Fragment mojej recenzji został umieszczony na okładce powieści "Skazaniec. Z bestią w sercu" Krzysztofa Spadło

Fragment mojej recenzji „Korony śniegu i krwi” został umieszczony na okładce powieści Elżbiety Cherezińskiej – „Niewidzialna korona” (wyd. Zysk i S-ka)

piątek, 18 listopada 2011

Tamtego lata na Sycylii - Marlena de Blasi



To wzruszająca, a jednocześnie trzymająca w napięciu powieść o trudnej miłości biednej Toski i Leo d'Anjou, ostatniego księcia na Sycylii. To jednak również historia tego niesamowitego kraju, do którego reformy dochodzą z wielkim opóźnieniem, a ludzie boją się nowatorskich zmian, którym nieprzychylna jest wszechwładna mafia.
Początkowa niechęć Toski do Leo, który odkupił ją od ojca przeradza się po pewnym czasie spędzonym w jego domu w głęboki szacunek, by w końcu zmienić się w pełną namiętności i wyrzeczeń miłość. Jednakże książę jest odważny i chce polepszyć dolę pracujących w jego posiadłościach chłopów. Działa dla dobra biednych ludzi z okolicy, co nie podoba się wielu bogatym. Musi srogo zapłacić za swe pozytywistyczne poglądy i działania. I to tutaj tak naprawdę zaczyna się historia Toski. Ukochany ginie, a ona musi zadbać o siebie i podarowaną jej Villę o wdzięcznej nazwie Donnafugata.
Wcześniej jednak uda się do Palermo i pozna stolicę od tej niezbyt przyjemnej strony – ciężkiej pracy, biedy, upodlenia młodych dziewczyn pracujących na ulicy. To dzięki poznaniu ich stanie się silniejsza, bardziej zdecydowana i… znajdzie swe prawdziwe powołanie.
Marlena de Blasi pokazuje nam zaczarowaną, tajemnicza wyspę, która do dzisiaj pozostaje wyjątkowa, choć z tego Palermo, które widziałam oczami wyobraźni czytając powieść już niestety niewiele pozostało . Jakkolwiek piękna sycylijska stolica by nie była – zawiodłam się na niej (i był to jedyny zawód na Sycylii) – Palermo powoli, ale jednak, upodabnia się coraz bardziej do innych europejskich stolic.
Nie miałam okazji zwiedzić osobiście sycylijskiego interioru, jednak może stało się dobrze – na zawsze będę go widziała takim właśnie, jak pokazała go autorka powieści. Magicznym, dzikim, nieosiągalnym i odpornym na wszelkie zmiany, a także pachnącym oliwkami, winogronem, karczochami i… ciężką pracą.
Wzruszyłam się nie raz, kiedy Tosca opowiadała historię swego życia, a jednocześnie pokazywała, co udało się osiągnąć kobietom w Villi. Jednocześnie poczułam się silniejsza – skoro Tosca tyle zdziałała, to chyba ja również mogę w sobie znaleźć siłę, by nie siedzieć z założonymi rękami. Cieszę się jedynie, że moja miłość nie jest tak skomplikowana.
Zakończenie jest zaskakujące, choć można w pewnym momencie podejrzewać, że śmierć Leo była bardziej skomplikowana, niż Tosca przedstawiła do Marlenie de Blasi. Gdy skończyłam czytać ostatnie słowa czułam pustkę – coś się skończyło – coś ważnego, pięknego, mądrego. Mam nadzieję, że pozostałe powieści autorki będą napisane w podobny sposób (już niedługo się za nie zabieram).

1 komentarz:

  1. Jeszcze nie czytałam, ale książka wydaje się interesująca. Dziękuję za recenzję!

    OdpowiedzUsuń