Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

wtorek, 20 listopada 2012

Przedwiośnie - Stefan Żeromski



Wydawnictwo: GREG
Oprawa: miękka
Liczba stron: 269
Ilustracje: Lucjan Ławnicki
ISBN: 83-87139-98-X




Powieść nie nowa i chyba przynajmniej większości doskonale znana. Przynajmniej za moich czasów – lektura szkolna.
Napisana przez Stefana Żeromskiego w 1924 roku, ma już prawie 90 lat i… nadal wydaje się na czasie. Mówi bowiem o sposobach na uzdrowienie Polski. Choć minęło już tyle lat, a nasz kraj przetrwał nawałnicę drugiej wojny światowej, a następnie dziesięciolecia w bloku wschodnim, Polska wydaje się ciągle być w okresie tytułowego przedwiośnia.
Powieść ta biegnie niejako dwutorowo – z jednej strony oglądamy Polskę i jej wznoszenie się z klęczek po ponad 120 latach nieistnienia na mapach Europy. Z drugiej zaś przyglądamy się dojrzewaniu głównego bohatera, Cezarego, który również patrzy na kraj swych rodziców, do którego dopiero co przybył.
Jest to jednak przede wszystkim – i nie ma co z tym faktem polemizować – powieść polityczna. Dzisiaj mamy świadomość, jak rzeczywiście potoczyły się losy II RP, jakie podjęto decyzje i jakie były ich skutki dla Polaków. Jednak w chwili pisania powieści, Żeromski oglądał Polskę dopiero co wstającą, rozkwitającą, nową i świeżą. Szukał dla niej recepty, by znów stała się państwem silnym, a przede wszystkim takim, w którym ludziom będzie się dobrze żyło.
Ówczesne przekonania, poglądy i uprzedzenia, koncepcja szklanych domów, obraz polskich Żydów, Nawłoci i Chłodka – dla nas to jedynie (a może aż) kawałek historii – dla autora i jego bohatera – codzienność. Możemy dziś dzięki tej powieści zobaczyć nie tylko, jak miasto i wieś polska w latach dwudziestych poprzedniego stulecia wyglądały, ale tez jak były widziane przez samych Polaków. To bardzo ciekawe.
Mimo jednak niesamowitych idei i obrazu Polski chwilę po odzyskaniu niepodległości – książkę czytało mi się ciężko. Język piękny, choć trudny. Literki małe, męczące, już nie te oczy, co w liceum. Przede wszystkim jednak czytało się ją wolno z powodu właściwie braku akcji. Umysł przyzwyczaił się do współczesnej literatury, gdzie ciągle coś się dzieje. W „Przedwiośniu” akcji jest właściwie niewiele, a nawet, kiedy coś się już dzieje (czy to rewolucja w Baku, czy sprzeczka i bijatyka Cezarego o ukochaną) – jest to jakieś takie mało dynamiczne. Oczywiście – mam pełną świadomość, że dla autora ważniejsze było przekazanie idei i statycznego obrazu jego kraju w danym momencie, że jest to powieść polityczna, a nie akcji, jednak i tak trudno mi się pogodzić z tym, że w tym czasie zdążyłam przeczytać trzy inne książki, tak często musiałam robić sobie „chwilę oddechu” od – genialnego pod innym kątem – „Przedwiośnia”.
Być może spowodowane to jest tym, że w pamięci mojej książka ta przez kilkanaście dobrych lat była idealizowana, ponieważ podobała mi się bardzo w czasach szkoły średniej. Młoda idealistka, uważająca, że utopijny socjalizm jest lekiem na każde zło widziała jednak świat w nieco innych (pewnie bardziej czerwonych) barwach, niż dzisiaj. Bo ani idealistka już nie jestem, ani socjalistką. Choć rzeczywiście, gdy przypominam sobie założenia utopijnego socjalizmu, znajduję w nim wiele dobrego. Jednak jestem o te kilkanaście lat starsza i śmiem twierdzić – mądrzejsza. Doświadczenie i setki tysięcy(o ile nie miliony)stron przeczytanych od tamtych szkolnych lat sprawiły, że Przedwiośnie” czytane dzisiaj było bardziej męczarnią, niż przyjemnością i nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze do niego wrócę.
Książka z opracowaniem? Jak wspomniałam – była to lektura szkolna, stąd tez taka forma, a nie inna. Gdzieś u Rodziców jest bardziej ekskluzywne wydanie, ja zajrzałam do swojego. Znalazłam w nim dwa błędy. Właściwie niewiele, ale jak na opracowanie dla uczniów – mimo wszystko niedopatrzenie.
Ilustracje? Nie podobały mi się, burzyły jakoś dostojność tego dzieła, które choć mnie znudziło, nadal uważam za epokowe i ważne, a także właśnie poważne. Dlatego rysunki pana Ławnickiego bardziej przeszkadzały, niż pomagały.
Samo opracowanie lektury (również przeczytałam – z ciekawości, co też autor miał niby na myśli…) jest rzeczywiście na wysokim poziomie i nie można nic mu zarzucić, jednak nie polecam tego konkretnie wydania, właśnie z powodu bardzo niewielkiego druku i – niestety – irytujących ilustracji. Chociaż bez wątpienia – „Przedwiośnie” trzeba przeczytać!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz