Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

środa, 26 października 2011

Zdążyć przed Panem Bogiem – Hanna Krall





Z racji zbliżającego się pierwszego listopada postanowiłam wrócić do książki „Zdążyć przed Panem Bogiem” Hanny Krall. Czytałam ją przed dziewięcioma laty, w klasie maturalnej i do dziś zostały mi w pamięci niektóre sceny. Takie, których nie da się wymazać – zwykłych odruchów, które niektórzy uważają za bohaterskie, a one naprawdę są po prostu… ludzkie.
Nie pamiętałam, że ten utwór czyta się tak trudno. Celowo unikam określenia książki mianem powieści, które to wyrażenie w moim mniemaniu sygnalizowałoby istnienie historii chronologicznej – lub prawie chronologicznej – opowiedzianej. „Przecież nie piszemy historii. Piszemy o pamiętaniu.” – pada stwierdzenie na kartach książki, jakby wytłumaczenie tej trudności, którą czytelnik napotyka cały czas.
Czy trzeba ją opisywać? Myślę, że najlepiej jest zacytować jedno krótkie zdanie, które dokładnie streszcza to, o czym Hanna Krall pisze. „Chodziło tylko o wybór sposobu umierania.” O to, by zdążyć tę decyzję podjąć przed Panem Bogiem i być może jeszcze przez chwilę zatrzymać w człowieku promień życia, bo przecież „każde życie stanowi dla każdego całe sto procent, więc może ma to jakiś sens” (jak mówią ostatnie słowa wywiadu-rzeki).
Chodzi o to, by wybrać sposób śmierci, by samemu zadecydować, czy umieranie w piwnicy jest tak samo bohaterskie, jak z karabinem w ręku. Czy śmierć w ogóle jest bohaterska? Czy ma sens i czy można – i na jak długo – jej uniknąć. Czy można odkupić – ratując życie na sali operacyjnej – te czterysta tysięcy, które przeszły obok na Umschlagplatzu i zostało wywiezionych do obozu i tam zginęło? Czy powstanie w getcie miało jakiekolwiek szanse na powodzenie – co czuli i myśleli jego bojownicy i przywódcy? Czy chcieli przeżyć, czy liczyli na cud, że Niemcy ustąpią, czy po prostu nie chcieli umierać w komorach gazowych?
Trudna to książka, dająca dużo do myślenia, opowiedziana niechronologicznie z licznymi wątkami „ubocznymi”. Marek Edelman opowiada o sobie w trzeciej osobie, bohaterów raz przedstawia przy pomocy ich polskich imion, innym razem wspomina o nich używając imion żydowskich, co jeszcze bardziej utrudnia zrozumienie, o kim mówi.
Być może był to najodpowiedniejszy moment w roku, by przeczytać tę książkę, polecam jednak również każdy inny – warto zapoznać się z tym wywiadem, by nabrać większego szacunku dla śmierci i… życia.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz