygląda tak właśnie? Nie wiemy. Coś, gdzieś... Jakaś Plaga, jakiś Wybawiciel, jakaś Przepowiednia. Jednak Czas Nauki minął już dawno, zakończył się straszliwą rzezią, pozostało po nim niewiele. Księgi są na wagę złota... Nie, złoto nie ma takiej wartości, jak księgi, w których kryje się "tajemna" wiedza. Czy jednak coś pomogą, skoro zachłanni książęta pilnują, by nikt nie miał do nich dostępu?
Kim są główni bohaterowie tej niesamowitej opowieści? O dziwo (ja się bardzo zdziwiłam), są to dzieci. przynajmniej na początku. Jedenastoletni Arlen, trzynastoletnia Leesha i trzyletni Rojer. Każde z nich pochodzi z innego miejsca, każde jest charakterystyczne i przywiązujecie się do nich niemalże od pierwszej sceny, w której dzieciaki się pojawiają. Chociaż ciężko myśleć o nich jako o dzieciakach, no może z wyjątkiem małego Rojera. Historie tej trójki opowiadane są osobno. Kiedy się spotkają? Nie wiem, na pewno nie w pierwszej księdze. Uwielbiam Arlena, któremu dotychczas Autor poświęcił najwięcej miejsca. Leesha jest wspaniała i idealna. Rojera mi straszliwie żal. Denerwuje mnie stara Zielarka Bruna, a jednak żywię w stosunku do niej ogromny szacunek. Rozczulają mnie Posłaniec Ragen i jego żona Elissa. Nie cierpię Elony, matki Leeshy. Każde z nich budzi całą gamę uczuć i emocji, nie są li tylko papierowymi postaciami z książki, ale pełnowymiarowymi bohaterami, z którymi zżyłam się po tych 500 stronach. Ciekawe, co się stanie, kiedy zakończę Cykl Demoniczny... 
Odwaga, miłość, przyjaźń, przywiązanie, zdrada, ból. Rodzina. Nauka. Chęć poznania Prawdy. Drobiazgowo wykreowany świat, pełnokrwiści bohaterowie. Czegóż chcieć więcej?
"Malowany człowiek" opowiada również o dojrzewaniu głównych bohaterów. Na początku są dziećmi, ewentualnie nastolatkami, później czas przyspiesza i widzimy ich już jako właściwie dorosłych ludzi. Przez całą księgę obserwujemy, jak się rozwijają, jak zbliżają do swego przeznaczenia, do obranego celu, do marzeń. Jak zmienia się ich ogląd świata. Bardzo podoba mi się takie ujęcie ich losów.
Teraz malutki minus, o którym wspominałam na początku, po czym wracamy do kolejnych plusów. Co by nie przesłodzić – mam uwagę co do datowania. Niby jest pomocne, a jednak coś mi się w nim nie zgadza. Choćby część pierwsza dzieje się w 318-319 Roku Plagi, po czym poszczególne jej rozdziały datowane są wszystkie na 319 RP. Część druga wskazuje, że opowiada o latach 320-325, gdy tak naprawdę kończy się na 328 RP. Nie mogłam się w tym połapać.
Język powieści jest również na bardzo wysokim poziomie. Nie czytałam "Malowanego człowieka" w oryginale (choć nie wykluczam, że kiedyś, z czystej ciekawości, to zrobię), więc mam świadomość, że duża w tym zasługa tłumacza. I tutaj mała dygresja. Miałam okazję osobiście poznać Marcina Mortkę. Słuchałam jego wypowiedzi na temat napisanej przez niego książki dla dzieci, a także uczestniczyłam w panelu dyskusyjnym dotyczącym tłumaczeń. Muszę przyznać, że wcześniej nie czytałam niczego w jego przekładzie, teraz jednak mogę stwierdzić, że wie, o czym mówi. "Malowanego człowieka" czyta się doskonale między innymi dlatego, że został rewelacyjnie przełożony, a warstwa językowa tworzy dodatkowy, olbrzymi atut dla czytelnika, który potrafi docenić piękno rodzimej mowy. 
Kolejnym dużym plusem, jak to bywa w książkach wydawanych przez Fabrykę słów, jest szata graficzna. Rysunki Dominika Brońka są fascynujące i przerażające zarazem. W większości przedstawiają straszliwe otchłańce. Idealnie wpasowują się w klimat powieści. Możemy byc dumni z takiego wydania. 
Być może powinnam o tym napisać na początku, jednak uznałam, że dotyczy to nie samej książki, a jedynie polskiego wydania, jest więc uzasadnione, że wspominam dopiero teraz. W wydaniu oryginalnym "Malowany człowiek" jest pierwszym tomem "Cyklu Demonicznego". To jeden tom z trzech, które dotychczas zostały wydane. Fabryka słów podzieliła jednak te tomy, tworząc, jak dotąd, sześć osobnych ksiąg. Stąd też taka numeracja – cykl, tom, księga. Ja nie narzekam – księgi są dość grube, a jak sobie pomyślę, że byłyby jeszcze bardziej opasłe...
Redakcja i korekta spisały się na medal, ale tu akurat nie spodziewałam się niczego innego.
Jednym słowem, od powieści nie można się oderwać. Ja jeszcze w tym tygodniu sięgam po drugą księgę.





Książka przeczytana w ramach Wyzwania:

4 komentarze:

  1. Jeszcze do niedawna nawet bym nie spojrzała na tę książkę, ale ostatnio odkryłam i polubiłam ten gatunek,
    więc zapisuję sobie tytuł ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też kiedyś nie lubiłam fantasy. Zdecydowanie preferowała sf. Teraz lubię oba gatunki i sięgam po bardzo różne książki. "Malowanego człowieka" szczerze polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Malowany Człowiek jest świetny. Jest to nowość, coś z czym wcześniej się nie spotkałam. Przeczytałabym go chętnie setki razy i by mi się nie znudził. Natomiast kolejne części... cóż... ale przekonaj się na sobie, czy Ci się spodoba ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak właśnie zamierzam - próbować dalej i przekonać się sama :)

    OdpowiedzUsuń