Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

piątek, 14 marca 2014

Romans z Turcją. W kraju derwiszy, bogiń i świętych – Joy E. Stocke i Angie Brenner

Wydawnictwo: Lambook
Kraków 2013
Oprawa: miękka
Liczba stron: 282
Przekład (z angielskiego): Monika Wyrwas-Wiśniewska
Tytuł oryginału: Anatolian Days and Nights: A Love Affair 
with Turkey, Land of Dervishes, Goddesses, and Saints
ISBN: 978-83-63531-04-1



Wydawnictwo Lambook zwróciło moją uwagę w czasie zeszłorocznych Warszawskich Targów Książki. Ich stoisko było egzotyczne i trochę magiczne. Zabrałam do domu dwie zakładki do książek, które od razu stały się jednymi z moich ulubionych. Nic dziwnego – są przepiękne. Pewnego dnia (a minęło już przecież wiele miesięcy i kolejne WTK już wkrótce), postanowiłam do nich napisać. Zainteresowana tematyką Orientu, zaproponowałam współpracę. Co z tego wynikło? Dowiecie się już za chwilę.
Lektura "Romansu z Turcją" zajęła mi niemal tydzień. Dość długo i można by się zastanawiać, dlaczego tak ją "męczyłam". Otóż zacznę od tego, że nie męczyłam. Pochłaniała mnie w całości. Prawda jest prosta, jak to zwykle z prawdą bywa. Czytając, czułam klimat Anatolii. Jej spokój, brak ciągłej pogoni za czymś nieokreślonym... Ten świat jest zupełnie odmienny od naszego, dobrze znanego zachodniego. Postanowiłam się na chwile przy nim zatrzymać. Czerpać pełnymi garściami z tej niesamowitej opowieści, wczuwać się w życie jej bohaterów. Poczuć na twarzy tureckie słońce (och, jakże cudowne w porównaniu z naszym wczesnowiosennym), wypić w spokoju filiżankę herbaty, rozmarzyć się... Nie liczyć stron, nie gonić za kolejną lekturą, ani nie myśleć o napisaniu recenzji. Po prostu zatopić się w tym egzotycznym, nieznanym mi zupełnie świecie, o którym – jak się okazało – nie miałam dotąd pojęcia. To chyba najlepsza rekomendacja, jaką mogę wystawić tej książce. Jeśli jednak nie jesteście jeszcze przekonani, albo po prostu chcecie dowiedzieć się więcej, zanim rozejrzycie się za "Romansem z Turcją", czytajcie dalej.
Autorki, dwie Amerykanki, poznały się trochę jakby przez przypadek. Połączyła je wspólna znajoma, Wendy, która poprosiła je o pomoc w prowadzeniu Słonecznego Pensjonatu w Kalkanie. Nic z tego interesu nie wyszło, Wendy obraziła się na obie koleżanki i zerwała z nimi kontakt. Między bohaterkami przez ten czas zawiązała się więź, którą można spokojnie nazwać rodzinną i wielokrotnie razem odbywały podróże do Turcji. Bo powieść (jeśli można tę książkę nazwać powieścią, do czego ja, osobiście, się skłaniam) nie jest historią jednej wycieczki, ale wielu wyjazdów i to na przestrzeni wielu lat. Autorki zakochały się w tym orientalnym kraju jeszcze zanim zwolennicy Osamy bin Ladena zaatakowali WTC. Ostatnia podróż, o której możemy przeczytać miała miejsce, chyba, w roku 2007 (ale tego nie jestem w tej chwili pewna). W każdym razie rozpiętość czasowa jest dość znaczna, dzięki czemu widzimy również zmiany, które zaszły w Turcji. Trzeba też brać pod uwagę fakt, że od czasu podróży i spisania opowieści również minęło już trochę kilka lat, a zmiany zachodzą nadal. Wyczytałam gdzieś, że nie ma już wszechobecnej godziny policyjnej, która przysparzała przyjaciółkom trochę problemów, a mnie skutecznie przerażała podczas lektury.
Wiecie już zatem, że całkowicie pochłonęła mnie ta książka. Jest to bowiem nie tylko opowieść o zabytkach kultury i zwyczajach Turków, Kurdów, Greków i innych, zamieszkujących te tereny. To także liczne mity i legendy. Poszukiwanie korzeni wierzeń i zwykłe, codzienne życie ludzi. Ich historie, niekiedy bardzo ciekawe, bo – jak wiadomo – życie pisze najciekawsze opowieści. Szczególnie zaś w kraju o tak wielu kulturach, w których islam miesza się z chrześcijaństwem, a wierzenia w Boginię Matkę nie zostały do końca wyparte przez stulecia szerzenia wiary ogniem i mieczem, ani przez wprowadzenie przez Ataturka republiki. Turcja to kraj pełen rozmaitości. Rozmaitości wierzeń, dróg życia, poglądów, a także sposobów na przygotowanie... sardynek. Tak, kuchnia turecka jest różnorodna i zawsze pachnąca przyprawami. Aż ślinka cieknie, gdy czytamy o przyrządzanych pysznościach, którymi częstowano Autorki książki. To także kraj gościnnych ludzi, którzy zawsze otworzą przed Wami swoje domy i serca. Oczywiście nie jest to raj. Ma swoje minusy, jest ich sporo i – niestety – są poważne. Status kobiet jest różny w różnych regionach i nadal, niestety, można stać się świadkiem recem, honorowego zabójstwa kobiety, która obcowała płciowo z mężczyzną, który nie jest jej mężem (nawet w przypadku gwałtu). Bo życie tureckich kobiet nie zawsze usłane jest różami, choć po przeczytaniu tej pozycji zdałam sobie sprawę, że jest lepiej, niż dotąd sądziłam.
W czasie lektury cały czas zastanawiałam się, czy Autorki kupią w końcu wymarzony dom w Anatolii. Kilka razy debatowały nad tym pomysłem, a raz były już całkiem blisko jego realizacji. Czy Wy też jesteście ciekawi? Mam nadzieję, że tak. Ja Wam jednak nie odpowiem na to pytanie. Musicie sprawdzić sami. 
Jakie plusy ma "Romans z Turcją" poza samą treścią? Z pewnością szatę graficzną, która urzeka na każdej stronie. Delikatne, fikuśne, orientalne zdobienia dodają całości lekkości i sprawiają, że czujemy się, jakbyśmy czytali jakąś starą turecką księgę. Dodatkowo dawno już nie czytałam książki, która miałaby tak dobrze zrobioną korektę. Znalazłam zaledwie kilka maleńkich błędów, które zupełnie nie przeszkadzały w czytaniu. Nie drażnił bałagan spowodowany brakiem czy też nadmiarem przecinków. Mówiąc najoględniej – chciałabym, żeby ktoś kiedyś tak dobrze wydał moją powieść.
Przydatny okazał się, zamieszczony na początku książki, mini-słowniczek na początku. Choć nie jest to typowy książkowy słowniczek. Nie ma w nim tureckich pojęć, które mogłyby nam się przydać. Natomiast dzięki niemu dowiemy się, jak wymawiać pewne znaki, których nie ma w języku polskim, albo które wymawia się w inny sposób. Bardzo to ułatwi czytanie, ponieważ tureckie zwroty, nazwy własne i imiona pojawiają się na każdej właściwie stronie książki. Są również dwie mapki. Szczególnie pomocna jest mapa Turcji, na której dokładnie widać nie tylko miasta, ale i krainy geograficzne będące częścią tego państwa.
Dawno już nie miałam w swoich rękach książki, w której znalazłoby się tyle kolorowych karteczek. Sygnalizują one różne ciekawostki warte zapamiętania lub informacje, o których warto sobie doczytać.
Minusy? Nie rozumiem, dlaczego zmieniono tytuł oryginału, a na okładce nie wpisano nawet polskiego podtytułu. Oryginał lepiej odzwierciedla treść. Przypuszczam, że chodziło o długość, jednak osobiście nie mogę się zgodzić z tym, co zrobiono. Tytuł "Romans z Turcją" insynuuje, że będziemy mieli do czynienia z jakąś romantyczną historią dwojga ludzi, którzy być może skończą na ślubnym kobiercu. Natomiast książka Joy Stocke i Angie Brenner daleka jest od typowego "babskiego" romansidła, choć i o miłości będziecie mogli przeczytać. To jednak zdecydowanie jedyny minus, jaki znalazłam.
Odpowiadając na zadane na początku pytanie – co wynikło z mojego maila do Wydawnictwa? Fantastyczna, egzotyczna i urzekająca lektura. Polecam więc z całego serca.



Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Lambook


Książka przeczytana w ramach Wyzwania:


 

4 komentarze:

  1. Jestem zawiedziona po I książce która miała podobną tematykę do tej więc boję się sięgnąć po tą pozycję xD
    Recenzję napisałaś bardzo ciekawą :)
    Pozdrawiam i zapraszam w odwiedziny do mnie :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję. Cieszę się, że recenzja Ci się spodobała. myślę, że książka również przypadłaby Ci do gustu. Jednak tego nie mogę zagwarantować. Jest ona mimo to napisana w naprawdę przystępny sposób, a zderzenia różnych kultur, informacje geograficzne i ciekawostki historyczne są przeplatane historiami spotykanych przez Autorki żywych ludzi i ich opiniami na temat otaczającego świata. Można powiedzieć, że "Romans..." to połączenie powieści z reportażem i wywiadami. Bardzo ciekawa pozycja. Mimo wszystko, polecam i Tobie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna recenzja. Książka wydaje się kusząca jednak poczekam aż przeczytać Zaklinacza.. ;) Wtedy będę miała porównanie ;D. Czy warto;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Hehe :) Moim zdaniem i bez porównania warto, ale rozumiem woje obawy :)

    OdpowiedzUsuń