Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

środa, 19 marca 2014

Złapać króliczka – J.M.R. Michalski

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie Białe Pióro
Warszawa 2014
Oprawa: miękka
Liczba stron: 327
ISBN: 978-83-64426-0-5






Stare przysłowie mówi, by nie sądzić książki po okładce. Prawda jest jednak taka, że każdy z nas wstępnie ocenia powieść po tym, co się znajduje na jej oprawie. Dlatego też od samego początku miałam pewne opory wobec książki J.M.R. Michalskiego. Kobieta jest ładna, jednak niczego jej nie ujmując – okładka po prostu kojarzy mi się z pudełkiem od jakiegoś lżejszego filmu pornograficznego. Nie umiem do końca tego wyjaśnić, takie jednak było moje pierwsze skojarzenie i, niestety, nie zmieniło się. Minus za okładkę zatem.
Miało być ironicznie. Trochę się tego obawiałam. Nie lubię ironii, szczególnie, jeśli wiem, że tekst ma traktować o seksie. Zaraz przed oczami stają jakieś głupkowate filmy, typu "Kac Vegas". Trudno. Książka to nie film. Zobaczymy, co dalej.
Otwieram, zaczynam czytać i... mijają dwie godziny, a ja jestem w połowie (tak, niestety bardzo wolno czytam). Jestem... zauroczona? Może to trochę nieodpowiednie słowo, zważywszy na treść powieści, jednak najbliższe temu, co czułam. W każdym razie – byłam w bardzo pozytywnym szoku. Autor naprawdę wykonał kawał dobrej roboty. Obraz psychologiczny postaci to coś po prostu fantastycznego. Nic tu nie dzieje się przypadkowo. Nawet, kiedy student robi coś głupiego po pijaku – wynika to z jego głębokich przekonań i nie odbiega szczególnie od tego, co czyni na co dzień, kiedy jest (w miarę) trzeźwy. Oczywiście wyjątki od reguły się zdarzają, ale tylko urozmaicają lekturę. Podoba mi się pomysł forum internetowego, na którym mężczyźni uczą się podrywu. Nie, żebym chciała takiego faceta poznać – interesujący jest po prostu sam pomysł. Tym bardziej, że większość forumowiczów ma zasady i, wbrew pozorom, szanuje kobiety.
Wszystko zaczyna się od pewnych urodzin. Kacper organizuje swojej dziewczynie przyjęcie-niespodziankę, które nie skończy się najlepiej. Ani dla niego, ani dla niej, ani – w dłuższej perspektywie – dla większości bliskich mu osób. Sama impreza mnie specjalnie nie zszokowała, ponieważ domyśliłam się, jak się zakończy. Gdzieś już widziałam podobną scenę w jakimś filmie. Skutki jednak były dla mnie całkowicie zaskakujące.
Sama przecież nie tak dawno skończyłam studia (no dobrze, dość dawno, bo 7 lat temu). Czy naprawę tak wiele się od tego czasu zmieniło? Czy to może różnica miast, kierunków? A może to właśnie ta ironia – przejaskrawienie sytuacji, by zasygnalizować problem? Nie wiem, w każdym razie z każdą kolejną stroną w głowie pojawiały się nowe myśli, które nie dawały spokoju.
Można by na pierwszy rzut oka pomyśleć, że to taka nasza polska wersja amerykańskiego filmu "Wieczny student", który szczerze polecam. Jest to jedna z niewielu komedii z USA, które naprawdę lubię, do których wracam i przy których zawsze się śmieję. Zresztą w powieści jest nawet do niej pewne odwołanie w jednym z dialogów! Nic jednak bardziej mylnego. J.M.R. Michalski nie bawił się w jakieś głupie kawały, które przychodziły do głowy bohaterom wspomnianego filmu. Pokazał życie studenckie zdecydowanie bardziej prawdziwe. Poza imprezami jest tu i czas na naukę, przyjaźnie, prawdziwe uczucie, spotkania z profesorami, rozmowy o przyszłości... Czyli jednym słowem to, co zajmuje studentowi większą część jego młodego życia.
Fabuła nie jest specjalnie skomplikowana, chociaż różne społeczne aspekty, które Autor sygnalizuje, potrafią zaskoczyć. Na dodatek akcja jest wartka i trzyma w napięciu. Nie zawsze, ale w końcu to nie powieść sensacyjna, a raczej bardziej społeczno-psychologiczna. 
Moim zdecydowanie ulubionym bohaterem jest postać, powiedzmy, trzecio-planowa, czyli Władimir Lubokobit. Starszy pan, który pochodzi z Rosji. Kiedyś, chyba jeszcze za rządów Lenina, a może już Stalina (trzeba przyznać, że oś czasowa w powieści jest trochę zaburzona, o czym za chwilę), odwiedził wiele ciekawych miejsc, po czym ostatecznie osiadł w Radomiu. Jest sąsiadem Kacpra i jego przyszywanym dziadkiem. Ze swych podróży przywiózł wiele interesujących opowieści, którymi częstuje swojego "wnuczka". I właśnie te dziadkowe historie podobały mi się najbardziej i powodowały co jakiś czas salwy śmiechu (rzadko spotykany objaw w czasie czytania).
Czy pod tym płaszczykiem uszytym ze zdrady, seksu, wygodnictwa i braku poszanowania społecznych zasad oraz kobiecego ciała można znaleźć jakiś głębszy sens? Czy w ogóle książka ta opowiada o czymś więcej, niż studenckim rozpasaniu? Moim zdaniem – tak. To miłość, wierność, przyjaźń, oddanie, szacunek i poświęcenie. Pojawiają się co jakiś czas. Nieraz zwyciężają, nieraz ponoszą sromotną klęskę. Jak to w życiu bywa. Liczycie na happy end? Może się doczekacie, może nie, nie zamierzam zdradzać. Pod tym względem jednak "Złapań króliczka" jest bardzo ciekawą lekturą – nigdy nie wiecie, co się wydarzy na następnej stronie.
Na początku denerwowało mnie trochę, że wszystkie bohaterki nosiły białe bluzki. Na szczęście Autor w pewnym momencie ocknął się i zauważył też inne kolory. Niestety do końca miałam wrażenie, że kobieta z włosami do ramion, czy łopatek ma włosy... krótkie. Ciekawe, ile muszą mierzyć centymetrów, by Pan Michalski uznał je za długie?
Podział wewnątrz rozdziałów jest niestety mało czytelny. Czasami dopiero po kilku zdaniach docierało do mnie, że akcja dzieje się już innego dnia, albo w innym miejscu. Było to dziwne uczucie, potęgowane jeszcze masakrą przecinkową (raz ich nie było, tam gdzie winny się znaleźć, innym razem pojawiały się zupełnie bez sensu). Jak już wspomniałam oś czasowa jest trochę zaburzona, jednak autor już na samym początku uprzedza, że czas akcji jest nieokreślony. Choć więc pojawiają się daty, a także rozwiązania techniczne rodem z lat 2012-2013, to ta historia mogła się dział również z dziesięć lat wcześniej. A wiek pana Władimira wskazuje, że nawet dużo, dużo wcześniej.
Ciekawe są tytuły rozdziałów. Bardzo tajemnicze i zmuszające do podjęcia poszukiwań nad ich znaczeniem. Ciekawe, czy będziecie się dobrze bawić w roli detektywa.
Książkę oceniam bardzo dobrze. Jest zdecydowanie warta przeczytania. Trochę o dziwo, trochę na przekór moim obawom. Troszkę przerażająca, zmuszająca do przemyślenia kilku spraw, do zastanowienia się nad stanem dzisiejszego, polskiego społeczeństwa dwudziestoparolatków. Myślę, że Wam również może się spodobać.




Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Literackiego Białe Pióro


Książka przeczytana w ramach Wyzwania:


2 komentarze:

  1. Zupełnie zgadzam się z Autorką krytyki na temat okładki. Absolutnie nie trafiona.
    Druga sprawa "przecinki" czyli korekta i redakcja. To jest problem niektórych wydawnictw. Autor może, lub ma prawo nie znać reguł gramatycznych czy ortograficznych, ale Wydawnictwo daje książce swoją fasadę. Chodzi tylko o szybkie pieniądze, że taka książka zostaje opublikowana?
    Nie przeczytałem książki, więc na temat treści nie mogę się wypowiadać. Ale jeżeli Autorka krytyki pisze na koniec: (Książka)...zmuszająca do przemyślenia kilku spraw, do zastanowienia się nad stanem dzisiejszego, polskiego społeczeństwa dwudziestoparolatków... " To wydaje mi się. że właśnie celem każdej książki jest pobudzenie do refleksji. Jeżeli takie coś nie nastąpi, to nie warto było tracić czasu na czytanie takiej ksiąki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mogę się zgodzić z opinią, że "Autor może, lub ma prawo nie znać reguł gramatycznych czy ortograficznych". Oczywiście – redakcja należy do wydawnictwa, ale Autor również musi się na "tym" znać. W przeciwnym razie powinien w ogóle nie brać się do pisania, tylko zatrudnić ghostwritera i mu tę swoją opowieść podyktować.

    OdpowiedzUsuń