Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

niedziela, 6 listopada 2011

Saga Wielkich Rodów - Tom 1 - Tryptyk krwi (cz.4)

Leżąc w łóżku w pokoju Alexandra, Magdalena czuła się taka bezsilna. Mike był synem Nikołaja! Jej męża. A ona nic o tym nie wiedziała. Nie miała pojęcia. Nie znała mężczyzny, za którego wyszła. Nie znała…
Rozejrzała się wokoło. Za pierwszym razem była w zbyt dużym szoku, żeby zwracać uwagę na pokój. Na stoliku pod oknem stała taca z dzbankiem i kryształową szklaneczką. Nalała sobie soku i wypiła łyczek. Nad łóżkiem wisiał, oprawiony w złotą ramę, portret kobiety. Ładna, elegancka pani z podobnym do Fiodora kotem na ręku. Znów zatęskniła za kociakiem. Przynajmniej teraz będzie go mogła zobaczyć, skoro wrócili do domu. Kobieta miała w sobie coś tajemniczego. Jasno błękitne oczy, niemalże białe, czerwone usta i złociste włosy pięknie komponowały się z czernią kociego futerka. „Dziwne – pomyślała. – Dlaczego ma kolczyk tylko w jednym uchu?”
Otarła usta serwetką. Odkładając ją, zauważyła na rogu monogram „NN”. Teraz dopiero dostrzegła, że te litery pojawiają się również na pościeli i na portrecie. Przypomniała sobie sztućce, którymi jadła pamiętną pierwszą kolację z Alexandrem, a także obrusy i ręczniki. Wszędzie był ten właśnie monogram. A Alexander podpisał się w liście „AN”. To nie mógł być zbieg okoliczności.
Nadal przypatrywała się kobiecie z portretu, gdy Alexander zapukał do drzwi. Nie była pewna, czy ma ochotę go oglądać, jednak wiedziała, że i tak wejdzie. Był mieszaniną skrajności. W jednej chwili dżentelmen, jak z początków poprzedniego stulecia, z drugiej bezczelny gbur, zupełnie nieliczący się z jej uczuciami. Nie obróciła się nawet w jego stronę, zupełnie go ignorując.
- To moja matka. Moja i Nikołaja oczywiście. O niej też z pewnością ci nie wspominał. Mój brat starał się, jak mógł, odciąć od swojej przeszłości i rodziny. Był indywidualistą w każdym calu. Nikogo nie słuchał, chciał sam podejmować wszystkie decyzje, jakby to było takie proste. Wyjechał wiele lat temu i nie dawał znaku życia. Teraz już tak pozostanie.
- Po co mi to mówisz? Nie interesuje mnie to zupełnie. Ani ty, ani Nikołaj, ani cała wasza rodzina. Oddaj mi Fiodora i pozwól wrócić do domu.
- Właśnie po to przyszedłem. Chodź.
- Dokąd znowu?
- Do Fiodora.
Chwycił ją za rękę, jakby była małą dziewczynką i miał ją przeprowadzić przez ulicę. W pierwszej chwili chciała mu się wyrwać, ale odpuściła sobie. Weźmie Fiodora i pojedzie do domu. Nie pomoże mu już w niczym. To nie ma sensu. Czego on od niej oczekiwał? Że porwie tego chłopca, czy co? Chłopca… Syna Nikołaja. Znów zakręciły jej się w oczach łzy. To Nikołaj nauczył ją płakać. Od śmierci Julka, przez kolejne kilkanaście lat nie potrafiła płakać. Przy Nikołaju znów otworzyła się na ludzi. Pierwszy raz zapłakała, gdy powiedzieli jej o jego śmierci.
Dotarli do prawego skrzydła zamku. Dłonią wskazał jej drzwi i stanął za nią, czekając na bieg wydarzeń. Weszła do obszernego gabinetu.
- Witaj, Magdaleno Wiktorio – powiedział siedzący za biurkiem mężczyzna. Miał kruczoczarne włosy, lekko opadające na czoło. Czarne jak smoła. W kościstej, szarej dłoni trzymał kieliszek z czerwonym winem. Przyglądał jej się zielonymi oczami, w których zauważyła znajome błyski.
- Miałeś mnie zaprowadzić do Fiodora – odwróciła się w stronę Alexandra z wyrzutem. – Tobie nie można nigdy ufać.
- Ja jestem Fiodor, Magdaleno – przedstawił się mężczyzna, wstając i podchodząc do niej. Poczuła nieprzyjemne zimno, gdy podał jej dłoń na powitanie. Dostrzegł to i dodał – Przepraszam. Straszliwie zmarzłem. Usiądź, proszę. Chciałem z tobą porozmawiać – wskazał jej miejsce na małej sofie, po czym zwrócił się do Alexandra – Zostaw nas samych.
To dom Alexandra, a ten zachowuje się, jakby Alexander był jedynie jego służącym. Nawet nie poprosił. A może to jego dom? Nieważne, już go nie lubiła. Nie miała łatwego dzieciństwa, jednak rodzice nauczyli ją, że zawsze i w stosunku do wszystkich należy być grzecznym i kulturalnym. Nie wiedziała właściwie, dlaczego było to dla niej aż tak istotne, że raziło ją zachowanie tego człowieka. Dlaczego Alexander ją do niego przyprowadził? Miał ją zabrać do Fiodora. Fiodora… Te jego gry. Nie powinna była mu ufać nawet przez moment.
*
Mike wracał ze szkoły. Paul z kolegami znowu spuścili mu manto. Mama będzie zła. Sam nie wiedział, dlaczego chroni brata i nigdy nie mówi jej prawdy. „Przewróciłem się, mamo”, „wpadłem na ścianę, mamo”, „gapa ze mnie, mamo – potknąłem się” – zawsze te same głupie wymówki. Nie potrafił jej tego powiedzieć. A przecież mógł ukrywać siniaki i nawet by ich nie widziała. W gruncie rzeczy bardzo chciał jej powiedzieć, chciał żeby Paul w końcu dostał za swoje, żeby chociaż raz to nie on musiał się tłumaczyć. Nie bał się przyrodniego brata. Nie w tym rzecz. Gdyby chciał, mógłby go pobić do nieprzytomności, a jednak cały czas udawał słabego wariata. I nawet nie wiedział, dlaczego to robi.
Wszedł na chwilę do piekarni. Kupił sobie świeżą bułkę i jedząc, wyszedł ze sklepu. Skręcił w swoją ulicę i za rogiem poczuł dziwny zapach. Rozejrzał się wokoło i nikogo nie zauważył. Nagle – jak spod ziemi – wyrosła przed nim niska dziewczynka, dużo niższa od niego, a jednak dużo starsza. Widział już ją kiedyś. Tylko kiedy? Gdzie? Uśmiechała się do niego i wiedział, że to właśnie ona tak pachnie. Upuścił bułkę, gdy poczuł ból przeszywający mu brzuch. Dziewczynka podeszła do niego i chwyciła za rękę.
- Nie bój się, Michaelu. Zobaczysz, wszystko będzie dobrze. Chodź ze mną, chcę ci coś pokazać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz