Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

poniedziałek, 19 listopada 2012

Behemot - Scott Westerfeld

Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Poznań 2011
Trylogia: Tom II
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 465
Przekład: Jarosław Rybski
Ilustracje: Keith Thompson
ISBN: 978-83-7510-590-2



Razem z Deryn i Alkiem na pokładzie okręt Jego Królewskiej Mości Lewiatan przybywa do Konstantynopola. Misja jego jest bardzo ważna, ponieważ to orientalne państwo ma olbrzymi potencjał i… jest już prawie przeciągnięte na stronę chrzęstów. Darwiniści nie zamierzają jednak dać za wygraną, a rozmowy dyplomatyczne przypadają w udziale właśnie naszym bohaterom. Najważniejsze jest jednak zadanie specjalistki – pani doktor Barlow (wnuczki samego Darwina).
Poza niesamowitym miastem, którym jest Istambuł (tak miejscowi nazywają swoją stolicę) pełnym barw, zapachów i smaków Wschodu przyglądamy się również rozwijającej się przyjaźni między Deryn i Alkiem (choć może nie tylko przyjaźni?). imperium Osmańskie jest specyficzne (jak Stany Zjednoczone, które są w tym tomie wspominanie) – wykorzystują zarówno technologię chrzęstów, jak i osiągnięcia darwinistów. Która z frakcji zwycięży w tym państwie pełnym przeciwności, w którym czają się anarchistyczne organizacje?
Deryn i Alek poznają na powierzchni (tak – większość akcji dzieje się nie na pokładzie Lewiatana) przede wszystkim śliczną, mądrą, sprytną i dzielną Lilit, a także jej ojca Zavena i babkę – Nanę. Ta trójka działa w Komitecie Jedności i Postępu, którego celem jest obalenie znienawidzonego władcy i przejęcie sterów rządu. Walka, jaka przyjdzie im stoczyć będzie krwawa i – niestety – nie wszyscy nasi przyjaciele wyjdą z niej obronną ręką.
Jednak to nie Lilit (chociaż bardzo ją polubiłam), ani tym bardziej zapoznany w Istambule amerykański reporter, Eddie Malone (kawał urwisa rządnego ploteczek, zupełnie jak dzisiejsi paparazzi) stał się moją ulubioną postacią w tej niesamowitej powieści. Najbardziej upodobałam sobie Bovrila – lemura przemyślnego, który wykluł się z jednego z tych, jakże pilnowanych przez doktor Barlow, jajek, o które na przemian dbali Deryn, Alek i Newkirk. Przemiłe zwierzątko całkowicie mnie rozkładało na łopatki – rozśmieszało, rozczulało i szokowało, a rysunki z jego podobizną okazały się wspanialsze jeszcze od pozostałych. Przemyślny stworek, nie ma co – bez niego wiele tajemnic pozostałoby… sekretami.
Wartka akcja, barwne postaci, wynalazki godne samego Tesli (o tak, i on się tutaj pojawia, chociaż nie tyle osobiście, co właśnie dzięki swym odkryciom), walki na morzu, lądzie i powietrzu, rozkwitające uczucia mocniejsze od przyjaźni – wszystko to napisane pięknym językiem zilustrowane przepięknymi rysunkami Thompsona – jednym słowem majstersztyk.
Zaledwie pięć błędów, które zauważyłam – nie sa w stanie w najmniejszym stopniu zmniejszyć wartości tej powieści, którą z czystym sumieniem polecam.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz