Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

wtorek, 7 kwietnia 2015

Mistrz i Małgorzata – Michaił Bułhakow

Wydawnictwo: Dom Wydawniczy REBIS
  Poznań 2012
Oprawa: twarda
Liczba stron: 521
Tytuł oryginału: Мастер и Маргарита
Przekład (z rosyjskiego): Andrzej Drawicz
ISBN: 978-83-7510-854-5
 
 
 
 
 
 
Jesiotry, jak wykazał Bułhakow, mogą być pierwszej i drugiej świeżości. Kto wie, może i nawet bywają trzeciej. Wszak w sowieckiej Rosji wszystko możliwe... Bez wątpienia jednak, czy to przy pierwszym, drugim, czy którymkolwiek kolejnym czytaniu "Mistrza i Małgorzaty", lektura ta jest świeżości pierwszej. Wciąż zachwyca, wciąż wciąga, za każdym razem ukazując coś nowego. Nie sposób o tej powieści nie myśleć, a tym bardziej wstyd jej nie znać. Zmierzyć się jednak z recenzowaniem dzieła, o którym powstały całe tomy, dzieła, na którym wyrosły pokolenia, którym ekscytują się – całkowicie zasłużenie – miliony, to sprawa o tyleż niebezpieczna, co trudna. Jak bowiem ten ogrom myśli uporządkować, opisać, ocenić? I to jeszcze w taki sposób, by czytelnika recenzji nie zanudzić, a z drugiej strony nie pójść na łatwiznę?
Nie moim zadaniem jest tutaj napisanie pięknej interpretacji tej powieści. Zresztą "Mistrz i Małgorzata" to historia, której interpretować się, moim zdaniem, nie powinno. Żyje własnym życiem, chodzi, niczym Behemot, własnymi ścieżkami i każdy odbiera ją na innym poziomie. Interpretacje pozostawię więc lepszym ode mnie znawcom literatury, szczególnie rosyjskiej. Szczególnie, że przecież dzieła nie przeczytałam w oryginale, a jak sama z doświadczenia wiem – w przekładzie, choćby i najlepszym – czasami coś ginie, a czasami powstaje coś nowego. Słów kilka o przekładzie znajdziecie zresztą na końcu tego wydania i przyznaję, że naprawdę warto te kilka stron przeczytać.
Jeszcze przed tygodniem byłam przekonana, że nie ma Polaka, który by tej historii nie znał. Mylić się jest jednak rzeczą ludzką i przyznaję się do tego. Wielkie było jednak moje zdziwienie, kiedy dowiedziałam się, że są ludzie, którzy nie tylko "Mistrza i Małgorzaty" nie czytali, ale nie wiedzą nawet, o czym ta powieść jest, nic im nie mówi imię Wolanda czy Behemota, a i sławny jesiotr drugiej świeżości nic dla nich nie oznacza. Tym bardziej więc poczułam, że napisać o tej wyśmienitej, wiecznie zachwycającej, wciągającej, inteligentnej i klasycznej powieści po prostu muszę (szczególnie, że właśnie tamtego dnia zakończyłam lekturę).
Moskwa lat 30. ubiegłego stulecia to jedno z dwóch miejsc akcji dzieła Bułhakowa. Drugim jest Jerozolima, również lata trzydzieste, tyle że pierwszego wieku. Sowiecka Rosja, której mieszkańcy w większości dawno już "przestali wierzyć w bajeczki o Bogu" współistnieje tu niejako z dworem Wolanda – szatana jak się patrzy – i z Jerozolimą czasów, gdy jej namiestnikiem był nie kto inny, a Poncjusz Piłat. Trzy różne rzeczywistości przenikają się, tworząc iście magiczną atmosferę, czasem wręcz psychodeliczną, szczególnie, że niektórzy bohaterowie na dłużej czy krócej trafiają na "wczasy" do zakładów dla obłąkanych. To właśnie ta wielowarstwowość powieści stanowi jedną z przyczyn jej fenomenu na przestrzeni ostatnich dekad. Niech się zastanowią autorzy, którzy swe "dzieła" piszą przez kilka miesięcy, niech przemyślą sprawę i wezmą pod uwagę, że stworzenie tego wielowymiarowego, wspaniałego utworu zajęło Autorowi, bagatela, trzynaście lat.
Tytułowy Mistrz to jakby autoportret twórczy Bułhakowa. Jego zmagania, podejmowane próby pisarskie, trudności z tworzeniem sztuki – wszystko to spotkało Autora, zanim udało mu się swe dzieło skończyć i opublikować.
Historia Mistrza i Małgorzaty, która dla ratowania swego kochanka zgadza się zostać wiedźmą i służyć na balu u szatana Wolanda przeplata się z czterema rozdziałami tworzonego przez Mistrza dzieła o Jeszui Ha-Nocri, Poncjuszu Piłacie i Mateuszu Lewim. Dzieła, co oczywiste, zahaczającego o herezję, a i tak w Rosji sowieckiej niemożliwego do zaakceptowania. 
Dlaczego tak bardzo oburza Wolanda opinia Berlioza, że ludzie w Boga nie wierzą, bo Boga nie ma? Czy nieoczywiste jest, że jeśli nie ma Boga, nie ma też szatana? Czy Woland może sobie pozwolić na to, by umarła wiara w niego? O, nie! W tej sytuacji musi moskwiczanom udowodnić, że nadprzyrodzone siły istnieją, że nie wszystko zostało wyjaśnione przez sowiecką naukę. Towarzyszy mu w tym zadaniu całkiem zgrana ekipa rzezimieszków i huncwotów: Korowiow, Azazello i kocur Behemot. Namieszają oni niemało, dojdzie więc do wielu niesamowitych wydarzeń – niektórych tragicznych, innych mrożących krew w żyłach, innych jeszcze powodujących u czytelnika salwy śmiechu, aż do łez.
Zupełnie inny klimat panuje w swoistej powieści w powieści, czyli w historii Jeszui i Piłata. Jej akcja przebiega powolnie, w upalnej Jerozolimie nikt się specjalnie nie spieszy. Nie zdarzy się tu nic śmiesznego, a bohaterowie tej opowieści będą iście tragicznymi postaciami, wszyscy bez wyjątku. 
Bułhakow ukazał na stronach swej powieści świat pełen ludzkich przywar, z którymi człowiek, jako istota niedoskonała, walczy od zarania dziejów. i czy walczy, czy nie – z niektórymi zwyciężyć jako gatunek nie potrafi. Może dlatego w końcu Wolandowi udaje się jego wielki pokaz.
Autor nie szczędzi nam czarnego humoru, szczególnie w wykonaniu wspólników Wolanda. Trzeba przyznać, że wspaniale sobie z nim poradził. Zresztą cała warstwa językowa powieści zasługuje na najwyższe oceny. Bogactwo nietuzinkowych powiedzonek, które przeszły już do popkultury oraz pomysły i fantazyjność, którymi wykazał się Bułhakow to kolejne bardzo mocne strony tej historii.
Dodatkowym plusem tego wydania jest nowe tłumaczenie, które powstawało m.in. w oparciu o pięciotomowe wydanie "Dzieł zebranych" Bułhakowa (o czym pisze w swym posłowiu tłumacz). Doskonale wykonana korekta i redakcja tekstu, a także przepiękna okładka pozwalają nazwać tę pozycję książką, która powinna się znaleźć na półce każdego Polaka.

 
 
 
 
 

4 komentarze:

  1. Czytałam jedynie fragmenty w liceum lata temu, ale mam chęć sięgnąć po ,,Mistrza i Małgorzatę" choćby teraz, faktycznie warto znać tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam wieki temu i to był mój koszmar. Raczej nie wrócę do tej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, że w liceum to była jedyna lektura, którą przeczytali wszyscy w klasie. Było nas wówczas 38 osób i na wszystkich ta powieść zrobiła niesamowite wrażenie. Ciekawe, że jednak potrafi kogoś zniechęcić...

      Usuń