Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

piątek, 10 października 2014

Forta – Michał Cholewa



Wydawnictwo: WARBOOK
Ustroń 2013
3 tom serii
Oprawa: miękka
Liczba stron: 570
ISBN: 978-83-64523-12-0






Nie lubię czytać serii od środka. Zawsze sprawia to mniejsze albo większe kłopoty. Choć przecież przygody brata Cadfaela zaczęłam od tomu XIX i problemów nie miałam prawie żadnych. Po zasięgnięciu opinii, przekonana, że "Fortę" Michała Cholewy można spokojnie czytać bez znajomości "Gambita" i "Punktu cięcia" zasiadłam do lektury...
Pierwsze kilka stron powaliło mnie całkowicie. Nazwy, nazwiska, pseudonimy... O jasny (...), pomyślałam. W pierwszej chwili nie wiedziałam, która nazwa odnosi się do planety, która do statku kosmicznego, a która jest nazwiskiem, czy pseudonimem bohatera. Na szczęście po Prologu trochę się uspokoiło i zaczęłam odróżniać terminy.
"Fortę" należy zaliczyć do gatunku military sf – są planety, są statki kosmiczne, mnóstwo wojska, broni, potyczek. Całkiem ciekawy pomysł, duży potencjał. Jednak coś mi nie podpadło. Co? Chyba właśnie fakt, że nie znałam poprzednich tomów zaważył na tym, że długo, naprawdę długo, zupełnie nie odróżniałam od siebie bohaterów. Kojarzyłam jedynie Wierzbowskiego i Kicię. Z resztą miałam spory problem i to długo. Szafę i Szczeniaka myliłam aż do ostatnich stron, mimo że... Zaraz, bo się rozpędzę. Myślę, że znajomość dwóch wcześniejszych powieści Cholewy byłaby jednak bardzo przydatna. Gdybym lepiej poznała bohaterów, z pewnością bardziej bym się z nimi zżyła i bardziej zainteresowała ich losami. 
"Fortę" zaliczam do książek, które czyta się całkiem dobrze, kiedy się czyta. Wystarczy jednak odłożyć na chwilę i już nie ma się większej ochoty, by wrócić do lektury. Przynajmniej do połowy jest właśnie tak. Do połowy, czyli strony 300. Później jest już lepiej, powiem nawet – dużo lepiej. Ostatnie 200 stron "połknęłam" właściwie w jedno popołudnie, wcześniejsze niemal 400 "męczyłam" przez dwa miesiące.
Książka opowiada historię pewnego oddziału, który w wyniku niezbyt szczęśliwego zbiegu okoliczności trafia na planetę Atropos. Właściwie być może uratowano im tyłki, wysyłając właśnie tam, ale... Jak to w armii bywa – nie wszyscy wrócą na tarczy. Można śmiało powiedzieć, nie zdradzając za wiele, że zdecydowana większość oddziału nie dotrwa do ostatniej strony powieści. Cóż, uroki military sf.
Wróg, z którym przyjdzie się spotkać Wierzbie i jego żołnierzom oraz niesławnym i zdecydowanie nielubianym oesom jest potężny i będziecie świadkami naprawdę zażartej walki. Czy jednak to właśnie on (ona/ono?) jest najgroźniejszy? Czy może to, co siedzi wewnątrz człowieka? Co zwycięży walkę – racjonalność, czy emocje? Dobro całego oddziału, czy życie przyjaciela? Jak daleko jest w stanie posunąć się człowiek, żeby przetrwać? I czy można ludzi podzielić na ważnych i nieistotnych? Wiele ważkich pytań, na które odpowiedzi musimy sobie udzielić sami. Zmierzą się z nimi również bohaterowie "Forty", w szczególności Wierzbowski. 
Ciekawa jestem, czy w poprzednich powieściach Autor więcej napisał o Dniu. Byłam naprawdę bardzo ciekawa, co się tak naprawdę wydarzyło na Ziemi, że zmieniło oblicze całego znanego wszechświata. Niestety z "Forty" nie wywnioskowałam za wiele. Może jednak warto byłoby sięgnąć po wcześniejsze części cyklu...
Dla tych, którzy lubią czytać o działaniach wojennych, szczególnie o potyczkach niewielkich oddziałów, o strategii i broni – ta powieść to prawdziwa gratka. Dla tych, którzy za takimi opisami nie przepadają – "Forta" może się okazać nie do przejścia. Lojalnie uprzedzam, że jest ich dużo i nikt nie powinien się dziwić, wszak to elementy niezbędne, by powieść zaliczyć do military sf.
Niegościnna kolonia na trudnej do przetrwania planecie. Poszukiwania artefaktu sprzed Dnia. Ludobójstwo dla "wyższych celów". Moralność żołnierzy. Androidy, statki kosmiczne, walki w przestrzeni i na planecie. Liczne i zaskakujące zwroty akcji. Gęsto ścielący się trup. Tego z pewnością nie zabrakło. Dlaczego więc nie jestem zachwycona? Bo przecież nie chodzi tylko o to, że nie przywiązałam się do bohaterów... Nie wiem, nie potrafię do końca określić. Tak, jak już zauważyłam – ostatnie dwieście stron to kawał świetnej historii. Porywającej, wbijającej w fotel, naprawdę z najwyższej półki, mimo że przecież nadal nie ogarniałam wszystkich bohaterów. 
Jeśli chodzi o samo wydanie. Ciekawa okładka, dobry papier, zapach prawdziwej farby drukarskiej Tylko literówek strasznie dużo. Zdecydowanie za dużo, nawet jak na taką "cegłę". 
Czy polecam? Przede wszystkim uczulam, by najpierw zapoznać się z dwoma wcześniejszymi tomami cyklu. Myślę, że wówczas "Forta" będzie bardziej zrozumiała. Ja chyba do nich wrócę, bo rzeczywiście sam pomysł bardzo mi się spodobał i uważam, że ma wielki potencjał, a z tego, co można przeczytać między wierszami epilogu... będzie i dalszy ciąg.



Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Autora

1 komentarz: