Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

środa, 8 października 2014

Legion – Elżbieta Cherezińska

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Poznań 2013
Oprawa: twarda z obwolutą
Liczba stron: 800
ISBN: 978-83-7785-377-1






Po dwóch tomach serii Odrodzone Królestwo stałam się prawdziwą fanką Cherezińskiej. Nie ma się co dziwić – wydane dotychczas dwa tomy trylogii są po prostu wspaniałe, wyjątkowe i takie... polskie. Zastanawiałam się, jak Autorka poradzi sobie z okresem tak współczesnym, jak druga wojna światowa i z tematem tak bardzo wrażliwym jak żołnierze wyklęci. Jest się z czym zmierzyć, nie tylko dlatego, że powieść liczy sobie 800 stron i kiedy dodać do tego jeszcze twardą oprawę – jest po prostu ciężka fizycznie. Warto jednak poćwiczyć mięśnie rąk, by poznać tę niesamowitą i porywającą opowieść. Nie tylko kartę z naszej rodzimej historii, ale wiele kart.
Bohaterów w "Legionie" jest wielu, choć można wymienić kilku pierwszoplanowych. Będą to z pewnością Jaxa, Żbik, Zub-Zdanowicz zwany najpierw Dorem, a później Zębem, Fenix i jego ukochana Pola. Początkowo, muszę przyznać, kompletnie się gubiłam w tym, kto jest kim. Nie pomagały nawet, sprytnie wplecione, krótkie biogramy postaci. Później się polepszyło i już nie miałam problemów, by socjalistę Jakuba odróżnić od narodowca Jaxy itd. Biogramy natomiast były... kroczące, co jest olbrzymim plusem i ukłonem w stronę czytelnika. Co jakiś czas, gdy bohater nie pojawiał się przez ileś rozdziałów, Autorka przypomina pokrótce, kim jest i za każdym razem dodaje nowe i istotne informacje. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z takim sposobem narracji, który jest bardzo zwięzły i przypomina coś na kształt kartek z kartoteki. Od razu widać, że teraz nastąpi kilka słów o bohaterze, można też do tych biogramów łatwo wrócić, ponieważ wyróżniają się czcionką z reszty tekstu. Na początku nie byłam do tego zabiegu przekonana, ale zmieniłam zdanie.
O czym? O Brygadzie Świętokrzyskiej. Tego można dowiedzieć się właściwie wszędzie. Choć to nie do końca prawda. Bo "Legion" to coś znacznie, znacznie więcej niż historia BŚ. Przez pierwsze 500 stron nawet słowem o niej nie wspomniano. Za to doskonale poznacie członków różnych organizacji polskiego podziemia. Lewicę, centrum, prawicę. Socjalistów, komunistów, narodowców. Związek Jaszczurczy powstanie na Waszych oczach. A Polacy, którzy walczą o wolną Polskę, mają najróżniejsze wizje co do tego, jak powinna ona wyglądać po wyzwoleniu spod okupacji. Ojczyzna nie jest dla nich jakimś górnolotnym słowem, nad którym należy wylewać potoki łez. Jest namacalna, rzeczywista, pamiętają ją przecież. Niektórzy z nostalgią, inni z nienawiścią, ale była i ma się odrodzić.
Kiedy walczą, potrafią działać razem. AK z NOWem, a nawet z GL, kiedy zajdzie potrzeba. Kiedy jednak walka dobiega końca, a zamiast strzałów słychać ludzkie głosy... wszystko się wali, niczym domek z kart. Nie potrafią się porozumieć właściwie w żadnej kwestii. Polityka... 
Pomiędzy walkami, zdobywaniem broni, uwalnianiem Żydów (nawet narodowcy ich ratowali, choć nazywano ich już wówczas polskimi faszystami), dywersją, ochroną wiejskiej ludności, planowaniem mniejszych i większych akcji jest też czas na zwyczajne – o ile w czasie wojny takiego terminu w ogóle można użyć – życie. Na miłość. Na śluby. Na rodzenie dzieci. A nawet na zwyczajną śmierć, bo przecież ludzie umierali także ze starości i chorób, nie wszyscy ginęli w obozach koncentracyjnych, czy w czasie pacyfikowania ludności przez okupanta (okupantów). Nie dziwi więc, że tak ważną postacią jest Pola, która choć przez pewien czas działała w konspiracji, jest przedstawiona przede wszystkim jako kobieta i matka, która stara się jak może, by jej dzieci nie były głodne i zmarznięte i która własne szczęście potrafi dla nich poświęcić, nawet jeśli... Nie, nie, żeby nie zdradzić za wiele, ugryzę się w (język?) palec.
Cherezińska nie mówi, że ten jest dobry, a tamten zły. Pokazuje ludzi z krwi i kości ze wszystkimi ich zaletami i wadami, przywarami, marzeniami, pobudkami. Bo przecież nikt nie jest do końca nieskazitelny, nikt nie jest święty. W czasie wojny zaś... wiele się może zmienić. Autorka nie piętnuje właściwie nikogo, nawet Volksdeutch niekoniecznie musi zasługiwać na kulkę w łeb. Bo wojna potrafi odczłowieczyć, ważne jest więc, by mimo wszystko podejść do każdego indywidualnie – o ile tylko jest to możliwe. Bóg-Honor-Ojczyzna przede wszystkim, chciałoby się rzec, nie zapominajmy jednak, że lewicowe stronnictwa z pewnością się tą maksymą nie posługiwały.
O żołnierzach wyklętych napisano w ostatnich latach całkiem sporo tekstów, choć wciąż wydaje się, że za mało. Dlatego też "Legion" jest tak ważny. Szczególnie właśnie z tego powodu, że Autorka nie pokazuje tylko jednej strony medalu. Lawiruje pomiędzy stronnictwami, pokazując równocześnie, co się dzieje na scenie politycznej, a co w terenie, gdzie zamiast dyskusji o kształcie rządu ważniejsze są kurze jaja i kilka nabojów do pistoletu. 
"Legion" to w dużej mierze dialogi. Dla tych, którzy nie przepadają za długimi opisami – lektura doskonała. Poznajemy bohaterów poprzez akcję i ich rozmowy. Potocznym, prostym językiem (choć zróżnicowanym w zależności od tego, skąd kto pochodzi i z kim rozmawia). Przede wszystkim – naturalnym dla danej sytuacji.
Łzy wzruszenia? Pojawiły się, a jakże. Czasem w miejscach, w których się ich zupełnie nie spodziewałam. Myślę jednak, że nie można "Legionu" postrzegać jako książki, nad którą powinno się, czy też trzeba sobie popłakać. To nade wszystko powieść o ludziach, którzy się nie poddali, którzy walczyli za swoje ideały, niezależnie, jakie one były. O sile i wytrwałości.
Nie zaprzeczę, że znalazłam trochę literówek. Nie będę usprawiedliwiać, że książka jest długa. Literówki są i basta. Nie jest ich dużo, ale mogłoby być mniej. 
Okładka... Widzicie powyżej obwolutę. Klimatyczną, spokojną, a jednocześnie budzącą wiele emocji. Bo ten las, w którym ukrywali się partyzanci i to słońce, którego promienie gdzieś tam pojawiają się, niby wróżąc kolejny dzień. Choć wiemy, że wielu tego następnego poranka nie doczekało. Do tego jeszcze polsko-czerwone akcenty. Wszystko buduje klimat powieści. Zdejmujecie obwolutę i Waszym oczom ukazuje się okładka. Ciemna, smutna, znów z napisami – tym razem w kolorze krwi. I wszechobecna jaszczurka. Odwracacie, a z tyłu... To już musicie zobaczyć sami. I doczytać, czego symbol umieszczono na tylnej okładce. Dopiero wówczas zrozumiecie całość, wówczas pociekną prawdziwie słone łzy.





Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Zysk i S-ka



Książka przeczytana w ramach Wyzwania

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz