Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

poniedziałek, 24 października 2011

Saga Wielkich Rodów - Tom 1 - Tryptyk krwi (cz.2)

Paul okładał Michaela pięściami, gdy nagle usłyszał policyjny gwizdek. Rzucił się do ucieczki. Mike został sam.
- Nic ci się nie stało? – zapytał bardzo wysoki policjant. Mały zesztywniał. Blada jak śnieg cera i do tego te świdrujące czerwone oczy. Czas się zatrzymał.
Magdalena szła ulicą, gdy nagle wszystko dookoła znieruchomiało. Rozejrzała się i zobaczyła wysokiego chudzielca i niską dziewczynę, trzymających się za ręce. Obok nich leżał wystraszony, kilkuletni chłopiec. Nie zastanawiała się długo. Zanim dziwna para się zorientowała, trzymała dzieciaka w ramionach i uciekała. Biegli przez kilka przecznic, aż dotarli do parku i usiedli na ławce.
- Nic Ci nie jest? Jak masz na imię? – zapytała ledwie łapiąc oddech. – Czy ten mężczyzna Ci to zrobił? – wskazała na wielkiego siniaka pod okiem.
- Jestem Mike Woods. A to, to nie on, to nic takiego – chłopiec dotknął twarzy i siniak zniknął. Kątem oka dostrzegł nadbiegającą matkę, która groźnie wymachiwała rękoma i krzyczała.
- Zostaw mojego syna w spokoju! Powiedziałam już, że nie wolno Ci z nim rozmawiać! Wynoś się stąd i daj nam wreszcie święty spokój! Mike, natychmiast wracaj do domu! Natychmiast!
*
Magdalena siedziała w samolocie i rozmyślała. Niedawno jej życie było takie beztroskie, piękne, radosne. Nikołaj... Kochała go. Przynajmniej tak jej się wydawało. Byli razem tacy szczęśliwi. A teraz on nie żył, a ona... Alexander – nie mogła przestać myśleć o tym mężczyźnie. Było w nim coś tak tajemniczego i zarazem pociągającego. Otrząsnęła się. Dopiero co zginął jej mąż, a teraz ona nie może opędzić się od myśli o jego bracie.
Postanowiła, że nie wróci do domu. Znajdzie jakieś ciche, spokojne miejsce z dala od ludzi. Wokoło szum drzew, śpiew ptaków. Musi to wszystko przemyśleć, zastanowić się nad swoim życiem. Podjąć jakieś decyzje. Jeszcze wiele może się jej przytrafić dobrego. "Wszystko się może zdarzyć. Byle on mnie nie odnalazł. Pojadę do leśnego domku w puszczy. Wtedy jakoś sobie ułożę życie. Chciałam mu pomóc, ale niestety nie potrafię. Musi znaleźć kogoś bardziej odpowiedniego."
*
- Zawiodła! Wiedziałem, że tak będzie, ale Ty się upierałeś – z wyrzutem powiedział Alexander.
- Spokojnie. To jeszcze nie koniec. Daj jej kilka dni, by ochłonęła, a później porozmawiaj z nią. Przekonaj, żeby spróbowała jeszcze raz.
- Nikołaj zawalił sprawę. Można się było tego po nim spodziewać. Ale dlaczego ty się tak upierałeś, Fiodorze??
*
Będąc w leśnym domku, o którym jej kiedyś tyle opowiadał Nikołaj, Magdalena miała nadzieję, że Alexander jej tutaj nie odnajdzie. Z resztą nawet jeśli – przekonał się już chyba, że ona się do tego nie nadaje. Zawiodła go. Tak bardzo brakowało jej teraz Fiodora. W takich chwilach był najlepszym kompanem.
Niespodziewanie w drzwiach pojawił się Alexander. W pierwszej chwili zaparło jej dech w piersiach i dopiero kiedy się odezwał, odprężyła się nieco. Zaproponował herbatę i ciasto, które ze sobą przywiózł. Chciał jedynie porozmawiać. Spędzili na rozmowie całą noc. Gdy powiedziała mu, że widziała chudzielca, zerwał się na równe nogi i stwierdził, że musi pilnie zadzwonić.
- Fiodorze jestem w domku Nikołaja, razem z Magdaleną.
- Czy pozwoliłem Ci tam jechać? Nie! Myślałem, że jesteś mądrzejszy od Nikołaja.
- Ona była w stanie go zobaczyć, rozumiesz? Na dodatek miał już dziewczynę.
- Co?! – krzyknął i rzucił słuchawkę. "Nataszo…” – pomyślał i w tej samej chwili ukłuł się niewielkim złotym kolczykiem trzymanym w ręce. Z palca zaczęła się delikatnie sączyć krew, błękitna krew…
*
Po śniadaniu ruszyli w drogę. Samochód prowadził Dariusz, jedyny pracownik Alexandra, którego dotychczas poznała. Wydawało się, że nie słucha, ale Magdalena była pewna, że tylko dobrze udaje i doskonale wie, o czym rozmawiają.
- Dlaczego Nikołaj nigdy o tobie nie mówił? – pytała uparcie. Będzie drążyła tak długo, aż znudzony wreszcie jej odpowie.
- Nie czas na to, Magdaleno. Teraz mamy ważniejsze i pilniejsze sprawy na głowie. Musimy go odnaleźć. Musisz mi go wskazać. To jest teraz najważniejsze.
- Najpierw mi odpowiesz. Mam chyba prawo wiedzieć. Przychodzisz do mnie, zmieniasz moje życie w jakiś koszmar i nawet mi nie chcesz odpowiedzieć na jedno proste pytanie. Nie zgadzam się na takie traktowanie!
- To nie jest kwestia zgadzania się, czy nie. To jest kwestia życia lub śmierci! Nikołaj cię wybrał, więc musiał mieć jakieś powody.
"Kwestia życia lub śmierci." – powtarzała w myślach. O co mu mogło chodzić? Kolejna tajemnica, kolejne pytanie, na które nie zechce jej odpowiedzieć. Spojrzała na niego z nagłym niedowierzaniem. Dopiero teraz dostrzegła to niezwykłe podobieństwo. I to wcale nie do Nikołaja! Do kogoś, kogo znała wiele lat temu. Jak mogła tego wcześniej nie zauważyć?
- Dokąd jedziemy? – zapytała, próbując nie myśleć o tamtym człowieku.
- Do Sary. Trzeba chronić chłopca.
- Przecież nie chciała ze mną rozmawiać. Dlaczego sądzisz, że nagle zmieni zdanie? Przed czym chcesz chronić Michaela? Co mu grozi? Podejmujesz za mnie decyzje, a nawet nie silisz się, żeby naświetlić mi sytuację. Kim jest dla ciebie Mike?
- Kim dla mnie jest, nie ma teraz dla ciebie najmniejszego znaczenia. Liczy się jedynie to, że jest w niebezpieczeństwie, a Sara zdaje się tego nie dostrzegać. Po tym, co stało się z Nikołajem… – przerwał zdając sobie sprawę, że znowu za wiele powiedział.
- Co ma z tym wspólnego Nikołaj? Znali się? Powiedz mi wreszcie, o co chodzi w tej całej pogoni za małym chłopcem, bo wysiądę na najbliższym postoju i więcej mnie nie zobaczysz – była naprawdę wściekła. Na dodatek cały czas nie mogła opanować dreszczy, które przeszyły ją, gdy dostrzegła w nim podobieństwo do tamtego człowieka sprzed lat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz