Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

poniedziałek, 21 lipca 2014

Odzyskane życie – Colombe Schneck

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Warszawa 2013
Oprawa: miękka
Liczba stron: 183
Przekład (z francuskiego): Paulina Błaszczykiewicz
Tytuł oryginału: La réparation
ISBN: 978-83-7839-517-1




"Jeśli to będzie dziewczynka, czy mogłabyś dać jej na drugie imię Salomea? Tak miała na imię twoja kuzynka. Nic więcej po niej nie zostało." Jedna prośba, która zresztą została zapomniana, bo urodził się chłopiec. Jedno zdjęcie, które znalezione przypadkiem, wywróciło całe życie Autorki. Kim była Salomea Bernstein i dlaczego nikt w rodzinie nigdy o niej nie wspominał?
Wzruszająca, a przede wszystkim do głębi poruszająca historia o poszukiwaniu prawdy i poznaniu rodzinnej tajemnicy. Sekretu, który mógłby niejednego doprowadzić do załamania. Czy będziesz w czasie lektury płakać niczym bóbr? Nie wiem. Ja nie płakałam. Dlaczego? Ponieważ łzy w tym przypadku nie miały sensu, a wszystko było tak szokujące, tak prawdziwe, tak okrutne i piękne jednocześnie, tak bardzo zmuszające do zrewidowania wszystkiego, co dotychczas sądziłam... że łzy wydawały się niemal nie na miejscu. W jednym tylko momencie zdarzyło się, że gdzieś w kącikach oczu zrobiło mi się wilgotno...
Wojna zakończyła się już niemal 70 lat temu. W pokoleniu naszych dziadków, czasami rodziców (kiedy byli dziećmi). Uczymy się o niej w szkole, widzimy ją w filmach, czytamy o niej w książkach. Jednak tak naprawdę niczego o niej nie wiemy. Jest mniej lub bardziej odległym historycznym czasem, który – na szczęście – przeminął. A jednak nie do końca. Bo choć Autorka urodziła się całe lata po wojnie to straszliwe wydarzenia, do których wówczas doszło, nadal mają wpływ na jej życie.
Salomea była malutka, kiedy przyszło jej zginąć. Dlaczego w rodzinie nikt o niej nie wspominał? Dlaczego przez tyle lat trwała zmowa milczenia? Jak zginęła dziewczynka i jej kuzyn? Wiele pytań, a wszystkie właściwie spadają na Autorkę na raz. Dotąd żyła raczej normalnie, a przynajmniej... przewidywalnie. Nic nie wróżyło, że pewnego dnia odkryje mroczną tajemnicę sióstr swojej babki. Choć przecież wiedziała, że Holokaust na Litwie zebrał obfite żniwo, nie spodziewała się z pewnością, że jego skutki przyjdzie odczuwać nawet jej i jej dzieciom.
Na jedną stronę kierowano tych, którzy mieli iść do pracy. Na drugą tych, którzy mieli za chwilę pożegnać się z życiem. Czy Żydzi mieli jakikolwiek wybór, czy istniał sposób, by znaleźć się po tej "właściwej" stronie? Po stronie ciężkiej, katorżniczej pracy w kamieniołomach i kopalniach? Co w takim momencie znaczy życie? Moje, Twoje, ukochanej matki, kilkuletniej córeczki, męża, żony? Czy mam prawo wybierać? Żyć, czy umrzeć z najbliższymi? I czy po podjęciu decyzji życie w ogóle będzie jeszcze coś znaczyło?
Masza i Ginda dokonały wyboru. Choć może dokonała go za nie ich matka. One jednak na tę decyzję przystały. Wybrały życie. Co dalej? Co to znaczyło dla nich, dla reszty rodziny? Autorka w niesamowity sposób opowiada historię pokolenia swojej babki. W prosty, czasem pozbawiony uczuć – jakby się mogło zdawać – sposób, kreśli przed nami obraz wojennych czasów, kiedy ludzkie życie miał zupełnie inną cenę, inne znaczenie. Historia porusza do głębi, zmusza do zastanowienia się nad życiowymi priorytetami, nad najważniejszymi wartościami. Czy każe nam odpowiedzieć na pytanie: "Co Ty byś zrobił?". Nie. Ponieważ nie ma właściwiej odpowiedzi. Dzisiaj żadne z nas nie dałoby rady na nie odpowiedzieć. Czy sprawia, że potępiamy tamte wybory? Niełatwe, czasem graniczące z niewyobrażalnym? Nie, choć mogłoby się zdawać, że tak zareagujemy, kiedy poznamy prawdę. Że tak zareagowała Autorka, kiedy odkryła, co się stało w jej rodzinie. Czy jednak ktokolwiek ma prawo do potępienia? Moim zdaniem nie, a Schneck zdaje się być podobnej myśli.
Salomea Bernstein jest swego rodzaju symbolem. Tych milionów dzieci posłanych na rzeź, wyrywanych matkom i babkom z objęć, rozstrzeliwanych na ich oczach, palonych w piecach krematoryjnych. Bo Holokaust na Litwie niewiele różnił się od tego, czego nas w szkołach uczą o np. Oświęcimiu. Był równie upiorny, równie okrutny, równie tragiczny w skutkach. Chociaż, zdaniem Autorki, litewscy Żydzi się nie skarżą. Ci, którzy przeżyli, starają się czerpać z życia pełnymi garściami, różnią się od polskich Żydów, którzy wciąż o Holokauście głośno mówią. Pragnę w tym miejscu zaznaczyć, że jest to opinia Autorki, jej słowa – proszę nie utożsamiać ich z moim podejściem do sprawy Holokaustu i pamięci o nim.
Schneck prowadzi narrację w bardzo ciekawy sposób. Z jednej strony opowieści o wojnie, getcie, wszechogarniającym lęku i wszechobecnej śmierci zdają się być wyzute z emocji, niczym jakieś sprawozdanie  na potrzeby wojsk stojących po drugiej stronie rzeki. Z drugiej zaś – jej poszukiwania, jej własne lęki, jej życie tu i teraz, dzieci, partner, kuzynostwo – wszystko, co tu i teraz jest pełne uczucia i ciepła. Dramatyzm sytuacji łączy się więc z iście sprawozdawczym stylem, natomiast proza codziennego życia w wolnym od wojen kraju z dość dużym ładunkiem emocjonalnym. Narracja, jakiej się zupełnie nie spodziewałam.
W "Odzyskanym życiu" nie ma patosu. Tragizm sytuacji polega zaś nie tylko na tym, że ludzie ginęli, że mordowano niewinne dzieci, ale również na tym, że z tym okropnym piętnem żyją całe pokolenia – nawet te, które na świat przyszły dawno po zakończeniu wojny.Wbrew pozorom jednak nie jest to książka o śmierci,a  o olbrzymiej woli życia.
Powieść nie jest obszerna, ale zapewne na długo pozostanie w mojej pamięci. Również dlatego, że – poza niesamowitą fabułą – jest świetna warsztatowo. Zdecydowanie nowe podejście do tego strasznego tematu powoduje, że z całego serca polecam Wam tę pozycję (szczególnie, że została naprawdę przyzwoicie wydana).




1 komentarz: