Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

czwartek, 10 lipca 2014

Popiół i kurz. Opowieści ze świata POMIĘDZY – Jarosław Grzędowicz


Wydawnictwo: Fabryka słów
Lublin 2012
Oprawa: miękka
Liczba stron:329
Ilustracje: Dominik Broniek
ISBN: 978-83-7574-755-3





Polecono mi, więc się zabrałam. Okładka raczej odstręczała, zniechęcała, jednak polecenie od pewnych osób skutkuje tym, że nie zwracam uwagi na takie szczegóły. Choć nieczęsto zdarza się, że Fabryka słów wypuszcza na rynek książkę, której okładka nie przypada mi do gustu... Usłyszałam niedawno, że nie warto mi nic polecać, bo i tak nie biorę tego pod uwagę. Czy to na przekór, czy po prostu tak się złożyło... sięgnęłam ostatecznie do powieści "Popiół i kurz. Opowieści ze świata POMIĘDZY" Grzędowicza i... kraina Półsnu, po której wędruje główny bohater pochłonęła mnie całkowicie. Zostałam do niej właściwie wessana i aż do ostatniej strony nie udało mi się z niej wydostać. Chociaż... czy ja już wróciłam do świata żywych? Tego wcale nie jestem pewna.
Powieść uwiodła mnie od pierwszych zdań, a w miarę, jak przewracałam jej karty, było tylko coraz lepiej. Gdzieś w okolicy trzysetnej strony dosłownie na moment zrobiło się trochę słabiej, ale dość szybko akcja powróciła do normy. Normy? Czy jest u Grzędowicza coś takiego? Jeśli jest, to naprawdę jej poprzeczki postawione są bardzo wysoko. Prolog, który początkowo był opowiadaniem, a dopiero później stał się początkiem powieści, po prostu powala z nóg. Nie mogłam też się nadziwić, że Grzędowicz popełnił plagiat czegoś, co sama napisałam dwa lata temu. Problem w tym, że on... był pierwszy i to ja napisałam coś bardzo podobnego, nie wiedząc jednak, że świat Pomiędzy został już przez kogoś w tak rewelacyjny sposób wykreowany. I choć uwielbiam moje opowiadanie (mające 30 stron A4), to jednak chylę czoło przed autorem "Popiołu...". Powieść nie tylko rozwija mnóstwo wątków, ale i warsztatowo napisana jest znacznie lepiej, niż mój tekst...
Tyle tytułem wstępu. Przechodząc do meritum, czyli "z czym to się je". Narracja w powieści jest pierwszoosobowa, mamy więc okazję zobaczyć wszystko oczami głównego bohatera. Kim jest? Niby zwykły człowiek, nauczyciel akademicki, etnolog. Niespecjalnie towarzyski, singiel około czterdziestki, przez rodzinę uważany za dziwaka. Lubi sobie pomarudzić, czasem wypić, pali skręcane własnoręcznie fajki. Zwykły facet. Czy na pewno? Jeśli za zwykłego faceta uważać można kogoś, kto wędruje po świecie, do którego trafiają ludzkie dusze, walczy z demonami i potrafi umarłych przeprowadzać na drugą stronę, do światła – to właściwie tak, nasz bohater jest całkiem normalnym gościem. Od pierwszych stron jednak wiemy już, że tak naprawdę jest wyjątkowy. Nasz bohater (z upiorem maniaka będę powtarzać słowo "bohater", gdyż Autor nie zdradził jego imienia) w świecie pomiędzy znany jest jako Charon. Za przysłowiowego obola może uratować ludzką duszę od wiecznej męki. Bo chyba nawet piekło nie może być tak straszliwe, jak kraina Półsnu. Grzędowicz w niesamowity sposób oddaje nastrój i atmosferę tego okropnego miejsca, w którym każdy przedmiot z naszego świata emanuje swoistym odbiciem, które Charon określa jako Ka. Czasem stary gruchot może okazać się prawdziwym skarbem, jak choćby Marlene – zardzewiały, niedziałający od dekad motor z przestrzelonym bakiem, który jest doskonałym środkiem transportu po świecie Pomiędzy.
Mrok, strach, ciarki na plecach. Demony, myślokształty, skeksy. Do tego jeszcze pewna urodziwa wiedźma, zakon Spinofratrów, który stara się zachować w sekrecie istnienie pewnej starej księgi i śmierć najbliższego przyjaciela naszego bohatera. Jeszcze Wam mało? To ruszajcie do księgarni albo biblioteki po książkę, bo na pewno się nie zawiedziecie. 
Wyrazisty bohater pierwszoplanowy, wielka tajemnica sprzed wieków, demony, fantastyczny świat, liczne sceny walki przerywane rozważaniami godnymi samego Charona. Wszystko to zaś napisane pięknym językiem, doprawione szczyptą humoru i opatrzone piękną szatą graficzną, za którą odpowiedzialny był Dominik Broniek.
Gorąco polecam.Właściwie nie powinno to chyba nikogo dziwić. W końcu powieść otrzymała Zajdla (podobnie jak pierwszy tom „Pana Lodowego Ogrodu” i opowiadanie „Wilcza zamieć” Grzędowicza).




Książka przeczytana w ramach Wyzwania:


Książka przeczytana w ramach Wyzwania:

1 komentarz:

  1. Świetnie się to czyta. W sumie nie powinienem być zdziwiony - wszak Pan Lodowego Ogrodu "wgniótł mnie w fotel". Jednak nie brałem się za inne książki Grzędowicza. Może z podświadomego lęku, że mógłbym się rozczarować ( niestety to częste wśród dzisiejszych pisarzy SF - jedna super powieść a potem... odcinanie kuponów) A także dlatego, że dobrze sobie czasem zostawić coś "na czarną godzinę" silnego głodu czytelniczego. Wbrew pozorom, nie jest łatwo znaleźć dziś tak dobre pozycje, z biegiem lat i upływających książek człowiek staje się coraz bardziej wybredny, coraz trudniej go zaskoczyć. Nawet osobom, które nie przepadają za tego typu gatunkiem ( ni to horror ni to SF ni to fantasy - ale genialne łączenie gatunków to cecha charakterystyczna stylu Grzędowicza) tj. nie przepadają za historiami o demonach, astralach to i tak docenią tą pozycję. Po prostu dobrze się to czyta.

    OdpowiedzUsuń