Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

wtorek, 7 kwietnia 2015

Z krwi i kości – William Lashner

Wydawnictwo: Akurat
  Warszawa 2015
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 446
Tytuł oryginału: Blood and Bone
Przekład (z angielskiego): Jerzy Malinowski
ISBN: 978-83-7758-584-9
 
 
 
 
 
Na dole okładki możecie zauważyć kilka słów autorstwa Harlana Cobena. Ten znany i ceniony autor twierdzi mianowicie, że od thrillerów Lashnera nie sposób się oderwać. Nie wiem, jak to jest z pozostałymi powieściami Lashnera, jednak w przypadku "Z krwi i kości" Coben ma rację bez dwóch zdań.
Głównym bohaterem tej niesamowitej i porywającej powieści łączącej wartką akcję i sensacyjną intrygę z elementami psychologii zdaje się być Kyle Byrne (choć – jak przeczytacie poniżej – nie jestem tego pewna), 26-letni obibok z bagażem przeszłości. Młody, ale już nie najmłodszy mężczyzna, który mógłby wiele osiągnąć, gdyby tylko chciał. Rzecz w tym, że nie chce i... dobrze mu z tym. Właśnie wyrzucają go z kolejnej roboty, dom, który odziedziczył po matce zajęty został jakiś czas temu przez bank. Mieszka u przyjaciółki, szlaja się po barach, wplątuje w mniejsze i większe tarapaty. Posiada jedynie stary, czerwony sportowy samochód, w którym wozi, w malutkim pudełku trzymanym w schowku, odrobinę prochów zmarłego czternaście lat temu ojca. Musiał być z nim bardzo związany, pomyślicie. Musiał go bardzo kochać, niesamowicie tęskni za tą bliskością... Nic bardziej mylnego. Liam Byrne był starszym facetem, adwokatem, żonatym, całkiem dobrze życiowo ustawionym, bezdzietnym, jeśli nie liczyć Kyle'a – syna urodzonego przez kochankę. Chłopak ledwie znał ojca, a jednak tęskni za nim mimo tylu lat od jego śmierci. Szczególnie teraz, kiedy pochował także matkę, a na dodatek dowiedział się o morderstwie, którego ofiarą padł nie kto inny, jak Laszlo Toth – dawny wspólnik ojca.
Właśnie w tym momencie życia Kyle'a spotykamy jego i pozostałych bohaterów najnowszej powieści Lashnera. Śmierć Laszla Totha stała się punktem zapalnym, a skrywana od lat tajemnica, która może zaszkodzić wielu wpływowym osobom, może właśnie z powodu tej śmierci wyjść na jaw, choć przecież ta, która zleciła zabójstwo miała nadzieję na wyciszenie sprawy raz na zawsze. Kim jest i dlaczego tak bardzo boi się pewnej teczki, która zaginęła jeszcze przed śmiercią Liama Byrne'a? Tego dowiedziecie się pod koniec powieści, choć na różne ślady – tak naprowadzające na prawdę, jak i mylące – napotkacie w trakcie lektury znacznie wcześniej.
Teczka jest tym, za czym podążają wszyscy bohaterowie "Z krwi i kości". To o nią toczą się boję, to z jej powodu już kilka osób pożegnało się z tym światem. I wygląda na to, że to jeszcze nie koniec. Kim właściwie jest tajemniczy O'Malley, którego nazwisko winno widnieć na okładce tej teczki i komu może zaszkodzić jej zawartość? Czy Liam Byrne rzeczywiście zmarł na zawał, czy może, podobnie jak Laszlo Toth, został zamordowany? Czy możliwe, że akt zgonu został sfałszowany, by ukryć zbrodnię? Nic w powieści Lashnera nie jest oczywiste, naprawdę trudno przewidzieć koleje losu bohaterów i teczki. Autor trzyma czytelnika w napięciu od pierwszej do ostatniej strony, choć przyznaję, że samo zakończenie niespecjalnie przypadło mi do gustu. 
Kyle to postać, która jest trudna do polubienia. trochę naiwny, zdecydowanie żyjący przeszłością, niepotrafiący sobie poradzić z jej demonami. Kompletnie niedbający o "tu i teraz", o przyszłości nie wspominając. Z drugiej strony to po prostu głęboko zraniony chłopak, który chce znaleźć miłość i akceptację. W każdym razie, choć bardzo przekonujący (Lashner rewelacyjnie zarysował jego charakter), Kyle nie należy do osób, które chciałabym mieć w swoim otoczeniu.
Choć Robert Bobby Spangler to zdecydowany antybohater, na którego odcisk nie chciałabym nadepnąć, to właśnie on jest najciekawszą postacią tej powieści. Dyskryminowany, poniżany, zwodzony przez kobietę, której miłości pożądał, starszy pan, którego nikt nie posądzałby nawet o zabicie muchy, okazuje się prawdziwie diaboliczną osobistością. Na dodatek robi to wszystko pod dyktando "Jej" – tej, dla której teczka będzie oznaczała koniec wszelkich marzeń. I choć to Ona wydaje wyroki i skazuje ludzi na śmierć, to Bobby zajmuje się "brudną robotą". Gardzi za to Nią i sobą, a jednak kocha ją nadal i nadal pragnie. Aż pewnego dnia przestaje być prawnikiem Robertem Spanglerem i przeistacza się w Bobby'ego, dla którego smak krwi i żar płonących budynków (w których są ludzie) to już nie tylko nic strasznego, ale wręcz coś, co dodaje energii i siły do dalszego życia. Bobby został wykreowany po prostu wyśmienicie i choćby dla samej tej jednej postaci należą się Lashnerowi brawa.
Niektórzy ludzie, jak Kyle czy Bobby bardzo mocno tkwią w przeszłości, nie potrafią sobie poradzić ze sprawami, które kiedyś zostały nierozwiązane. Wciąż poszukują wyjaśnienia, licząc, że ono pomoże im odnaleźć pełnię szczęścia. Niestety życie nie jest takie proste, a jedna teczka, która mogła rzucić światło na prawdę sprzed kilku dekad staje się zarzewiem prawdziwej wojny, w której zwycięsko wyjdą tylko ci, którzy przeżyją.
Niezwykle istotną rolę w powieści Lashnera odgrywają także kobiety, choć ich miejsce jest bardzo różne. Pochodzą z różnych światów, mają różne ambicje, ale prawda jest taka, że bez nich tajemnicza teczka byłaby po prostu zwyczajnym kawałkiem starego kartonu, w którym mieści się kilka równie starych i niezbyt już wartościowych kartek papieru. Teczka powstała z powodu kobiety, została ukryta dzięki kobiecie i bez udziału kobiet jej sekret nie ujrzałby nigdy światła dziennego.
Powieść została napisana ładnym, przystępnym językiem, który idealnie współgra z wartką akcją i bogatymi przemyśleniami wielu bohaterów. Lashner potrafi budować klimat opowiadanej historii i dostosowywać go do różnych sytuacji. Tłumaczenie również zasługuje na pochwałę, a i do korekty i redakcji przyczepić się nie sposób. 
Czy jest więc coś, co mi się nie spodobało? Owszem – romantyczny wątek (na szczęście w większości trzecioplanowy) z udziałem Kyle'a i licznej policjantki Lucii Ramirez. Na upartego można dostrzec przesłanki do jego stworzenia, ale nie pasował mi do całości.
Ostatnia sprawa – moim skromnym zdaniem na okładce powinna siedzieć kobieta, a nie mężczyzna. Wszak w tej historii to kobiety pociągają za sznurki.
 
 
 
 
 
 
 
Książkę przeczytałam dzięki życzliwości Wydawnictwa Akurat

 

2 komentarze:

  1. Jestem świeżo po lekturze tej książki i mogę się zgodzić z każdym słowem recenzji :)

    Zapraszam serdecznie do mnie na www.maialis.pl

    OdpowiedzUsuń