Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

niedziela, 27 maja 2012

Córka drukarza - Ines Thorn

Dlaczego śliczna i cnotliwa Lila udała się do obozu wojskowego z pistoletem i kogo chciała zabić? Jaki jest powód oziębłości Andreasa w stosunku do jego pięknej żony? Dlaczego Marga nie znajduje w swoim mężu wsparcia, a jedynie napotyka na pogardę? Wszystko jednak od początku.
Gutta i Bertram zmarli, doczekali się jednak – jak wiemy – dzieci. „Córkę drukarza” rozpoczyna kondukt żałobny jednego z nich – Gerona. Geron Geisenheimer wsławił rodzinne nazwisko i dzięki niemu ród stał się znany i bardzo szanowany. Gdy umiera… wiadomo – gdy nie wiadomo, w czym jest problem, chodzi o pieniądze. Zaskakujący testament sprawia, że Rieke, żona Andreasa (który jest wnukiem Gerona) jeszcze bardziej znienawidzi swoją szwagierkę Lilę i poprzysięgnie, że położy jeszcze swoją dłoń na spadku po wielkim kupcu i patrycjuszu.
To historia jednej rodziny, ale każda jej odnoga stanowi niejako o własnym losie, jest jednocześnie wplątana w intrygi całości rodziny, ale jest też bytem samym w sobie. Słowami samej Ines Thorn – „tak podobni jak byli do siebie bracia (czyli Andreas i Arno), tak różne były ich żony (Rieke i Lila)”. Pierwsza nie zawaha się przed niczym, by osiągnąć swój cel – zajść w ciążę i spłodzić potomka, który odziedziczy znaczną część majątku. Do czego jest zdolna się posunąć? Oj, nawet się nie spodziewacie. Lila natomiast to uosobienie dobra – mądra, spokojna i pobożna – znakomita żona, perfekcyjna pani domu, matka kochająca dzieci – jednym słowem wzór cnót wszelakich. Jest jednak tylko człowiekiem, a wiadomo – mylić się jest rzeczą ludzką. Lila popełnia więc błąd, który doprowadzi do całej masy przykrych i bolesnych wypadków. Chcąc skryć tajemnicę, którą nosi od wielu lat, będzie musiała znieść upodlenie i chwilową bezdomność, by ostatecznie odnieść zwycięstwo.
To jednak również historia Judith – wdowy, która bardzo pragnie nie być samotna. Nie potrafi jednak wybrać pomiędzy dwoma mężczyznami, którzy zabiegają o jej względy, mimo że jest już niepierwszej młodości (niedługo, jak się obawia, jej córka wyjdzie za mąż i odejdzie z domu). Który z nich okaże się godny tej zacnej damy o wielkim sercu, która cudem chyba tylko uniknęła śmierci, gdy we Frankfurcie panowała czarna śmierć?
Kim jednak jest tytułowa córka drukarza, której pewnego dnia wróżka przepowie, że to ona przedłuży ród, który będzie dalej rósł w siłę? To Marga, kuzynka Arna i Andreasa, która mieszka w Lipsku. Prowadzi drukarnię, którą odziedziczyła po ojcu, jednak nie ma łatwego życia. Daleko jej do patrycjuszowskich wygód frankfurckiej części rodziny, a o miłości ze strony męża powinna już dawno zapomnieć. Wyszydzana, wyzywana i poniżana przez małżonka i syna, stara się nie poddawać. Los się do niej uśmiechnie, przejdzie jednak długą i bardzo bolesną drogę.
Ines Thorn pokazała swój kunszt i uowodniła, że jest prawdziwą mistrzynią. Druga część sagi o wielopokoleniowej frankfurckiej rodzinie kupieckiej w niczym nie ustępuje „Córce kupca”. Wciąga całkowicie i zniewala pod każdym względem. To kupieckie wolne miasto w czasie oblężenia i czarnej śmierci. To ciągłe walki katolików z protestantami i… winionymi za wszelkie niepowodzenia Żydami. Piękna i wzruszająca opowieść o zmaganiach z losem – tymi codziennymi drobnymi problemami, z którymi – mimo upływu czterech wieków – nadal możemy się spotkać każdego dnia i tymi wielkimi – które spowodowane są przez Historię przez wielkie H. Nie ma tu jednak jednej silnej kobiety, która przeciwstawia się swojemu miejscu w społeczeństwie –jak Gutta. Wydaje się, że drugi tom jest jeszcze głębszy, jeszcze mądrzejszy. Każda z bohaterek bowiem jest kobietą z krwi i kości – to nie tylko papierowe lalki, pojawiające się na stronicach książki. One żyją pełnią życia, a każda szuka swojego sposobu, by to życie spożytkować jak najlepiej. Każda ma swoje priorytety i swoje doświadczenia, dzięki czemu żadna nie nudzi. Mężczyźni są może trochę słabiej opisani, ale także każdy z nich jest inny. Autorka nie powiela scenariuszy, ani charakterystyk. Budowani przez nią bohaterowie są tak naturalni, jak to tylko możliwe na czasy, w których przyszło im żyć.
Cudownie, że udało się Thorn wpleść w kilku miejscach – i jak to pięknie uzasadniła – ukochane powiedzonko Gutty – „Głupstwo i błazenada”. Dodała tym delikatnym akcentem sporo smaczku, choć i tak jej książka jest idealnie przyprawiona.
Kilka błędów – zliczyć można na palcach jednej ręki. Naprawdę nie mogę się przyczepić. Książka z piękną okładką – po prostu dobrze wykonana. Jeśli już musiałabym się pożalić – kto wpadł na pomysł, by na grzbiecie tytuł napisać w poziomie, kiedy na pierwszym tomie jest w pionie? Teraz, kiedy książki stoją obok siebie, wygląda to naprawdę dziwnie. Tyle ode mnie – wkrótce zabieram się za trzeci tom – kończącą sagę – „Kupiecką baronową”.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz