Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

poniedziałek, 28 listopada 2011

The Last Days of Krypton - Kevin J. Anderson



Historię Supermana każdy z nas – lepiej lub gorzej – zna. Zakładając nawet, że nie mielismy nigdy w rękach żadnego komiksu – jest to postać tak popularna, że nie sposób sobie wyobrazić kogokolwiek, kto nie wiedziałby kim i skąd jest Clark Kent. W “The Last Days of Krypton” (czyli jednym słowem – “Ostatnich dniach Kryptona”) poznajemy przyczyny, dla których chłopiec został wysłany na Ziemię i co tak naprawdę stało się z jego rodzinną planetą. Kevin J. Anderson w piękny sposób opowiada nam baśń o Kryptonie i jego mieszkańcach.
Poznajemy więc trochę szalonego naukowca, Jor-Ela i jego wielką miłość, piękną Larę – rodziców Kal-ela (dla tych, którzy jakimś dziwnym zrządzeniem losu nie wiedzą – tak brzmi kryptońskie imię Supermana). Razem z nimi oglądamy rozwijającą się planetę, jej ludność, zwyczaje, tradycje i… złe nawyki, które pewnego dnia doprowadzą do zagłady całego ludu. Mamy również okazję zrozumieć, skąd wzięła się nienawiść pomiędzy Jor-Elem i generałem Zodem, który przecież nie raz jeszcze pojawi się w znanych nam historiach o Supermanie. Zwiedzając piękne miasto Kandor i ruiny tajemniczego Xan City nie jeden raz czułam na ciele ciarki. Opisy są tak skonstruowane, że miałam wrażenie, jakbym po Kryptonie wędrowała wraz z bohaterami historii. To piękny świat i prawdziwy żal ściska serce, że przepadł (naprawdę, zapomina się, że to jedynie fikcyjna planeta). Wzruszyłam się wielokrotnie, nie tylko wtedy, gdy Jor-El i Lara wysłali małego synka w nieznane. Jest to wspaniała historia, pełna barwnych, pełnowymiarowych postaci, bogata w opisy nieprzeciętnych miejsc, intryg i namiętności, a także niepospolitych wynalazków. Krypton oraz główni bohaterowie powieści mają tak samo wielki wpływ na późniejszą osobowość Człowieka ze Stali, jak Marta i Jonatan Kentowie (a to dzięki systemom zamontowanym w kapsule, którą ostatni Kryptonianin – tak to sie chyba powinno po polsku mówić – dotarł do swego nowego domu).
Nie sposób także nie docenić okładki, która jest prawdziwym majstersztykiem. Osobiście po raz pierwszy widziałam okładkę tego typu. Być może w Stanach jest to popularne, u nas jednak pachnie jeszcze nowością, mimo że technika jest mi znana już od lat 90 (pamiętam linijki, które można było oglądać w ten sposób). Gratuluję pomysłowości w zastosowaniu – dodaje powieści charakterku i… rzeczywiście zapowiada historię z obcej planety.
Mam szczerą nadzieję że pewnego dnia doczekamy się polskiego tłumaczenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz