Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

czwartek, 19 lutego 2015

Babie lato – Danuta Pytlak

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Poznań 2015
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 559
ISBN: 978-83-7785-561-4





Zaczyna się niby zwyczajnie. Dochodząca powoli czterdziestki Michalina jest silną kobietą, która od dziecka sporo się wycierpiała. Na gruzach młodzieńczych lat zbudowała jednak szczęście. Jest zamężna, osiągnęła sukcesy w pracy, ma przyjaciół. Wszystko zaczęło się walić, kiedy ukochany wpadł w sidła hazardu i przegrał wszystkie ich wspólne oszczędności. Kiedy kazała mu się wyprowadzić, myślała, że to koniec przykrości i bólu. Nawet nie spodziewała się, że tak naprawdę to dopiero początek, który udowodni, że po każdym deszczu nastaje słońce, po każdym upadku można się podnieść.
Poznajemy Michalinę mniej więcej pół roku po tym, jak odszedł od niej Paweł. Wciąż nie może spać, jest przemęczona, przepracowana, dokuczają jej straszliwe bóle głowy. Jak dobrze, że u swego boku ma Agę, przyjaciółkę, jakich mało. Jak sama kiedyś stwierdzi, gdyby nie Aga, to prawdopodobnie nie dożyłaby Bożego Narodzenia, choć w chwili, kiedy Aga "zmusza" ją do wizyty u lekarza właśnie zaczyna się lato. Kiedy zaś wziąć pod uwagę, jak ważne wydarzenia będą miały miejsce w Wigilię... Zaraz, zaraz, chyba się rozpędziłam.
Ciężka choroba, na pozór prosta operacja, która kończy się śpiączką i spotkanie z Aniołem Stróżem to jedynie początek niesamowitej "przygody" Michasi. Wszystko w jej życiu zostanie wywrócone do góry nogami. Na nowo odkryje rodzinną miłość i przywiązanie, odzyska ojca, pozna prawdziwą historię jego nieszczęśliwej miłości i powód, dla którego jej własna matka zostawiła swoje kilkuletnie dziecko i zniknęła. Zanim to jednak nastąpi, spotka Marcelinę – uzdolnioną plastycznie, zabiedzoną dziewczynę, z która łączy ją znacznie więcej, niż mogłaby przypuszczać. Paweł, choć nie są już razem, przysporzy jej jeszcze wiele kłopotów, z policyjnymi przeszukaniami mieszkania i prześladującą ją mafią na czele. 
Kim dla Michasi będą Elżunia, Jan, Marcelina, Waldek, Stefan i Ludmiła? Jak wiele będzie zawdzięczała Adze i czy bliscy uwierzą jej w spotkanie z Michaeszem?
Powieść wciąga od pierwszej strony i nie chce wypuścić nas ze swych objęć. Choć są delikatne i ciepłe, są również mocne i zdecydowane. Czytasz, czytasz, czytasz i wciąż nie możesz przestać. Mija sto stron, kolejne pięćdziesiąt, znowu sto... Czasem powoli, nastrojowo, romantycznie, innym razem niczym w dobrym filmie akcji. Brakuje chyba tylko strzelaniny i pogoni samochodowej na jakiejś autostradzie. Zważywszy jednak na stan polskich dróg (szczególnie wiejskich) – dobrze, że Autorka podarowała sobie takie spektakularne pościgi i skończyła na jednym ważnym trupie. 
Opowieść poznajemy dzięki pierwszoosobowej narracji Michaliny, co dodaje całości bardzo emocjonalnego wydźwięku oraz bliskości z główną bohaterką.
Powieść całkowicie mnie ujęła. Od samego początku, do ostatniego zdania kibicowałam Michalinie w jej życiowych bitwach i cieszyłam się, kiedy coś jej się udawało. Choć przecież nie jest idealna, jest zwyczajną kobieta, kilka lat starszą ode mnie. Może właśnie dlatego, że Autorka pokazała również jej wady, dlatego, że jest trochę podobna do mnie, dlatego w końcu, że jesteśmy niemal rówieśnicami (choć właściwie to jestem bardziej rówieśnicą Marceliny). Nie wiem, w każdym razie bardzo polubiłam tę Michasię.
Wzruszałam się, denerwowałam, kipiałam ze złości, płakałam, cieszyłam się.. Mnóstwo różnych uczuć targało mną w czasie lektury. I choć niektórych wydarzeń i powiązań się domyśliłam, często byłam zaskakiwana, co akurat bardzo sobie w książkach cenię. Na dodatek zupełnie nie spodziewałam się tak rozbudowanej historii Michaesza i tego swoistego nawrócenia Michasi, gdy leżała w szpitalu. Żałuję trochę, że później tak niewiele o nim było, zupełnie jakby Michasia, w pogoni za szczęściem, zapomniała o Aniele Stróżu, który przecież wciąż był przy niej i czuwał.
Ucieczka bizneswoman z miasta na wieś jest ostatnio dość popularnym motywem w literaturze. Czytałam już kilka książek, w których się on pojawił, żadna z nich jednak nie ujęła mnie tak mocno za serce, jak "Babie lato". Nie jest to bowiem powieść, którą można postawić w księgarni na półkę opatrzoną napisem "Literatura kobieca". To bardzo mądra, ważna, inteligentna i doskonale napisana historia. Widać, że nic tu się nie działo z przypadku, Autorka dobrze sobie wszystko przemyślała i zaplanowała – tak, by czytelnik nie miał się czego uczepić i na co narzekać (choć w kilku momentach wydawało mi się, że zgubiła się trochę z liczeniem czasu, ale to maleńki szczegół).
To rewelacyjnie napisana, z polotem, delikatnym poczuciem humoru, sentymentalna opowieść, którą naprawdę warto przeczytać. Na dodatek Wydawnictwo postarało się, by w ręce czytelników dotarła książka bez błędów, co kiedyś było oczywistością, dzisiaj (niestety) jest powodem do pochwały.
Minusy? Jeden... Napis na okładce ściera się przy każdym dotyku. Z racji tego, że trzymałam (nieświadoma tego) książkę właśnie w tym miejscu, litery ze słowa lato nie są już czerwone.





Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Zysk i S-ka



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz