Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło
Moja recenzja została zamieszczona na okładce powieści "Wojownicy. Odwet Wysokiej Gwiazdy" Erin Hunter
Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – "Niewidzialna korona"
środa, 16 maja 2012
Księżniczka - Andrzej Pilipiuk
wtorek, 15 maja 2012
Kuzynki - Andrzej Pilipiuk
Młoda
blondynka z grubym warkoczem pracuje nad tajnym komputerowym projektem dla CBŚ.
Jej niemalże rówieśniczka jest lektorką francuskiego i nauczycielem wfu w
jednym w krakowskich prywatnych liceów dla dziewcząt. Śliczna szesnastoletnia
Serbka zostaje uratowana przez polski batalion KFOR przed niechybną śmiercią z
rąk żądnych krwi albańskich oprawców. Co łączy te trzy nadzwyczajne kobiety i
kim jest dziwny mężczyzna, który nosi się zgodnie z moda z przed stuleci i pojawia
się jednej z krakowskich piwnic, by pić piwo z wielkiego kufla?Dla wtajemniczonych
7. Chmielewska dla zaawansowanych – Tadeusz Lewandowski
10. Przepiórki w płatkach róży – Laura Esquivel
12. Psy z Rygi – Henning Mankell
13. Biała Lwica – Henning Mankell
15. Fałszywy trop – Henning Mankell
16. Piąta kobieta – Henning Mankell
17. O krok – Henning Mankell
18. Zapora – Henning Mankell
19. Niespokojny człowiek – Henning Mankell
21. Mówca umarłych – Orson Scott Card
22. Ksenocyd – Orson Scott Card
25. Cień Endera – Orson Scott Card
26. Papieżyca Joanna – Cross Donna Woolfolk
28. Sieroty zła – Nicolas d’Estienne d’Orves
30. Upadek Hyperiona – Dan Simmons
31. Endymion – Dan Simmons
32. Tryumf Endymiona – Dan Simmons
33. I odpuść nam nasze winy – Romain Sardou
34. Okruchy Boga – Romain Sardou
35. Nikt mu się nie wymknie – Romain Sardou
36. La Confession de Castel Gandolfo – Monsigniore Pietro de Paoli
37. Watykan 2035 – Monsigniore Pietro de Paoli
43. Zaksięgowani – Jakub Małecki
47. Mesjasze – Gyoergy Spiro
48. Krucjaty Północne – Eric Christiansen
49. Fundacja – Isaac Asimov
50. Druga Fundacja – Isaac Asimov
51. Fundacja i Imperium – Isaac Asimov
55. Preludium Fundacji – Isaac Asimov
56. Agent Fundacji – Isaac Asimov
57. Zagrożenie Fundacji – Gregory Benford
58. Tryumf Fundacji – David Brin
62. Katedra w Barcelonie – Ildefons Falcones
64. Niebo to miejsce na ziemi – Ake Edwardson
65. Skrzypce Hitlera – Igal Shamir
66. Wątpliwości Salaiego – Rita Monaldi, Francisco Sorti
67. Jajko Salaiego – Rita Monaldi, Francisco Sorti
68. Czysta krew i filozofia – William Irwin, George A. Dunn, Rebecca Housel
70. Żelazna ręka Marsa – Lindsey Davis
71. Miedziana Wenus – Lindsey Davis
72. Wykute w brązie – Lindsey Davis
73. Srebrne świnki – Lindsey Davis
77. Pocałunek łowcy – Marjorie M. Liu
78. Łaskawe – Jonathan Littell
79. Los utracony – Imre Kertesz
80. Nazywam się czerwień – Orhan Pamuk
81. Peanatema – Neal Stephenson
83. Persepolis. Historia dzieciństwa – Marjane Satrapi
85. Ślepowidzenie – Peter Watts
86. Lata z Laurą Diaz – Carlos Fuentes
87. Życie i los – Wasilij Grossman
88. Historia oblężenia Lizbony – Jose Saramago
90. Wciąż mnie prześladują – Jennifer Lee Carrell
91. Biblioteka cieni – Mikkel Birkegaard
92. Świadectwo Judasza – Rainer M. Schröder
93. Filary Ziemi – Ken Follett
94. Świat bez końca – Ken Follett
95. Człowiek z Sankt Petersburga – Ken Follett
100. Ikony PRL. Bohaterowie tamtych lat. – Jarosław Talacha
101. Oskarżona: Wiera Gran – Agata Tuszyńska
102. Amerykańscy Bogowie – Neil Gaiman
104. Pamięć Ziemi – Orson Scott Card
105. Magnetyzer – Konrad T. Lewandowski
111. Księga humoru PRL – Twoje Wydawnictwo (brak autora)
112. Biblioteka umarłych – Glenn Cooper
114. PRL na widelcu – Błażej Brzostek
115. Perfekcyjna niedoskonałość – Jacek Dukaj
118. W kraju niewiernych – Jacek Dukaj
119. Xavras Wyżryn i inne fikcje narodowe – Jacek Dukaj
120. Extensa – Jacek Dukaj
122. Excalibur – Bernard Cornwell
123. Nieprzyjaciel Boga – Bernard Cornwell
124. Zimowy monarcha – Bernard Cornwell
125. Ostatnie królestwo – Bernard Cornwell
126. Tygrys – Bernard Cornwell
127. Mitologia germańska – Artur C. Szrejter
128. Krzyżowcy – Zofia Kossak-Szczucka
129. Saga Sigrun – Elżbieta Cherezińska
130. Ja jestem Halderd – Elżbieta Cherezińska
131. Gra w kości – Elżbieta Cherezińska
132. Pani na Czachticach – Jozo Niznansky
133. Południca – Maria Rodziewiczówna
134. Żydówka Noemi – Jerzy Stegner
135. Technika malowania ikon – Guillem Ramos-Poqui
136. Błękitny chłopiec – Rakesh Satyal
137. Arabska pieśń – Aboulela Leila
138. Australia, moja miłość – Kasia i Marek Tomalik
140. Czerwona Gorączka – Andrzej Pilipiuk
143. Dzwon wolności – Andrzej Pilipiuk
148. Lewa ręka Boga – Paul Hoffman
149. Dom sióstr – Charlotte Link
150. Czerwień rubinu – Kerstin Gier
151. Istoty ciemności – Kami Garcia i Margaret Stohl
152. Syrena – Tricia Rayburn
153. Strażnicy Veridianu. Tom 1. Straż – Marianne Curley
154. Ostatnie fado – Iwona Słabuszewska-Krauze
155. Anioły muszą odejść – Konrad T. Lewandowski
156. Zwiastuny burzy – Bernard Cornwell
166. Za worek kości – Lluis-Anton Baulenas
168. Tajemnica świętego Wormiusa – Jarosław Klonowski
169. Dni ciemności – Rainer M. Schröder
170. Attyla. Tom 1 – William Napier
171. Attyla. Tom 2 – Willima Napier
172. Pożegnanie z ojczyzną – Renata Czarnecka
175. Nocny burmistrz – Kate Griffin
176. Szaleństwo aniołów – Kate Griffin
177. 999. Ostatni strażnik – Carlo Martigli
178. W cieniu Pałacu Zimowego – John Boyne
179. Męczennik – Rory Clements
180. W przedwojennej Polsce. Życie codzienne i niecodzienne – Maja Łozińska, Jan Łoziński
181. Dziewczynka w zielonym sweterku – Krystyna Chiger, Daniel Paisner
182. Wszyscy Martwi Razem – Charlaine Harris
183. Tropiciel – Orson Scott Card
184. Gwałt – Joanna Chmielewska
185. Wezwanie Ziemi – Orson Scott Card
187. Lot ćmy – Ken Follet
niedziela, 13 maja 2012
III WARSZAWSKIE TARGI KSIĄŻKI TUŻ PO
Ból? Chyba tak naprawdę bolało najbardziej to, że nie starczyło kasy na wszystkie książki, które mi się podobały. Na przyszły rok przygotuję się lepiej finansowo. W końcu to były moje pierwsze Warszawskie Targi Książki :)
Jakie wrażenia? Świetna impreza, naprawdę nie zdawałam sobie sprawy z tego, że mamy w naszym kraju tak wiele wydawnictw. Wypuszczają na rynek wspaniałe pozycje, szkoda jedynie, że książka w Polsce powoli znowu staje się jakby dobrem luksusowym - ceny nie zachęcają do kupowania, a tych zachęconych skutecznie hamują w robieniu zakupów. Cudownie, że na Targach można było liczyć na zniżki - nawet do 40%! To naprawdę wiele dla takich moli książkowych, jak ja.
Szkoda tylko, że korytarze w PKiN są tak wąskie. Osoby chcące podziwiać stoiska i robić zakupy, czy też stać w dłuższych i krótszych kolejkach do autografów były skutecznie potrącane i przydeptywane przez tych, którzy gdzieś się spieszyli, ci ostatni natomiast równie skutecznie hamowani w dążeniu do swego celu przez tłumy stojące w kolejkach do autorów, bądź stoisk pełnych kuszących, pięknych i kolorowych okładek. Tłum niemiłosierny, który jednak napawa optymizmem - w Polsce nadal mamy ludzi, którzy kochają czytać :)
I tym optymistycznym akcentem zakończę, by wrócić do lektury "Kuzynek" Andrzeja Pilipiuka.
piątek, 11 maja 2012
III WARSZAWSKIE TARGI KSIĄŻKI
Królewskie Psy. Morrigan - Piotr Olszówka
„Cztery opowieści o Świecie, w którym potężna magia niczego nie
naprawia ani nie psuje, piękne kobiety występują niezwykle rzadko, a nawet najdzielniejsi
rycerze nie palą się do walki…”czwartek, 10 maja 2012
Półki z książkami zostały już zapełnione, przeprowadzka oficjalnie zakończona i mam teraz trochę czasu na nadrobienie zaległości czytelniczych. Do tego w tym tygodniu III Warszawskie Targi Książki - więc pewnie jeszcze przybędzie jakiś egzemplarz (już nawet mam jeden na oku). Do tego wczoraj pocztą otrzymałam "Mistrza i Małgorzatę" - nagrodę w konkursie Rebisu na recenzję ulubionej lektury szkolnej.http://www.rebis.com.pl/rebis/public/news/news.html?co=print&id=3092&instance=1000&lang=pl&parent=0
środa, 2 maja 2012
2012
wtorek, 10 kwietnia 2012
Pamiętnik - Nicholas Sparks

Okazało się, że to pięknie opowiedziana, wzruszająca i ciepła opowieść. Do tego stopnia, że te ponad 200 stron połknęłam na dwóch posiedzeniach. Rzadko się coś takiego zdarzało w ostatnim czasie.
Starszy pan wstaje rano i wędruje korytarzami domu spokojnej starości, w którym mieszka. Mija pielęgniarki i pokoje pozostałych mieszkańców, uśmiecha się, wita, ale nie przystaje. Idzie do kobiety, siada na fotelu i swymi – powykrzywianymi przez reumatyzm – palcami otwiera stary pamiętnik. Zaczyna czytać historię opisanej w nim miłości.
Skończyła się wojna, Noah wrócił do rodzinnej miejscowości i kupił stary dom, o którym marzył od dzieciństwa. Całkowicie poświęcił się jego odnowieniu, co zaowocowało napisanym do jednej z gazet artykułem. Los chciał, by gazeta trafiła także w ręce Allie – pięknej kobiety, która lada chwila wyjdzie za mąż za, robiącego oszałamiającą karierę, przystojnego adwokata, Lona. Jednak nie może zapomnieć o tym artykule, który opisuje miłość jej życia. Po prostu musi do niego jechać, raz jeszcze z nim porozmawiać, zobaczyć, czy jeszcze coś do niego czuje.
Poznali się czternaście lat temu. Pochodzili z zupełnie innych światów, ale coś zaiskrzyło. Ona miała piętnaście lat, on siedemnaście i miłość zawładnęła ich sercami. Jednak na drodze stanęli rodzice Allie i… przez czternaście lat dwa serca żyły samotnie. Co się stanie teraz? Noah kocha Allie bezapelacyjnie, jak jednak ta młoda kobieta ma wybrać, skoro swego narzeczona również darzy miłością? Kogo zostawi ze złamanym sercem?
Opowieść piękna i wzruszająca, chociaż prosta. Rozkwitające na nowo uczucie widzimy zarówno ze strony Allie, jak i Noaha. Chociaż przyznaję, że przez długi czas miałam wątpliwości, który z mężczyzn czyta swojej żonie pamiętnik. Miłość, o której pisze Sparks jest zwyczajna, codzienna, taka, jaką można naprawdę spotkać każdego dnia, a jednocześnie magiczna i pokonująca wszelkie granice. Może mają rację ci, którzy uważają, że powieść jest przygnębiająca ze względu na straszliwą chorobę, na którą zapadła w jesieni życia Allie. Ja jednak myślę, że jest bardzo optymistyczna – ponieważ nic, nawet Alzheimer – nie jest w stanie zwyciężyć głębokiego uczucia łączącego dwoje ludzi.
Jednocześnie to przepięknie pokazany świat pierwszej połowy dwudziestego wieku – lata trzydzieste, kiedy nastolatkowe się poznali i Ameryka tuż po wojnie. Czułam klimat tamtych dni, kiedy czytałam o niewielkim hoteliku, w którym zatrzymała się Allie i o farmie, która stała się życiem Noaha. Wszystko to stworzyło niezapomniany nastrój, który urzekł mnie nie mniej niż miłość głównych bohaterów. Rozkoszowałam się każdym akapitem.
Pod koniec musiałam robić sobie mniej więcej minutowe przerwy. Dlaczego? Żeby nie ryczeć, jak bóbr. Książka wciągnęła mnie do tego stopnia, że czytałam ją nawet w pracy. Wierzcie mi – głupio bym wyglądała w biurze cała zaryczana, także przerwy te były absolutnie konieczne.
Jeszcze jeden duży plus – listy, które pisali do siebie przez całe niemal życie. Więcej nie mogę zdradzić, ponieważ myślę, że każdy powinien mieć te chwile zwątpienia, czy pamiętnik czyta Noah, czy Lon – który z nich stanął z Allie na ślubnym kobiercu (ponieważ nie ma wątpliwości, że obaj szczerze ją kochali).
czwartek, 5 kwietnia 2012
Jak najbardziej subiektywnych słów kilka o Pyrkonie 2012

Na dzień dobry kolejka… Normalka, zakręca, łączy się z drugą, znowu zakręca. Tłum ludzi (ostatecznie ponad 6 tysięcy konwentowiczów!!!). Ale jak zwykle jest wyjście – w kolejkach w głębi po kilka osób – po 10 minutach mam już identyfikator, pięknie wydany program i opaskę na ręce. Ludzie – rewelacja. W końcu ładna, czerwona (nie zielona, nie pomarańczowa) opaska z eleganckiego materiału. Noszę ją do dzisiaj z dumą i radością :)
Na pierwszy punkt programu nie zdążyłam (niestety jechałam prosto z pracy i trochę to zajęło w korkach), ale pozwoliło mi to rozeznać się w lokalizacjach. Dodatkowy budynek okazał się świetnym pomysłem – dzięki niemu rozładowano malusieńkie salki literacie i naukowe, zamieniając je na znacznie przestrzenniejsze. Przy okazji zwiedzania stoisk pełnych magicznych różności (Rany, jaki sobie cudowny zegarek z Drobin Czasu kupiłam w pierwszych 20 minutach Pyrkonu!), udało mi się spokojnie obejrzeć wystawę prac Rosińskiego, kiedy na konwencie było jeszcze umiarkowanie mało osób.
Pierwsza prelka – Diuna versus Nekroskop. „Diuna” czyli to, w czym w pewnym stopniu się specjalizuję (przebywając non stop z Mężem – nie ma innej opcji), natomiast „Nekroskop” to kompletna nowość. Z pewnością, gdyby nie Pyrkon, nawet nie wiedziałabym o tych 17 (sic!) tomach. Bardzo ciekawe podejście do tematu i próba odpowiedzi na pytanie, czy warto kontynuować te serie. Całkiem prawdopodobne, że o Nekroskopie jeszcze napiszę, kiedy się do niego dorwę, co mam w planach.
Sława – wierzeń Słowian odsłona trzecia. Jak zwykle rewelacyjna godzina z Wielebnym. Zawsze tak jakby o tym samym, a jednak za każdym razem inaczej i trochę o czymś innym. Notatki ze wszystkich trzech spotkań różnią się informacjami – w jak najlepszym tego słowa znaczeniu. Nie chodzi o nieścisłości, ale ciągle nowe ciekawostki dotyczące wierzeń naszych przodków… i nie tylko przodków.
Panel wydawców – chyba spodziewałam się czegoś innego, co wcale nie znaczy, że nie jestem zadowolona, że wzięłam w nim udział. Kilka ważniejszych wydawnictw, kilku reprezentantów rynku książki. Ciekawa dyskusja na temat tego, co i dlaczego się teraz sprzedaje i czy rzeczywiście mamy kryzys na rynku wydawniczym. Parę istotnych podpowiedzi dla kogoś takiego, jak ja – kto marzy o wydaniu własnej powieści, ale i spojrzenie jakby z drugiej strony lustra, na to, co się dzieje w Polsce i jakie rzeczywiście znaczenie ma podniesienie stawki VAT i – powolne, ale jednak – pojawianie się ebooków i audiobooków.
„Przekład w praktyce – czyli jak wygląda praca tłumacza” – prelekcja odwołana. Zastąpiona przez spotkanie z panem Łukaszem Śmiglem – zdecydowanie najbardziej udany punkt piątkowego programu. Młody autor, a także wydawca opowiedział nam, jak wydać swój debiut – na co zwrócić uwagę przy podpisywaniu umowy, jak się wypromować i ile tak naprawdę można na tym zarobić (pieniędzy i nerwów). Bardzo pozytywne skutki wywarła na mnie ta godzina – zajrzałam na jego stronke internetową, przeczytałam jego podręcznik pisania i nawet się zainspirowałam. Postanowiłam wypróbować moich sił i za radą pana Śmigla napisać kilka krótkich opowiadań. Zobaczymy, co z tego wyjdzie – na razie mam dwa.
Kolejny panel – o tworzeniu literatury dla dzieci i młodzieży – bardzo pouczający, szczególnie, że swego czasu zaczęłam powieść dla dzieci i nadal mam zamiar ją skończyć. Myślę, że uwagi, którymi podzielili się autorzy, bardzo mi się przydadzą.
Zmęczona, wypompowana, wsiadłam za kółko i pojechałam do domu. Z uśmiechem na ustach i w – zamykających się – oczach. Szczęśliwa, że wreszcie nastał Pyrkon, a już pierwszy dzień zaowocował w udane punkty programu i niespodziewane, acz wspaniałe zakupy.
Sobotę zaczęłam od odwiedzenia konwentowej księgarni – to taka moja niepisana świecka tradycja :) Na szczęście trochę – z pewnością nieświadomie – popierana przez twórców Pyrkonu, ponieważ zawsze o 10 rano w sobotę nie ma punktów programu, które by mnie zainteresowały, mogę więc pobuszować po sklepikach i stoiskach, póki jeszcze nie opustoszały. Kolejne 2 książki zakupione, do listy ‘must have’ co nieco dopisane. Udało mi się dostać kolczyki, za którymi chodziłam od kilku miesięcy. Rewelacja! To się nazywa udany poranek :)
Świat od cyrkla. Geometria i porządek w średniowiecznych głowach – pierwsza sobotnia prelekcja powaliła mnie na kolana. Zainspirowana, już zaczęłam dopisywać kolejny rozdział mojej powieści. Na dodatek, zainteresowałam się książką, na którą pewnie w innym przypadku nie zwróciłabym uwagi (o tym post niżej, patrz – „Morrigan” Piotra Olszówki).
Pana Piotra spotkałam również godzinę później na panelu „Seks w imię religii”, na którym – jak w temacie – rozmawiano o religijnym wymiarze stosunków. Interesująca dyskusja, jednak widziałam, że trochę ludzi się przeliczyło i wyszło w trakcie. Ja zostałam do końca.
Byle do świtu – historie harfą malowane to – wpisujący się w pyrkonową tradycję – koncert Basi Karlik. Maskotka znów dała czadu prezentując nam tym razem trochę nowych utworów, w tym kołysanek. Działają – dziękuję Basiu za te kilka minut snu, które na mnie zesłałaś w ten ciężki dzień :) To było piękne – jak zwykle w Twoim wykonaniu. Nie mogę się doczekać nowej płyty.
"Młot na Czarownice – fakty i mity związane z działalnością Świętego Oficjum" – świetny prelekcyjny debiut! Rzeczowo, na temat, ciekawie, z ładnie wykonaną prezentacją. Prelegentka wiedziała doskonale, o czym mówi, a jednocześnie potrafiła się przyznać, kiedy ktoś na sali przekazywał nam jakąś ciekawostkę, o której nie miała pojęcia. Bardzo ładnie poprowadzone. Dodatkowo – przepiękny strój :)
Kolejny panel, na którym nie mogło mnie zabraknąć – „Bohaterowie zbyt idealni”, czyli rozważań kilka nad tym, jak naturalnie opisać bohatera, by wydawał nam się bliski i… z krwi i kości. Jakich wpadek unikać i czy to dobry pomysł, by swe literackie postaci wzorować na znajomych. Ciekawe starcie dwóch spojrzeń na tę kwestię.
Na szczęście zmęczenie opanowało nie tylko mnie, ale również prelegenta z mojego ostatniego punktu programu i skończył niemal godzinę przed czasem. W normalnych warunkach może bym mu miała za złe, ale cóż – zasypiałam już i było mi strasznie głupio. Przepraszam – to naprawdę ja… Nawet nie byłam w stanie wrócić do domu i musiałam oddać Mężowi kluczyki do samochodu, bo bałam się, że zasnę za kółkiem.
Kiepska noc, zdecydowanie za krótka – jak ja nie cierpię tej zmiany czasu i dlaczego ona zawsze musi przypadać właśnie w czasie Pyrkonu???
Zaczynamy niedzielę od bardzo interesującej prelekcji pod wdzięcznym tytułem – Czym się różni Tyrion od Pigmeja, czyli przypadki medyczne w "Pieśni Lodu i Ognia". Sagi jak na razie jeszcze nie zaczęłam, ale jestem całkowicie zauroczona serialem i w planach zakupowych już jakiś czas temu uwzględniłam literacki pierwowzór. Świetnie przeprowadzona analiza różnych choróbstw i innych pokrewnych paskudztw na świecie i porównanie z bohaterami. Do tego stopnia udana prelekcja, że po wyjściu z niej zaczęłam się zastanawiać, co mi dolega…
Nowa słowiańska fantasy historyczna to moje kolejne spotkanie z Arturem Szrejterem (dlaczego w sobotę rano nie można już było kupić żadnej jego książki?). Krótkie wprowadzenie tym razem zaowocowało jednak dość burzliwą dyskusją na temat twórczości w tej gałęzi literatury. Kilka mądrych zagadnień do rozważenia, nadal nieosiągnięty cel ze zdobyciem autografu i kolejna pozycja na liście książek do przeczytania – „Dagome iudex” Z. Nienackiego.
Bardzo pozytywna niespodzianka – Kolonizacja obcych planet dla początkujących, czyli punkt programu, który wybrałam, ponieważ… nie było niczego innego. Dobrze się stało, gdyż… teraz mogę sobie wygenerować własną planetę :)
Nie opisałam tych punktów programu, które nie przypadły mi do gustu – idąc za rada pana Tomasza Kołodziejczaka (warsztaty pisania recenzji) i kilku innych osób, które radziły, by jednak personalnie na nikogo nie najeżdżać i pisać jedynie o tych ludziach/książkach/opowiadaniach (ja tu sobie robiłam małą nadinterpretację), które się podobają.
Wielkie dzięki organizatorom i wszystkim uczestnikom. Zainspirowaliście mnie w wielu dziedzinach i naładowaliście mi bateryjki na przynajmniej pół roku. Byle do Polconu, choć i tak marzę już o kolejnej Pyrce (może się jednak odważę poprowadzić jakąś prelekcję…).
środa, 4 kwietnia 2012
Morrigan - Piotr Olszówka

Na okładkę raczej nie zwróciłabym uwagi (ciekawe, czy jej autorem jest sam pan Olszówka, który przecież pięknie rysuje) – chyba ewentualnie, gdybym szukała powiastki dla siostrzenicy Męża (10-latki). Wcale nie znaczy to, że jest brzydka – po prostu nieśmiało zapowiada bajeczkę. Czy „Królewskie psy” są bajeczką? Trudno mi powiedzieć, ponieważ ich jeszcze nie czytałam. Dlaczego więc o nich piszę? Piszę konkretnie o jednym opowiadaniu wchodzącym w skład tej książki. Mianowicie o tytułowej „Morrigan”.
Czego się spodziewałam? Ciekawej średniowiecznej historii w świecie pełnym magii. Co otrzymałam? Zapierającą dech w piersiach opowieść drogi, w której nikt nie jest absolutne dobry i niewinny, ani też do szpiku kości przesiąknięty złem. Nawet straszliwa wiedźma, Pani Zemsty, Kochanka Ginących zaskakuje swoim szarym charakterem. I niech mnie piorun trzaśnie, jeśli kłamię, że nie mogłam się doczekać dalszej lektury, kiedy musiałam sobie zrobić przerwę w czytaniu.
Rzecz dzieje się… właśnie – gdzie? Mamy tu bowiem rycerza Huberta z Brodzidołków i jego mistrza Jakuba. Wędrujemy z wiedźmą Alą i docieramy do Łysej Góry. Jednak nijak ma się tutaj bogini celtycka, czyli tytułowa Morrigan. A jednak – nie razi to pomieszanie światów. Być może – nie mogę tego obiektywnie stwierdzić – pomogło tu wytłumaczenie samego autora na jednej z prelekcji, na które trafiłam.
Ok. – wiemy, że jest to fantasy, mamy rycerzy i czarownice, nasi bohaterowie wędrują, korzystając z pomocy rumaków. Średniowiecze? Można się domyślać, że rzecz dzieje się w jakichś równoległych do naszego świata wiekach średnich. Język? Teraźniejszy. I znów możnaby się zastanowić, dlaczego autor nie pokusił się o nadanie choćby samym rozmowom postaci troszkę archaiczności. Obawiam się jednak, że gdybyśmy mieli przeczytać „Morrigan” stylizowaną na średniowieczny polski – nie dałoby się tego zrobić jednym tchem, a zamiast przyjemności czytania, część z nas poświęciłaby przynajmniej drugie tyle czasu na ślęczenie nad słownikami. Ja bym tak na pewno zrobiła. Kto wie – może bym się nawet poddała. Nie przeżyłam „Chłopów”, nie toleruję Kochanowskiego i Reja – właśnie z tych powodów, że zamiast na jednym wdechu poznawać piękno przedstawionego świata, łamię sobie głowę nad każdym słowem, którego nie pojmuję. Owszem – Olszówka mógł napisać dialogi troszkę archaizując, a opisy pozostawić współczesne – chyba jednak nie podobałaby mi się taka papka. Zdecydowanie dobrze czytało mi się „Morrigan” w takiej formie, w jakiej została napisana.
Napisałabym więcej, gdybym była już po lekturze całości – do tematu z pewnością wrócę. Niestety, na razie trochę kiepsko z finansami i na zakup kolejnej książki muszę nieco poczekać. Na szczęście – mam co czytać J Nie ma jednak wątpliwości, że „Królewskie Psy” jeszcze tu powrócą, ponieważ zachwycił mnie ten świat.
piątek, 16 marca 2012
czwartek, 15 marca 2012
Gra anioła - Carlos Ruiz Zafon

Rzecz cała dzieje się jeszcze przed narodzeniem Daniela Sempere i spotykamy jego rodziców i dziadka. Nie oni jednak są tu głównymi bohaterami. Pierwszoplanową postacią, z resztą piszącą o sobie w pierwszej osobie, jest David Martin – młody i utalentowany człowiek, pragnący napisać książkę, która pozostanie w pamięci czytelników na zawsze. Odkąd bowiem pamięta – kocha książki. Tę miłośc rozbudził w nim nikt inny, jak właśnie stary Sempere – przemiły pan prowadzący od lat księgarnię, który zaprowadził go również do Cmentarzyska Zapomnianych Książek. Tam właśnie David odnajdzie księgę Lux Aeterna (czy może ona odnajdzie jego?). Tajemnicze inicjały autora, które są takie, jak Davida, dziwna treść księgi, dom z wieżyczką, który pewnego dnia kupi nasz bohater, a który okaże się własnością właśne zmarłego przed laty Diega Marlaski (autora Lux Aeterna) i mnóstwo tajemniczych postaci, które umierają, ale pozostają wiecznie żywe w pamięci oraz ten, który kusi… Adnreas Corelli... To on pewnego dnia, gdy David dowie się, że ma przed sobą już nie życia, zaoferuje mu napisanie dzieła życia i… uleczenie ze wszelkich dolegliwości oraz niebotyczną fortunę. Postaci, które są wyraziste, a jednoczesnie do końca niepoznane jest tu zbiorowisko przeogromne, acz nie przytłaczające. Mamy więc, poza wspomnianymi, Christinę Sagnier – wielką miłość Davida i Izabellę Gispert – jego uczennicę i pomocnicę, która pewnego dnia wyjdzie za młodego Sempere. Są tak różne, a jednak to one są w dużym stopniu wyznacznikami dla życia naszego bohatera i obie je darzy gorącymi uczuciami, do których nie zawsze potrafi się przyznać. Spotykamy też spadkobiercę wielkiej fortuny, Pedro Vidala, który zajął się Davidem po nagłej i tragicznej śmierci ojca chłopca. Vidal również marzy o tym, by napisać książkę, którą wszyscy pokochają. Spotykamy pana Barcelo, znanego już nam z “Cienia wiatru” i całe mnóstwo drugo- i trzecioplanowych bohaterów, którzy doprowadzają Davida na skraj szaleństwa.
To powieść o marzeniu i ambicji oraz o cenie, jaką trzeba za nie zapłacić. Bowiem David postanowi zaryzykować (zaufać byłoby zbyt mocnym słowem) i podjąć się wyzwania tajemniczego paryskiego wydawcy, Corellego i napisać dla niego nową Biblię. To zadanie jednak przerośnie młodego pisarza, ponieważ odkąd zaczyna pisać tę – jak ją nazywa – baśń dla dorosłych, zaczną się wokół niego dziać naprawdę dziwne i niewyjaśnione rzeczy, a trupów w tej powieści nie zabraknie.
„Nie kusi pana stworzenie opowieści, - pyta go ów wydawca - dla której ludzie gotowi będą żyć i umierać, dla której gotowi będą zabijać i iść na śmierć, poświęcać się i skazywać siebie na potępienie, oddawać dusze? Czy jest większe wyzwanie dla pisarza niż stworzenie obdarzonej mocą historii, która pozwoliłaby przekroczyć granice fikcji i przeistoczyć ją w prawdę objawioną?” – tymi właśnie słowami Corelli będzie zachęcał Davida do napisania dzieła jego życia. Kuszące? Z pewnością, szczególnie dla młodego jeszcze pisarza, który zasłynął z pisania powieści w odcinkach, „Tajemnice Barcelony”, a następnie całej serii o niemniej wdzięcznym tytule „Miasto przeklętych” (z resztą pod pseudonimem Ignatius B. Samson). David jednak nie jest tylko pisarzyną, który tworzy pod barcelońską publiczkę – ma większe ambicje. Cały czas ma w pamięci lekturę "Wielkich nadziei" Karola Dickensa, podarowanych mu z resztą swego czasu przez pana Sempere (którego trakował, jak swego ojca i szczerze podziwiał). Pisze więc swoją własną powieść, starając się udowodnić wszystkim, sobie, a chyba przede wszystkim ukochanej Christine, na ile naprawdę go stać. Jednocześnie wplątuje się w spisek z piękną dziewczyną i pomaga jej napisać powieść za swego przyjaciela Vidala. Ona to właśnie zostanie pewnego dnia wychwalona przez krytyków i wydana na szeroką skalę, ta natomiast, którą sygnował własnym nazwiskiem – skrytykowana i zapomniana, by pewnego dnia jej ostatni bodaj egzemplarz znalazł swoje miejsce na Cmentarzysku Zapomnianych Książek (nadal pozostaję pod całkowitym urokiem tego magicznego miejsca i mam szczerą nadzieję, że istnieje rzeczywiście i jakimś dziwnym zrządzeniem losu będzie mi dane do niego trafić).
Jak ułoży się jego związek z ukochaną i kim stanie się dla niego Izabella? Czy rozwiąże tajemnicę domu z wieżyczką i Andreasa Corellego? Czy Pedro Vidal pozostanie jego przyjacielem i czy uda mu się nawiązać kontakt z matką, która zostawiła go w dzieciństwie pod opieką ojca-nieudacznika? Czy napisze w końcu powieść swego życia? Wiele pytań, na wszystkie znajdziecie odpowiedzi na 600 stronach powieści “Gra anioła”. Porównanie z innymi dziełami Zafona? W “Grze anioła” powracamy do świata wykreowanego w “Cieniu wiatru”, aczkolwiek znacznie bardziej tajemniczego, magicznego i gotyckiego. Spotykamy niektórych bohaterów, tyle że we wcześniejszych latach ich życia. “Gra anioła” jest powieścią typowo dla dorosłych i z pewnością nikt nie zakwalifikuje jej jako literatury dla młodzieży, jak choćby “Marinę”, czy “Księcia mgły”, chociaż natężenie magii jest w nim bardziej zbliżone do nich właśnie niż do “Cienia wiatru”. Czy mi się podobało? Owszem, chociaż “Cień…” zrobił na mnie znacznie większe wrażenie. Nie drżałam tym razem, przelałam mało łez i sądzę, że w powyższej recenzji ominęłam kilka istotnych kwestii, które po prostu wyleciały mi z głowy. Oczywiście – “Gra anioła” jest napisana pięknie i poetycko, niemal baśniowo, jednak – mimo wszystkich tych dziwnych i niewyjaśnionych śmierci i postaci, co do których ma się cały czas wątpliwość, czy żyją, czy umarły, czy może są jedynie wymysłem chorego już umysłu Davida – brakowało mi trochę dreszczyku… Zakończenie… Kurcze – nie pojmuję. Dumam i dumam i nie wiem, o co w nim chodziło. Było tak zakręcone, nielogiczne, że nawet nie można go określić magicznym. W ogóle nie potrafię go połączyć z resztą opowieści, chociaż cieszę się, że autor postanowił wytłumaczyć historię dziwnego zdjęcia, które Christina przez całe życie trzymała na pamiątkę dnia, którego nie pamiętała. Domyślałam się go poniekąd, ale ta druga część jest dla mnie zagadką. Może kiedyś do niego dorosnę.
Na zakończenie jeszcze jeden cytat, który zapamiętam chyba do końca życia, ponieważ w stu procentach się z nim zgadzam: ”Ponoć niemal wszyscy adwokaci potajemnie marzą o tym, by porzucić swój zawód i zostać pisarzami...”. Dotyczy mnie, jako prawnika i wiem, że nie jestem odosobniona w tym marzeniu. Z resztą wiele zmagań Davida odczuwałam jako własne, ponieważ Wena Twórcza jest marudną i niewdzięczną przyjaciółką.
poniedziałek, 12 marca 2012
Saga Wielkich Rodów - Tom 1 - Tryptyk krwi (cz.11)
*
Fiodor został jeszcze u Sary. Alexander wrócił do hotelu sam i po długim, zimnym prysznicu zszedł do bufetu, by zamówić obiad. Jednak nie miał apetytu. Cały czas nie mógł uwierzyć w to wszystko, czego się właśnie dowiedział. Jego rodzina zawsze miała tajemnice – jednak były to tajemnice przed „obcymi”. Tajemnice w rodzinie? Jego matka umierała z rozpaczy, kiedy oddawała najmłodszą córkę na czyjeś wychowanie, wiedziała jednak, że to być może jedyna szansa, by Jana przeżyła.
Wrócił do pokoju, jednak nadal nie mógł opanować tych wszystkich uczuć, które nim zawładnęły – złości, litości, zazdrości, że Nikołaj o wszystkim wiedział, a także szacunku dla matki i Fiodora za ich poświęcenie. Zadzwonił do Magdaleny i zaproponował wspólną kawę. Nie chciał być sam. Nie dzisiaj.
Była w olbrzymim szoku, kiedy opowiedział jej przebieg rozmowy z Fiodorem. Właściwie nie był pewien, czy ma prawo jej o tym mówić, w końcu to była prywatna sprawa Fiodora i Sary. Jednak nie potrafił sam się uporać z natłokiem myśli.
- Sądzisz, że twój ojciec wiedział? – trochę niestosowne pytanie Magdaleny wprowadziło go w konsternację.
- Zapewne nie – odpowiedział, próbując wypić łyk kawy. – Jak widać nasza rodzina ma więcej tajemnic, niż można się było spodziewać, jednak znałem mojego ojca. Przeżyliśmy razem kilkaset lat. Właściwie nie wiem, co by zrobił. W końcu Jana była Nowicką, więc z pewnością kazałby ją otoczyć opieką, jednak co do losu Fiodora nie byłbym już taki pewny.
- Czyli to nie mogło mieć nic wspólnego z jego samobójstwem?
- Nie. Śmierć Juliana zabolała bardzo, a dobiła go jeszcze reakcja Nikołaja. To były powody.
*
Sara wyszła na chwilę do sklepu, poprosiła jednak Fiodora, żeby na nią zaczekał. Oto szansa dla Paula. Jeśli to była prawda – jakże niewiarygodna! – to przecież ten mężczyzna był nie tylko dziadkiem Sary i pradziadkiem Michaela. Był również jego pradziadkiem! Dlaczego nikt nie myślał o nim? Podszedł do Fiodora, przyglądając mu się bacznie i usiadł na fotelu. Nalał sobie herbaty i jeszcze chwilę się nie odzywał.
- Wiesz, że jesteś też moim pradziadkiem? Nie tylko mojego brata? – to pytanie, tak pełne żalu, zabolało Fiodora bardziej, niż mógł przypuszczać, jakby nigdy nawet nie przyszło mu to na myśl. – Dlaczego niby on jest ważniejszy ode mnie? Tylko dlatego, że może kiedyś uzyska pamięć czegoś, co działo się wieki temu? Jakie to ma teraz znaczenie, co? Ja też jestem twoim prawnukiem! – upuścił filiżankę na podłogę, rozlewając resztę herbaty i wybiegł z mieszkania, trzaskając drzwiami.
Fiodor siedział jeszcze sparaliżowany przez dobre kilka minut. Chłopak miał rację – wszyscy mówili tylko o Michaelu, zupełnie zapominając o istnieniu Paula.
*
Knut pozbył się już Chiary, a mały nawet nie odważył się o nic pytać. Oczywiście nie zamierzał informować gówniarza, co się stało z dziewczyną. Dosypał mu do kolacji środków nasennych, by pobrać krew i teraz chował do metalowej walizeczki sporej wielkości flakon pełen cennej substancji. Mike obudzi się za parę godzin, zupełnie nieświadomy, co się działo. Jedynie nieco osłabiony. Zje porządne śniadanie i obiad i będzie dobrze. A później już tylko pokazać się Magdalenie. Tak, żeby myślała, że popełnił błąd, że go nakryli. Alexander złapie się w tę pułapkę, jak mucha w lep. Dwa, góra trzy dni i będzie po Nowickich. A on będzie jedynym posiadającym ich DNA. Niech ten głupi kot cierpi i myśli, że wszystko, o co wałczył latami, przestało istnieć.
*
Fiodor nie wierzył, że to przypadek sprawił, iż Magdalena spotkała Knuta. To mogła być równie dobrze pułapka. Alexander zdawał się z nim zgadzać. Jednak ona nie chciała w to wierzyć. Jaki niby miałby powód, żeby ją zwodzić?
Fiodor i Alexander skończyli naradę. Zaryzykują. Nawet jeśli to pułapka – muszą spróbować odbić chłopca. Może rzeczywiście Knut stał się zbyt pewny siebie i popełnił błąd, pozwalając jej odkryć swoją kryjówkę.
Siedziała przed lustrem, szykując się do snu. Czy uda jej się w ogóle zmrużyć oczy? Czy którekolwiek z nich będzie spało tej nocy? Ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę.
- Mogę, Magdaleno? Nie chciałbym przeszkadzać – powiedział Alexander, wchodząc.
- Co cię gnębi?
Rozmawiali dłuższą chwilę. Bał się, że nie uda im się uwolnić chłopca, że stracą go na zawsze. Po przeszło dwóch tysiącach lat rodzina przestanie de facto istnieć. Próbowała go pocieszyć, jednak nie znajdowała właściwych słów. Ciągle twierdził, że on się nie liczy, a ona starała się przekonać go, że to nieprawda.
- Połóż się i odpocznij – powiedział, wstając. – Czeka nas ciężki dzień.
- Alexandrze, – wyszeptała, chwytając go za rękę – obiecaj, że będziesz na siebie uważał. On jest ważny, ale ty też.
„Dla mnie” – pomyślała. Jak mogła wcześniej nie zauważyć, że czuje do niego coś więcej, niż powinna w stosunku do szwagra? Spojrzeli sobie prosto w oczy. Tak – on też ją kochał. Zaskoczenie niespodziewanym odkryciem ustąpiło miejsca namiętności – objął ją w pasie, przyciągając do siebie i gorąco pocałował. Przeszył ją dreszcz, gdy poczuła jak jego palce gładzą jej plecy i delikatnie zdejmują ramiączka błękitnej nocnej koszulki. Nie przestawał całować, a ona nie pozostała bierna. Pragnęła go całym sercem i ciałem. Świat mógłby się skończyć nawet jutro – ta noc była tego warta.
Po wspólnym śniadaniu udali się do kryjówki Knuta. Fiodor pozostał w hotelu i czekał na informacje od nich.
- Zostań tu, Magdaleno i czekaj na nas – znów ten rozkazujący ton, który tak ją początkowo irytował. Wiedziała jednak, że chce ją chronić. – Postaram się, żeby Mike wyszedł pierwszy. Ja pójdę zaraz po nim. Kiedy go zobaczysz, łap i biegnijcie do samochodu.
- Alex, proszę, uważaj na siebie – trzymała go za rękę i nie chciała puścić. – Obiecaj, że będziesz ostrożny.
- Nie martw się o mnie. Wszystko będzie dobrze – ucałował ją, jakby żegnał się na zawsze.
Poczuła dreszcz. Musi się udać. Nie może go stracić. Po tym wszystkim, co razem przeżyli, gdy zrozumieli, jak wiele dla siebie znaczą. Gdyby pozwolił jej tam wejść. Tylko ona widziała Knuta, ona i dzieci. Nikt nie potrafił wyjaśnić, dlaczego.
*
Od chwili, gdy zniknęła Chiara, Mike czuł się samotny. Możnaby się spodziewać, że zacznie tęsknić za matką, jednak zupełnie wymazał ją z pamięci. Pamiętał jedynie doskonale Paula i chciał się zemścić. I na Alexandrze, który podobno zakazał Nikołajowi się z nim widywać. Tak przynajmniej powiedział Knut, a jemu wierzył.
Nagle usłyszał głosy na korytarzu. Może Knut odnalazł Chiarę. Jak wspaniale byłoby znów zobaczyć kuzynkę. Jednak nie poznał ich głosów. To był ktoś inny. Gość? Złodziej? Ktoś próbował wyważyć drzwi. Po chwili wypadły z zawiasów, głośno uderzając o podłogę. Zobaczył wysokiego, ciemnowłosego mężczyznę.
- Jestem Alexander – przedstawił się nieznajomy, wyciągając w jego stronę rękę. – Nie bój się. Chodź, zabiorę cię do mamy.
- Moja matka nie żyje, a ciebie nienawidzę i nigdzie z tobą nie pójdę! Jak Knut wróci… – nie zdążył dokończyć zdania. Poczuł jedynie nagły, chwilowy ból, a później już nic.
*
Knut miał nad Alexandrem olbrzymią przewagę – Magdalena wiedziała o tym doskonale. Jeśli się spotkają, Alex nie będzie go nawet w stanie zobaczyć. Mijały kolejne minuty, a oni nie wychodzili. Gdzie są? Chciała wejść do środka. Może będzie mogła jakoś pomóc. Zadzwonił telefon komórkowy – Fiodor. Odrzuciła połączenie. Odpowie mu, kiedy będzie po wszystkim. Bum!
Spojrzała na budynek, do którego wszedł Alexander – stał w płomieniach. „Bomba. Knut podłożył bombę.”
- Alex!!! – krzyknęła przerażona.
To już koniec pierwszej części "Tryptyku krwi", który jest pierwszym tomem "Sagi Wielkich Rodów". Mam nadzieję, że się Wam podobało i będziecie mieli ochotę przeczytać ciąg dalszy, kiedy uda mi się w końcu znaleźć wydawcę.
Szepty dzieci mgły i inne opowiadania - Trudi Canavan

Zbiór składa się z pięciu opowiadań, które są różne zarówno ze względu na tematykę (od klasycznej fantasy, przez science fiction, do opowiadania, które możnaby nazwać nawet lekkim horrorem), jak i formę (część napisana w trzeciej osobie, część w pierwszej, jest tu także pamiętnik i kronika wydarzeń) oraz czas i miejsce (niektóre dzieją się w świecie wyimaginowanym, część zaś we współczesnym nam.
Tytułowe opowiadanie „Szepty dzieci mgły” to ciekawa fantasy. Mamy tu pustynię, karawany i dworską sorę o imieniu Velarin Initha – czarodziejkę, która powinna bronić władcy, a zajmuje się ochroną kupców. Nosi w sobie żal i wstyd, ponieważ w niedalekiej przeszłości zdarzyło się coś strasznego, za co się wini i uważa, że wszyscy postrzegają ją właśnie przez ten pryzmat. Jest to opowieść o pozorach i wielkiej odwadze, a także skromności i poczuciu obowiązku, przedstawiona w zaczarowanym świecie. Kim są dzieci mgły? Tajemnicę tę rozwikłacie jedynie czytając opowiadanie, za które autorka otrzymała w 1999 nagrodę „Aurealis” (Australian Fantasy & Sciecne Fiction Award).
„Szalony Uczeń” to z kolei opowiadanie – najdłuższe w całym zbiorze – ze świata Czarnego Maga, z pewnością więc fanom Canavan się spodoba. Dla mnie to było pierwsze spotkanie z tym uniwersum i musze przyznać, że przypadło mi do gustu. Spotykamy ucznia maga, Tagina i jego siostrę imieniem Indria, która… boi się młodszego brata, który już w dzieciństwie bił ją i terroryzował, kiedy tylko coś szło nie po jego myśli. Jest mężatką, jednak do męża z pewnością nie zwróci się o pomoc, gdy brat – niespełna rozumu – wplącze ją w tragiczną historię, w której trup będzie się słał gęsto, a niewinni oddadzą – zabrane siłą – życie, by młodzieniec zyskał moc do czarowania. Czy Indria znajdzie w sobie siłę, by przeciwstawić się bratu, czy za wszelką cenę będzie go chroniła, nawet wiedząc, że stał się potworem? Historia jest opowiedziana w trzeciej osobie, widzimy ją jednak wyraźnie z perspektywy młodej kobiety, która powoli dostrzega u brata objawy choroby, która zżera go od wewnątrz, niszcząc przy okazji całą Kyralię. Ciekawym i bardzo przyjemnym przerywnikiem w akcji, która porywa nas z szybkością błyskawicy, są zapiski kronikarza Gilkena.
„Markietanka” to pełna tajemnic magiczna historia generała Reny’ego i jego markietanki (damy do towarzystwa, delikatnie nazywając jej zawód). Gdy wziął ją do swego namiotu, nie przypuszczał, że może być kimś wyjątkowym, o kim będzie myślał każdego dnia do końca życia. Jaką tajemnicę nosi w sobie piękna, jasnowłosa Kala i jaki ma to związek z polami pełnymi martwych żołnierzy oraz królem, któremu służy Reny?
„Przestrzeń dla siebie” to pamiętnik spisany przez młodą artystkę, która w swym domu znajduje… tajemniczy pokój, w którym czas rozciąga się i płynie w zupełnie innym tempie, niż na zewnątrz. Marzenie każdego z nas, a przynajmniej większości – mieć czas na wszystko, żyć w świecie, gdzie doba ma czterdzieści osiem godzin (albo i więcej). Autorka sama tłumaczy, że nigdy nie lubiła opowiadań, w których występowały różnorakie wehikuły czasu, ponieważ zawsze znajdowała w nich nieścisłości. Osobiście takie historie lubię, chociaż w niektórych rzeczywiście występują karygodne błędy. Bąbel czasu stworzony przez Canavan zdaje się być całkiem logiczny, chociaż jak się przekonuje bohaterka – ma również zgubne skutki. To opowiadanie o tym, jak wiele jesteśmy w stanie poświęcić dla sukcesu i spełnienia się. Ponieważ czas płynie nieubłagalnie, nawet w tajemniczym pokoiku i nie jesteśmy w stanie z tym faktem walczyć. Prawa natury są dla nas bezlitosne. „Przestrzeń dla siebie” sporo daje do myślenia, chociaż nie sądzę, bym kiedykolwiek przestała marzyć o takim właśnie pokoiku, w którym miałabym czas na wszystkie moje zainteresowania i spełnianie kolejnych marzeń. Czy jednak warto? Trudi Canavan nie odpowiada wprost na to pytanie – zostawia je jednak wyraźnie zadane i każdy musi sobie sam na nie odpowiedzieć.
Jak wspomniałam, mamy w zbiorze również opowiadanie na granicy horroru. „Biuro rzeczy znalezionych”… Spojrzałam na tytuł i zaczęłam się zastanawiać, czy takie miejsca mają w ogóle rację bytu w dwudziestym pierwszym wieku. Trudno mi uwierzyć, bym udała się do niego w przypadku, który spotkał Trinity – gdybym zgubiła parasolkę. Nawet, jeśli wiązało się z nią wiele ciepłych wspomnień. Z pewnością poszłabym do najbliższego sklepu i kupiła po prostu nową. Jednak nasza bohaterka jest do swojej czarnej parasolki na tyle przywiązana, że udaje się do biura rzeczy znalezionych. Jednak czarnych składanych parasolek jest tam zatrzęsienie, a ona swojej nie odnajduje. Wbrew radzie dozorcy tego przybytku, zabiera więc inną, ponieważ chce uniknąć zmoknięcia. Gdyby wiedziała, jak wiele trudności spotka ją z tego powodu, na pewno by sobie odpuściła i pobiegła do sklepu. Wiele czasu jednak zajmuje jej zanim zrozumie, że ulewne deszcze i szalone burze w miejscach, w których akurat ona przebywa są karą za „pożyczenie sobie” cudzej parasolki z drewnianą rączką w kształcie kaczej główki…
Wspaniałym ukłonem w stronę czytelników są notki od autorki po każdym opowiadaniu. Po krótce wyjaśnia, czym się inspirowała, jak pisała i dlaczego wybrała taką, a nie inną formę opowiadania. Już we wstępnie wyjaśnia również, co skłania ją do pisania opowiadań, ponieważ nie jest tajemnicą, że preferuje opasłe tomiszcza, w których może rozwinąć skrzydła.
Trudno mi powiedzieć, jak wyglądają inne wydania, jednak polskie jest przepiękne. Niewątpliwie jest to jednak z najładniejszych książek – jestem całkowicie zauroczona papierem, na którym książkę wydrukowano. Przypuszczam, że był to cel czysto marketingowy – opowiadania łącznie to zaledwie dwieście stron tekstu, a książka dzięki użyciu takiego papieru zdaje się być przynajmniej dwukrotnie grubsza. Jakiekolwiek jednak były przesłanki wydawcy – wyszło wyśmienicie. Dotykanie takiego papieru, przewracanie grubych stron sprawia niesamowitą przyjemność, której nigdy nie zastąpią żadne ebooki (choć jestem gorąca zwolenniczką obu form wydawania książek). Dziękuję za tę ucztę.
Jednym słowem – pełna tajemniczości i magii przygoda, która miała tylko jeden minus (powód, dla którego zazwyczaj do opowiadań nie sięgam) – skończyła się zdecydowanie za szybko. Mam nadzieje ten głód zaspokoić czytając jej magiczne trylogie.
Jeszcze tylko jedno – chciałam się podzielić cytatem, który bardzo mi się spodobał, a pochodzi z opowiadania „Markietanka”:
„- Vorl jest jak miecz, którego używa się i wyrzuca, kiedy się stępi. Doradcy są niczym zwoje albo księgi – korzysta się z nich wiele razy. Nie uderzysz wroga książką i nie pójdziesz następnie radzić się miecza, prawda?”
poniedziałek, 5 marca 2012
Tysiąc dni w Wenecji - Marlena de Blasi

Marlena de Blasi, amerykańska dziennikarka i krytyk kulinarny od lat podróżuje do Wenecji. Początkowo uprzedzona do miasta i niechętna Księżnej, jak zwykła nazywać to miasto na wodzie, ulega jej urokowi. Przyjeżdża co roku, by pisać artykuły, albo na wakacje ze znajomymi. Z pewnością jednak nie spodziewa się, że spotka tu miłość swego życia. Nie jest już nastolatką – ma dorosłe dzieci i byłego męża. Raz po raz przeprowadza się pomiędzy różnymi amerykańskimi miastami, tworząc sobie pełne barw i ciepłych tkanin gniazdka.
Pewnego wieczora siedzi przy stoliku restauracji, a kelner prosi ją do telefonu. Po drugiej stronie odzywa się miły męski glos, który pyta, czy się z nim spotka. Tak dla naszej bohaterki rozpoczyna się najważniejszy etap życia. On, Nieznajomy Wenecjanin, który okazuje się podobny do aktora Petera Sellersa, zakochał się rok wcześniej w… jej profilu.
Kilka godzin spędzonych wspólnie i gorące wyznanie miłości ze strony Fernanda sprawiają, że za swą ukochana poleci do Saint Louis i tam, po niedługim czasie, oświadczy się.
Banalne? Ależ nie. Kobieta po przejściach, rozwódka, która już dawno przestała wierzyć w miłość na nowo pozna te magiczną siłę. Jednak nie jest łatwo pozostawić za sobą wszystko, co znane i kochane i wyruszyć w podróż do Włoch – tym razem już na zawsze. Szczególnie, że Fernando nie mówi po angielsku, a jej słownictwo po włosku jest ograniczone raczej do kulinariów. Jednak są w sobie zakochani młodzieńczą miłością. Jak mówią pewnego dnia – kiedyś byli starzy, dzisiaj są młodzi. To uczucie i związek – jak każdy, pełen dni lepszych i gorszych, wiele ich nauczy. Przede wszystkim chyba odwagi i cierpliwości.
Wenecja to inny świat, nie tylko dlatego, że jest miastem na wodzie. Tutaj ludzie żyją innym rytmem, według innych zasad. Wszystko tutaj dzieje się wolno, piano, pianissimo. Zakupy, remonty, załatwianie pozwoleń do ślubu. Każdy to rozumie. Każdy poza Amerykanką, która musi się wszystkiego uczyć od nowa. Narzeczony, a później mąż – nie zawsze jej to ułatwia.
Powieść daje sporo do myślenia, szczególnie osób, którzy przywiązują się do miejsc i ludzi. Mówi o odwadze postawienia wszystkiego na jedną kartę i zaryzykowania właściwie całym życiem. Ponadto to cudownie przedstawione miasto, pełne nieznanych zakamarków i urokliwych budynków. Plac świętego Marka, Pałac Dożów i liczne kościółki, przed którymi ludność miasta ucztuje z okazji różnorakich świąt. Targ, na którym bohaterka robi zakupy i zaprzyjaźnia się ze sprzedawcami. Pływająca Wenecja urzeka na stronicach tej książki tak samo, jak opisy przeróżnych pyszności przyrządzanych przez naszą bohaterkę, bądź też spożywanych przez nią w rozlicznych restauracyjkach. Z resztą na końcu książki znajdziemy nawet kilka przepisów, które – myślę – warto wypróbować.
Ogólnie – urocza, przyjemna w czytaniu, ale mądra i dająca do myślenia powieść, która zachwyca tak krajobrazem, jak i zapachami (nie tylko z kuchni). Ja już nie mogę się doczekać, co też nasi zakochani będą robili po przeprowadzce do wiejskiego domku w Toskanii.






