Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

wtorek, 8 lipca 2014

Marynarka – Mirosław Tomaszewski

Wydawnictwo: W.A.B.
Warszawa 2013
Oprawa: miękka
Liczba stron: 256
ISBN: 978-83-7747-974-2



Z pewnością ci, którzy chcą się dowiedzieć czegoś więcej o Grudniu, powinni wybrać inne książki. Mnie o wiele bardziej interesowało to, w jaki sposób historia determinuje indywidualny los człowieka. Smutny, jeden z dwóch moich głównych bohaterów za wszelką cenę stara się o historii zapomnieć. To dlatego swój zespół muzyczny nazwał Amnezja. Nie udaje mu się jednak uciec od przeszłości, podobnie jak Karolowi, drugiej kluczowej postaci powieści. Podobne obciążenie spotyka każdego z nas osobno i naród, jako całość, głęboko dotknięty dramatami historii. Chętniej jednak nazwałbym moją powieść psychologiczną, punkrockową, obyczajową albo kryminalną.

Psychologiczną, obyczajową i kryminalną – owszem, bez zastrzeżeń. Choć z punkrockową już mam problem, ale to chyba dobrze, bo to nie moje klimaty. Właściwie to "Marynarka" jest, najogólniej i najdokładniej mówiąc, powieścią genialną w każdym względzie. I wstrząsającą na swój własny sposób, choć może nie taki, jakiego można by się początkowo spodziewać.
Czy można powiedzieć, ze historia jest tutaj tłem? Nie, historia, a przede wszystkim Grudzień '70 to przyczyna, swego rodzaju punkt zapalny. Dokładnie tak, jak napisał sam Autor – determinuje losy bohaterów. Choć minęło już ponad 30 lat (akcja rozgrywa się w 2005 roku), w niektórych duszach i sercach Grudzień na Wybrzeżu zagnieździł się już na zawsze. Niektórzy pamiętają i wciąż przeżywają, rozdrapując rany. Inni pragną zapomnieć, wymazać tamte dni, a szczególnie 17 dzień ostatniego miesiąca roku, z pamięci. Zapomnieć chce między innymi Adam. Dlatego zespół punkrockowy, którego kiedyś był liderem, nazwał Amnezja. Smutek zaś po stracie ojca nie tylko wyspiewywał w pisanych przez siebie tekstach, ale wpisał go w siebie, jakby chciał go wyryć i pokazać wszystkim. Dlatego nosił ksywkę Smutny. Dzisiaj nie śpiewa, zmienia prace jak rękawiczki, bo albo sam nie może nigdzie usiedzieć spokojnie, albo go wyrzucają. Jest niepokornym, nie najmłodszym, byłym punkiem. Smutnym, samotnym, a czasami wręcz żałosnym. Mimo wszystko jednak, czytelnik w końcu go polubi...
Ludzkie losy determinuje jednak nie tylko historia (czy też Historia), ale także inni ludzie. W przypadku Adama są to przede wszystkim Nina – piękna, atrakcyjna dziennikarka, której marzy się prawdziwa kariera, Karol Jarczewski – skrywający kilka mrocznych tajemnic rekin biznesu należący do trójmiejskiej elity oraz Witek – karierowicz i zięć Karola, który pragnie dla siebie władzy, a dla teścia upokorzenia. Od "niewinnego" wywiadu, który Nina będzie próbowała przeprowadzić ze Smutnym aż do szokującej i odkrywającej wielką tajemnice Karola książki Grudniu. Od informacji o śmierci papieża Jana Pawła II do obchodów 35-lecia Wypadków Grudniowych. Poprzez wzloty i upadki, zaprzeczenie, walkę, poddanie się, zawiść, chęć osiągnięcia sukcesu, nadzieję... Od Smutnego do Adama. We wszystko to zaś wplątane jest Trójmiasto, ludzie, którzy jeszcze pamiętają (i tak różne ich postawy wobec tamtych wydarzeń) i tajemnicza tytułowa marynarka z dziurą na plecach.
Choć jestem fascynatką historii i bardzo się nią interesuję, muszę ze wstydem przyznać, że Grudzień '70 to dla mnie jedynie data w podręczniku. Ani szczególnie nie był omawiany w szkole, ani w domu (choć o różnych wydarzeniach historycznych, czasem zaciekle, dyskutowaliśmy). Taka swego rodzaju biała plama. Ogólne pojęcie, co się stało i dlaczego. Nic więcej. Dzięki "Marynarce" to się zmieniło. I choć sam Tomaszewski nie uważa swojej powieści za historyczną, nie mogę się z nim zgodzić. Bardzo umiejętnie i ładnie wplótł zeznania i opowieści uczestników tamtych wydarzeń w akcję dziejącą się teraz (czyli w roku 2005). Pięknie wkomponował w całość te odległe wydarzenia. Na dodatek jeszcze dodał do tego, tak przecież dla Polaków ważną datę, jak 2 kwietnia 2005 roku. Wówczas właściwie wszystko w powieści nabiera prawdziwego rozpędu.
Niby wiadomo, co się wydarzyło 17 grudnia 1970 roku. Czarny czwartek... Możecie więc zastanawiać się, czym się tu ekscytować, skoro wiadomo, jak to się skończy. Otóż mylicie się i to bardzo. Czytałam powieść z wypiekami na twarzy i cały czas nie miałam pojęcia, jak zakończą się historie Niny i Adama, Karola i Witka oraz Magdy. Im dalej brnęłam w powieść, tym więcej wiedziałam o Historii przez duże H, ale jednocześnie tym bardziej ciekawa byłam tego, co się wydarzy w historiach z roku 2005... Prawdziwy majstersztyk.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz